Z piekła do nieba — podsumowanie drogi GKS-u Katowice do europejskich pucharów!
GKS Katowice to jedna z najładniej grających polskich ekip w tym sezonie. Mimo tak fantastyczniej końcówki Katowiczanie mieli sporo kłopotów na początku. Znajdowali się przecież przez długi czas w strefie spadkowej. A jednak, po przerwie zimowej z impetem weszli w wiosnę, podparci nowymi transferami oraz kapitalną formą. Dzięki temu, śmiało można ich traktować wraz z Górnikiem Zabrze za największe niespodzianki tegorocznych rozgrywek. W niniejszym artykule podsumowujemy sezon GKS-u Katowice.
Trudne początki
GKS Katowice początek sezonu nie mógł zaliczyć do udanych. Na pierwsze cztery kolejki zdobył tylko jeden punkt! Odkuł się dopiero z Arką Gdynia, gdy wygrał 4:1 u siebie. Jednak później nie było lepiej i do 11. kolejki zwyciężył jeszcze tylko z Radomiakiem Radom. To wszystko skutkowało, iż Katowiczanie cały czas znajdowali się w strefie spadkowej. Spekulowano nawet o potencjalnym zwolnieniu Rafał Góraka, który jednak otrzymał od zarządu potrzebne mu w tamtym czasie zaufanie. Jeszcze przed przerwą zimową GKS zaczął wygrywać. Do tego spektakularnie, jak 2:5 z Motorem Lublin czy 0:3 z Bruk-Betem Termaliką. Pomimo minimalnej lepszej formy, Gieksa wciąż znajdowała się albo w strefie spadkowej albo tuż nad nią.

Głównym problemem GieKSy był wówczas brak porządnego napastnika. Po stracie Sebastiana Bergiera w letnim okienku, klub postanowił sprowadzić do siebie Macieja Rosołka. Ten z kolei totalnie zawiódł i od razu poszedł na wypożyczenie. Do klubu przyszedł też w ramach wypożyczenia Aleksander Buksa, lecz w związku z nowym nabytkiem klubu — Ilyią Shkhurin, piłkarz musiał natychmiast wrócić do macierzystego klubu — Górnika Zabrze. Sam Skhurin do 2026 roku zdołał zachwycić tylko w wygranym meczu z Motorem, w którym ustrzelił dublet. Ostatni napastnik Adam Zrelak, prezentował się podobnie. Pomimo iż, do rundy wiosennej ani razu nie grał w pełnym wymiarze minut, zdobył dla GKS-u Katowice 3 bramki. Jak się później okazało, były to ostatnie trafienia Słowaka w tym sezonie w lidze. Zdołał jedynie strzelić gola w bardzo ważnym momencie półfinałowego starcia z Rakowem Częstochowa. Dzięki jego trafieniu GKS wywalczył dogrywkę.
Nowa krew oraz wielki comeback
W zimowym okienku transferowym GKS sprowadził do siebie Mateusza Wdowiaka, Damian Rasaka, Mariusa Olsena oraz Erika Jirkę. Wszyscy ci zawodnicy ewidentnie wzmocnili konkurencję w składzie, dzięki czemu w Katowicach wzrosła rywalizacja o pierwszy skład. Największą rolę w nagłym przyroście formy odegrał Bartosz Nowak oraz Rafał Górak. O tym pierwszym wspomnę później, a teraz skupmy się na trenerze, o którym na początku sezonu mówiło się dużo w kontekście zwolnienia. Dobre przygotowanie ekipy na drugą część rozgrywek można było już zobaczyć w pierwszych dwóch meczach po ich wznowieniu. GKS pokonał na wyjeździe Zagłębie Lubin (0:2), które wówczas było niepokonane na własnym terenie. Po kolejnym triumfie nad Widzewem Łódź (1:0) drużyna Góraka mogła powoli przestać się martwić o spadek do 1. Ligi.

W sumie, do końca rozgrywek zdarzyło im się przegrać tylko dwa razy (z Arką Gdynia [2:1] oraz Cracovią [1:0]). Łącznie, GKS zanotował serię 8 zwycięstw i 6 remisów do końca sezonu. Co jest naprawdę niesamowitą statystyką. Do tego futbol, jaki prezentował był bardzo przyjemny dla oka. Półfinał Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa (przegrana dopiero po rzutach karnych), czy następne spotkanie z Lechem Poznań(3:3) z pewnością przeszły do historii polskiej piłki jako spektakularne widowiska. Wielkim atutem GKS-u był również ich własny stadion na którym praktycznie nie przegrywali. Po zeszłorocznych przenosinach klubu na nowy obiekt (Arenę Katowice), trener Rafał Górak chciał, aby stał się on dla rywali twierdzą nie do zdobycia. I to mu się w drugiej części sezonu udało, gdyż GieKSa w rundzie wiosennej nie przegrała u siebie ani razu!
Genialny Bartosz Nowak
Bartosz Nowak prezentował się nieźle w barwach GKS-u już w tamtym sezonie. Natomiast w tym przeszedł samego siebie. 9 goli i 12 asyst w lidze a do tego 5 trafień w Pucharze Polski to statystyki nie z tej ziemi. Dzięki tym liczbom został królem asyst Ekstraklasy oraz ex-aequo królem strzelców STS Pucharu Polski. Jego wpływ na zespół był zatem niesłychany. Prawdziwą rzadkością były mecze, w których nie dorzuciłby do swojego dorobku gola bądź asysty. To wszystko spowodowało, iż mówiło się powołaniu 32-latka do reprezentacji Polski. Niestety dla piłkarza, tego powołania nie otrzymał. Zrehabilitowało mu to z pewnością wielkie uznanie w Katowicach. Już teraz można powiedzieć, iż jest on legendą klubu, a dla kibiców GKS-u stał się absolutnym idolem.

Skuteczna Obrona
Ważnym punktem Gieksy w tym sezonie była też formacja defensywna, również… ofensywnie! Duet Lukas Klemenz — Arkadiusz Jędrych zdobył łącznie aż 12 goli (po 6)! Do tego grali bardzo regularnie. Sam kapitan zespołu — Arkadiusz Jędrych opuścił tylko jeden mecz ze względu na żółte kartki. O czym było głośno, gdyż wcześniej miał serię 80 meczów z rzędu, za co został nagrodzony przy okazji absencji podczas meczu GKS-u Katowice z Lechią Gdańsk. Na plus w defensywie można też wyróżnić Marcina Wasielewskiego oraz Rafała Strączka. Ten pierwszy opuścił tylko jeden mecz i zdobył przy tym 2 gole i 4 asysty. Natomiast Rafał Strączek bronił w tym sezonie jak szalony, wyciągając piłki, które niełatwo było obronić. W sumie rozegrał 22 mecze (+4 w Pucharze Polski) zaliczając przy tym 9 czystych kont.
Podsumowanie
Podsumowując, sezon GKS-u Katowice był niezwykle emocjonujący. Zaczęli fatalnie, a skończyli fantastycznie. Do największych plusów sezonu z pewnością należą Bartosz Nowak, Eman Marković, Lukas Klemenz, Arkadiusz Jędrych oraz Rafał Strączek. Natomiast do minusów brak stabilnego napastnika, który regularnie zapewniaby gole. Kto wie, może gdyby mieli takiego zawodnika, byłoby jeszcze lepiej. Mimo tego, kibicie GKS-u mogą być z tego sezonu zdecydowanie zadowoleni. Półfinał Pucharu Polski oraz wywalczenie europejskich pucharów były dla klubu wielkim marzeniem, które udało się spełnić. Gdy Legia Warszawa wygrała swój ostatni mecz z Motorem Lublin 4:0, a GKS przegrywał z Pogonią Szczecin (1:0) wydawało się, że wszystko jest już stracone. A jednak, czerwona kartka dla bramkarza Pogoni — Krzysztofa Kamińskiego — oraz gol w doliczonym czasie strzelony przez Marcela Wędrychowskiego (co ciekawe byłego zawodnika Szczecinian) wprawiły zespół z Katowic w niezapomnianą ekstazę.

https://shorturl.fm/gKXub
https://shorturl.fm/28W6f