Zaskakująca Wisła Płock — podsumowanie sezonu 2025/2026
Nikt nie spodziewał się, że beniaminek z Płocka będzie w stanie bić się z największymi zespołami PKO BP Ekstraklasy w tym sezonie. Co więcej, idea Nafciarzy na fotelu lidera na koniec rundy jesiennej mogłaby doprowadzić rok temu wiele osób do śmiechu. Tak się jednak stało, dzięki czemu Płocczanie z miejsca stali się największym zaskoczeniem sezonu 2025/2026 polskiej ligi. Mimo obniżenia swoich lotów w drugiej części rozgrywek o drużynie Mariusza Misiury powinno się mówić jedynie w superlatywach. Choć styl gry płocczan budził wiele negatywnych emocji wśród internautów, nie powinien mieć on wpływu na ocenę wyników Wisły w tym sezonie.
Wyszarpany awans
Aby w pełni zrozumieć tegoroczny sukces Nafciarzy, musimy cofnąć się do końcówki zeszłego sezonu. Wisła o awans do najwyższej ligi w Polsce biła się do samego końca. Ostatecznie, cel został osiągnięty za sprawą baraży. Pierwszym rywalem Nafciarzy była Polonia Warszawa. Remis utrzymywał się przez znaczną część spotkania, jednak w 89. minucie Dani Pacheco wyprowadził Wisłę na prowadzenie. Spotkanie zakończyło się wynikiem 2:1, tym samym wysyłając drużynę Mariusza Misiury do finału o awans do ekstraklasy.

W kolejnym etapie na Płocczan czekała Miedź Legnica, która na wyjeździe pokonała Wisłę Kraków. Przez pierwsze 45 minut w spotkaniu utrzymywał się bezbramkowy wynik, jednak w doliczonym czasie gry Nafciarze otrzymali rzut karny. Stały fragment wykorzystał napastnik Płocczan — Łukasz Sekulski. W drugiej części spotkania Jorge Jimenez podwyższył przewagę gospodarzy. Gwoździem do trumny dla Miedzi była czerwona kartka dla Wojciecha Hajdy w 93. minucie, która ostatecznie zamknęła temat awansu do ekstraklasy. Można zatem stwierdzić, że mimo dobrej gry, Wiśle towarzyszyło również wiele szczęścia, dzięki czemu drużyna z Płocka powróciła na krajowy szczyt po dwuletniej przerwie.
Gra ponad oczekiwania kibiców
Wisła i jej kibice wchodząc w ten sezon, mieli jeden jasny cel — utrzymać się w ekstraklasie za wszelką cenę. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała i zmusiła do zmiany listę celów trenera Misiury. Płocczanie zainaugurowali sezon w perfekcyjny sposób. Po pierwszych trzech kolejkach Nafciarze mieli na swoim koncie komplet punktów. Co więcej, stracili w nich zaledwie jednego gola w wyjazdowym spotkaniu z Rakowem Częstochowa. Seria zwycięstw została przerwana kilka dni później za sprawą remisu z Widzewem Łódź. Na pierwszą porażkę Nafciarzy w sezonie trzeba było czekać ponad miesiąc. Wtedy lepszy od nich okazał się inny tegoroczny beniaminek — Arka Gdynia (1:0).

Przegrana w Trójmieście zapoczątkowała serię złych wyników drużyny trenera Misiury. W kolejnej kolejce Płocczanie ulegli Jagiellonii Białystok, a zaledwie cztery dni później w meczu z GKS-em Katowice odpadli z Pucharu Polski po dwóch golach w dogrywce. Nikt jednak nie zakładał, że starcie z Gieksą będzie ostatnim przegranym pojedynkiem Wisły w ubiegłym roku kalendarzowym.
Mur nie do przejścia
W rundzie jesiennej głównym atutem Nafciarzy była bez wątpienia skuteczna gra w defensywie. Dzięki sprowadzeniu takich zawodników jak Marcin Kamiński, czy Rafał Leszczyński Wisła straciła zaledwie 12 bramek w rundzie. Był to tym samym najlepszy wynik w całej lidze. Tercet obrońców Kamiński-Edmundsson-Haglind-Sangre stanowił o sile zespołu, a Leszczyński nie raz ratował zespół przed utratą bramki. W rezultacie dobra gra poskutkowała zakończeniem rundy jesiennej na fotelu lidera ekstraklasy.

Po 18 kolejkach Nafciarze zgromadzili na swoim koncie łącznie 30 punktów. Taki wynik oznaczał, że lider ekstraklasy zdobył średnio 1,66 punktu na mecz. Był to tym samym najgorszy rezultat we wszystkich ligach europejskich. Zarzuty w tej sytuacji powinny być jednak przerzucane na czołowe ekipy ligi, gdyż to od nich oczekiwano znacznie więcej na jesieni, i to przez ich słabą grę, remisująca, ale punktująca Wisła zakończyła 2025 rok na szczycie. Wisienką na torcie jest fakt, że Wisła trenera Mariusza Misiury jest jedyną drużyną ekstraklasy w XXI wieku, która w żadnym ze swoich 20 pierwszych spotkań w sezonie nie straciła więcej niż jednej bramki.
Zimowe porządki w Płocku
Najgłośniejszą zmianą w zespole trenera Misiury była bez dwóch zdań sprzedaż lidera obrony — Andriasa Edmundssona. Farer zamienił beniaminka z Mazowsza na włoski Hellas Verona za kwotę 2,5 mln euro. Odejście Edmundssona było dużą stratą dla Wisły, gdyż był on jednym z niewielu zawodników ligi, którzy rozegrali pełny zakres minut. Kluczowym celem transferowym dla Płocczan było znalezienie odpowiednika dla 25-latka. W jego miejsce sprowadzony został Marin Karamarko z bośniackiego FK Željezničar. 27-letni stoper jest lewonożny i cechuje się dobrą grą w powietrzu, identycznie jak Farer.

Poza środkowym obrońcą do Wisły przyszło również pięciu innych zawodników. Z tej grupy trzech graczy dołączyło na zasadzie transferu definitywnego. W zimowym okienku Nafciarzy wzmocnili Said Hamulic (Toulouse), Kyriakos Savvidis (Slovan Bratislava) i Matvey Bokhno (Lech Poznań). Jeśli chodzi o wypożyczenia, to do drużyny z Płocka dołączył pomocnik FC Kopenhagi — Dominik Sarapata i Dion Gallapeni z Widzewa Łódź. Tak silne i liczne wzmocnienia mogły napawać kibiców optymizmem przed powracającymi rozgrywkami. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej brutalna.
Zejście na ziemię
Runda wiosenna ukazała Wisłę Płock z zupełnie nowej perspektywy. Forma zespołu uległa znacznemu pogorszeniu a defensywa, z której słynęli Płocczanie przestała być tak skuteczna. Po wznowieniu rozgrywek Nafciarze wygrali tylko dwa spotkania mniej niż jesienią, co samo w sobie nie jest tragedią. Jednak zespół Misiury zaczął tracić znacznie więcej bramek, w rezultacie czego Wisła przegrała aż dziesięć spotkań po przerwie zimowej, znacznie utrudniając sobie walkę o europejskie puchary.

Poza kłopotami z bronieniem własnej bramki Wisła obniżyła loty również pod polem karnym rywali. W rundzie jesiennej Nafciarze nie strzelili żadnego gola tylko w spotkaniach z Arką Gdynia, Jagiellonią Białystok, Lechem Poznań i Cracovią. W drugiej części sezonu bezbramkowych spotkań dla Wisły było już ponad dwa razy więcej (łącznie 9 meczów na 16 możliwych).
Jak poradzili sobie nowi zawodnicy?
Mimo wielu wzmocnień w zimowym okienku ciężko mówić o poważnej użyteczności większości z nich. Karamarko, który miał być następcą Edmundssona, rozegrał tylko 3 spotkania w barwach Nafciarzy, aby następnie wypaść do końca sezonu przez naderwanie więzadła pobocznego w kolanie. W przypadku Dominika Sarapaty i Saida Hamulicia sytuacja wydaje się być jeszcze gorsza, ponieważ spędzili na boisku raptem kilkaset minut, nie wypadając przez jakiekolwiek urazy.
W pozytywach najbliżej jest mówić o dwóch pozostałych nowych graczach Wisły: Gallapenim i Savvidisie. Ten drugi z miejsca stał się istotnym graczem w zespole i nawet zaliczył swojego debiutanckiego gola po indywidualnym rajdzie w meczu z Lechią Gdańsk. Udaną końcówkę sezonu pokrzyżował mu złamany obojczyk w starciu z Radomiakiem Radom. Mariusz Misiura nie mógł liczyć na Greka w ostatnich czterech kolejkach, jednak będzie on prawdopodobnie odgrywał ważną rolę w ekipie z Płocka w przyszłym sezonie.

W przypadku Diona Gallapeniego sytuacja wygląda zdecydowanie najlepiej. Rozegrał najwięcej minut ze wszystkich przychodzących graczy i w podstawowym składzie zagościł aż dziewięciokrotnie. Co więcej, swoje występy poparł liczbami, zaliczając trzy asysty (dwie w starciu z Jagiellonią i jedną przeciwko Termalice). Dobre występy w barwach Płocczan zaowocowały zainteresowaniem zagranicznych klubów bocznym pomocnikiem. Zdaniem mediów Wisła Płock ma skorzystać z opcji wykupu Kosowianina z Widzewa za kwotę 800 tys. euro, aby następnie sprzedać go z zyskiem. Na ten moment Gallapeni wyceniany jest na ok. 2,5 mln euro przez portal Transfermarkt, a w walce o 21-latka mają być kluby z Włoch , w tym m.in. Bologna FC i Atalanta Bergamo.
Co dalej?
Najważniejszą informacją dla kibiców Wisły Płock jest bez dwóch zdań to, że Mariusz Misiura będzie dalej prowadził zespół w następnym sezonie. Po dwóch owocnych latach klub zdecydował się na aktywowanie klauzuli przedłużającej kontrakt trenera do końca sezonu 2026/2027. Co więcej, wraz z trenerem nowe kontrakty otrzymali asystenci w sztabie szkoleniowym Wisły.

Jeśli chodzi o zmiany w samym zespole, to z klubem już pożegnało się trzech zawodników. Są nimi Kevin Čustović, Iban Salvador i Dominik Kun. Ten ostatni rozegrał dla Nafciarzy w tym sezonie 34 spotkania, w których trakcie zanotował pięć asyst. W miejsce opuszczających klub zawodników Płocczanie zdecydowali się jak na razie sprowadzić jednego gracza. Jest nim 26-letni zawodnik Motoru Lublin — Michał Król. Prawy napastnik zanotował w tym sezonie na swoim koncie jedno trafienie i trzy asysty. Zobaczymy, jak poradzi sobie pod wodzą trenera Misiury.
Podsumowanie
Wisła Płock kończy sezon jako jedna z o ile nie największa niespodzianka tegorocznych rozgrywek PKO BP Ekstraklasy. Mimo znacznie gorszej drugiej części sezonu drużyna Mariusza Misiury ostatecznie zakończyła ligowe potyczki na 8. miejscu w tabeli. Taki wynik należy rozpatrywać jako jednoznaczny sukces drużyny, która dopiero co powróciła do najwyższego poziomu rozgrywkowego w Polsce. Co więcej, wartością dodaną dla Płocczan jest fakt, że pozostali jedynym beniaminkiem, który uchronił się przed spadkiem w tym roku. Przed Nafciarzami wyjątkowo trudny moment, jakim będzie postawienie kolejnego kroku w celu stabilizacji i pozostaniu w ekstraklasie na lata. Czas pokaże jaką Wisłę zobaczymy na koniec lipca, kiedy rozgrywki 2026/2027 ruszą pełną parą.
