Przełamanie dobrym prognostykiem dla Lecha?
Udało się! Po męczarniach z Bayerem Leverkusen i Crystal Palace Kolejorz w końcu zdobył cenny punkt w Lidze Europy. I to nie z byle jakim rywalem. O ile możemy mówić, że Sunderland radzi sobie w tym sezonie bardzo słabo, o tyle i tak na papierze jest to zespół co najmniej o klasę bardziej jakościowy od Lecha. A przecież to poznańska drużyna wielokrotnie dominowała we wczorajszym meczu.
Trudne początki
Zaczęło się jednak możliwie najgorzej. Mateusz Lis, podając do Michała Gurgula wystawił młodego obrońcę na przysłowiową minę, co brutalnie wykorzystali goście. Wynik został otwarty już w 2. minucie spotkania. Nowy golkiper Lecha to póki co jedno wielkie rozczarowanie. I chociaż wczoraj wybronił kilka trudnych piłek, to jego ogólna postawa w tym sezonie odbiega od formy, jaką prezentował Bartosz Mrozek.

Zresztą, nie skończyło się jedynie na golu. Wydaje się, iż Anglicy chcieli za wszelką cenę rozpracować ponownie stronę Gurgula, jednak im więcej czasu upłynęło, tym zarówno Lis, jak i młody polski obrońca coraz skuteczniej odpierali ataki Sunderlandu.
Wielkie nadzieje w przerwie meczu
Po zakończeniu pierwszej połowy niemal wszystko wyglądało w Lechu dobrze. Niemal, bo wynik na tablicy nadal wskazywał jednobramkową przewagę gości. Jednakowoż, można było dostrzec kilka pozytywów w stosunku do meczu z Bayerem. Przede wszystkim widoczny był Mikael Ishak. Doświadczony Szwed miał swoje sytuacje bramkowe, jednak tym razem sam kreował je kolegom w środku pola. Możliwe, że w obliczu braku skuteczności zmienił nieco swój profil na bardziej kreatywny.
Z dobrej strony pokazał się również Pablo Rodriguez, rozpędzony po znakomitym spotkaniu przeciwko Koronie Kielce. Hiszpanowi brakowało w tym meczu właściwie jednej rzeczy — warunków fizycznych, pozwalających na skuteczne przepychanki w środku pola. Podobnie rzecz wyglądała w przypadku Patrika Walemarka. Szwed wyróżniał się dynamiką nawet na tle angielskich zawodników, a do pełni szczęścia zabrakło… może właśnie szczęścia i bardziej zdecydowanych decyzji sędziego, które wielokrotnie wywoływały kontrowersje.

W obronie stabilniej
Od tygodnia kibice Lecha drżeli przede wszystkim o struktury obronne, w których Mateusz Skrzypczak, Terry Yegbe i Joel Pereira często zachowywali się dość niepewnie. Tym razem było inaczej. Obaj stoperzy nie popełniali większych błędów (choć do ideału wiele brakowało), a Joel Pereira przynajmniej w pierwszej połowie meczu dawał jakość nie tylko w ofensywie, ale również w defensywie.
Kluczowym punktem zwrotnym w spotkaniu z Bayerem była kontuzja Wojciecha Mońki, która może wykluczyć go nawet na miesiąc. Wydaje się, iż to po niej morale Lechitów znacząco spadły, a oni zaczynali popełniać karygodne błędy. Na szczęście, na spotkanie z Sunderlandem zachowali zimną krew i chłodne głowy, czego najlepszym dowodem całkiem udany wynik.
Dwa fińskie bieguny
Niestety, jedyna znacząca rotacja w pierwszej jedenastce Lecha nie wypaliła wystarczająco satysfakcjonująco. Daniel Hakans po naprawdę dobrym spotkaniu z Bayerem, gdzie był być może jedynym jasnym punktem, w meczu z Sunderlandem stał się niejako brzemieniem dla kolegów z zespołu. Abstrachując od absurdalnie niewykorzystanej stuprocentowej sytuacji sam na sam, miał problem z ustawianiem się i wybieganiem na puste pole, przez co był niemal całkowicie nieaktywny w meczu.

Jego zmiennik Leo Bengtsson nie dość, że zdobył bramkę, to ogólnie rzecz biorąc wprowadził do drużyny potrzebny powiew świeżości i aktywność, której brakowało podczas obecności Hakansa. Niestety nie udała się również zmiana zmęczonego Pablo Rodrigueza na Luisa Palmę. Honduranin ponownie rozczarował, szczególnie egzekucją piłek. Często bywały one posyłane niecelnie, lub w przypadku strzału — prosto w bramkarza.
Ważny punkt z domieszką niedosytu
Niewątpliwie to Lech był stroną, która była bliżej zdobycia zwycięskiego gola. Remis z każdą drużyną Premier League trzeba traktować z szacunkiem, jednak po przebiegu meczu wydaje się, iż z odrobiną szczęścia 3 punkty były absolutnie możliwe. Kolejorz w końcu przywiózł do europejskich pucharów ekstraklasową formę. Przed Lechem kolejne arcytrudne spotkania z Benfiką, Royale-Union oraz Ferencvarosem, z którymi trzeba ugrać chociaż jedno zwycięstwo. Styczniowe mecze z Torreense oraz OFI Crete są wręcz koniecznością.
Oceny piłkarzy Lecha za mecz z Sunderlandem:
Mateusz Lis — 6; Michał Gurgul — 7; Terry Yegbe — 6; Mateusz Skrzypczak — 6; Joel Pereira — 7; Radosław Murawski — 6; Antoni Kozubal — 7; Daniel Hakans — 4; Pablo Rodriguez — 7; Patrik Walemark — 7; Mikael Ishak — 7; Luis Palma — 5; Leo Bengtsson — 7.
