fot. Aleksander Majewski | PolskaGola.Info

Najgorsze transfery Ekstraklasy w sezonie 2025/2026 — część druga

Wielkie oczekiwania kibiców często kończą się ogromnym rozczarowaniem. Sympatycy futbolu w całej Polsce regularnie analizują najgorsze transfery Ekstraklasy. Druga część naszego zestawienia ponownie obnaża brak odpowiedniego skautingu w klubach. Zagraniczne gwiazdy oraz powracający reprezentanci zawiedli na całej linii. Kto zanotował największy zjazd formy w ostatnich miesiącach? Zapraszamy na dogłębną analizę boiskowych faktów.

W pierwszej części naszego cyklu pokazaliśmy napastników bez odpowiedniej skuteczności oraz czucia gry. Czas na najgorsze transfery Ekstraklasy w formacjach defensywnych oraz na bramce. Dyrektorzy sportowi muszą wkrótce uderzyć się w pierś. Wydano duże pieniądze na kontrakty zawodników, którzy nie pomagają drużynie. Odrzucamy emocje i patrzymy wyłącznie na twarde dane z boisk. Statystyki pokazują całą prawdę o ich obecnej dyspozycji. Przed wami kolejne bolesne rozczarowania tego sezonu.

Paweł Dawidowicz to wciąż tykająca bomba

Doświadczony stoper wracał do Polski z włoskiej Serie A. Fani oczekiwali prawdziwego szefa całego bloku defensywnego. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te śmiałe sportowe plany. Paweł Dawidowicz rzadko pojawia się na ligowej murawie. Znów dały o sobie znać jego przewlekłe kłopoty zdrowotne. Zawodnik opuścił ogromną część rundy z powodu kontuzji. Zagrał na boiskach raptem kilkaset minut. Daje to średnio ledwie kilka pełnych spotkań w całych rozgrywkach.

Jego wpływ na postawę zespołu jest wręcz marginalny. Kiedy już gra, brakuje mu odpowiedniej dynamiki oraz zwrotności. Środkowy obrońca wygrywa zaledwie 45% pojedynków w powietrzu. Dla rosłego stopera z przeszłością w Hellasie Verona to wynik dyskwalifikujący. Często ratuje się spóźnionymi faulami tuż przed własnym polem karnym. Widocznie nie radzi sobie z wyższym tempem pressingu. Zarząd klubu z pewnością mocno żałuje tak wysokiego kontraktu.

fot. Jakub Ziemianin | rakow.com

Petar Stojanović zjechał z europejskiej autostrady

Ten zawodnik to ciekawy przypadek na naszej negatywnej liście. Boczny obrońca rozegrał ponad 70 spotkań w kadrze narodowej Słowenii. Uczestnik między innymi turnieju Euro 2024. Taka jakość powinna robić kolosalną różnicę w polskich warunkach. Niestety, na naszych boiskach wygląda jak przeciętny boczny obrońca. Jego gra to nieustające pasmo niewytłumaczalnych decyzji.

Stojanović mało kiedy angażuje się w szybkie akcje ofensywne. Wskaźnik oczekiwanych asyst (xA) oscyluje u niego wokół zera. Boczny defensor nie zaliczył dotąd żadnego kluczowego podania. Zamiast napędzać ataki prawym skrzydłem, notorycznie zatrzymuje tempo akcji. Strefy jego poruszania się obnażają wielką bierność. Przeciwnicy bez problemu mijają go w pojedynkach jeden na jeden. Doświadczenie z europejskich boisk od początku jego przygody na Łazienkowskiej praktycznie nie jest dostrzegalne.

fot. Janusz Partyka | Legia.com

Steve Kapuadi na równi pochyłej. Defensor nie daje gwarancji spokoju

Miał być solidnym wzmocnieniem i wnieść do defensywy doświadczenie, którego brakowało zespołowi z Łodzi. Boiskowa rzeczywistość brutalnie weryfikuje jednak te założenia. O tym, że z formą stopera nie jest najlepiej, było wyraźnie widać jeszcze w tym sezonie podczas jego pobytu w Legii Warszawa.

Transfer do Widzewa Łódź miał być dla niego sportowym resetem i nowym otwarciem. Choć trzeba przyznać, że po aklimatyzacji Kapuadi regularnie melduje się w wyjściowej jedenastce i rozgrywa pełne spotkania, to suche minuty zupełnie nie przekładają się na to, co najważniejsze. Na murawie ewidentnie nie daje zespołowi oczekiwanej jakości. Bywa elektryczny w swoich interwencjach, brakuje mu dynamiki i pewności siebie, co automatycznie wprowadza nerwowość w całej linii obrony. Zamiast prawdziwego szefa bloku defensywnego, drużyna zyskała zawodnika, który w kluczowych momentach po prostu zawodzi. Obserwując jego obecną dyspozycję, kibice mogą czuć pewne rozczarowanie.

fot. Mateusz Litra | PolskaGola.Info

Rafał Gikiewicz i jego 0 minut

Ruch Zagłębia Lubin idealnie wpisuje się w definicję transferowego niewypału. Gdy kontuzja wyeliminowała Dominika Hładuna, a dyspozycja Jasmina Buricia była niewiadomą, klub awaryjnie ściągnął Rafała Gikiewicza. Golkiper, który stracił blask w Widzewie Łódź, w barwach „Miedziowych” zaliczył tylko pamiętny, kosztowny błąd w Pucharze Polski i szybko odszedł z zespołu. I choć formalnie miał być jedynie zabezpieczeniem na wypadek kolejnych urazów, to podtekst tego transferu był jasny — Gikiewicz trafił do Lubina tylko dlatego, że w Łodzi wylądował na bocznym torze.

fot. Zagłębie Lubin
Wspieraj nas - udostępnij!

Podobne wpisy

  • Legia Warszawa i Edward Iordanescu — chaotyczna relacja

    Ostatnie tygodnie w stołecznym klubie to czas dużych zawirowań. Z jednej strony niezadowalające wyniki, z drugiej — niezadowolony Edward Iordanescu. Oprócz tego kontuzja, która wykluczyła świetnego Nsame na cały sezon…

    Wspieraj nas - udostępnij!
  • ·

    Podsumowanie transferów Górnika Zabrze

    Zimowe okienko transferowe w sezonie 2025/2026 było dla Górnika Zabrze okresem intensywnej pracy nad kształtem kadry. Klub, który po rundzie jesiennej pozostawał w grze o wysoką pozycję w Ekstraklasie, zdecydował…

    Wspieraj nas - udostępnij!
  • ·

    Cracovia 1:2 Wisła Płock [GALERIA]

    14 marca 2026 roku – w ramach 25. kolejki PKO BP Ekstraklasy – Cracovia gościła u siebie ekipę beniaminka, Wisłę Płock. W tym pojedynku lepsi okazali się piłkarze drużyny przyjezdnej….

    Wspieraj nas - udostępnij!
  • Igor Jovićević rozwiązaniem problemów Widzewa?

    Wczoraj późnym wieczorem, ku zaskoczeniu wielu fanatyków, Widzew Łódź zaprezentował trzeciego już w tym sezonie trenera. RTS do tej pory spisuje się zdecydowanie poniżej oczekiwań – tym bardziej biorąc pod…

    Wspieraj nas - udostępnij!

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *