fot. Tomasz Kłuczyński | PolskaGola.Info

Mistrzowie po raz drugi z rzędu — podsumowanie sezonu 2025/2026 Lecha Poznań

Kolejny wyścig żółwi oficjalnie dobiegł końca. Najszybciej z nich do mety doczłapał się Lech Poznań, który pomimo licznych wpadek absolutnie może zaliczyć ten sezon, jako spełniony. Tytuł mistrza Polski, dobre rezultaty w europejskich pucharach, świetne indywidualności na boisku. Przeanalizujmy tegoroczną kampanię z perspektywy poznańskiej drużyny.

Runda jesienna Kolejorza

Lech Poznań zakończył rundę jesienną Ekstraklasy, tracąc jedynie 4 punkty do wówczas liderującej Wisły Płock. Tak mała strata była jak najbardziej do odrobienia, jednak w aktualnej sytuacji Kolejorza każdy inny wynik niż mistrzostwo okazałby się rozczarowaniem. Nie można jednak winić przypadku — Lech rozgrywał całkowicie sinusoidalną jesień i tylko wpadki rywali pozwoliły zająć drużynie z Poznania całkiem wysokie miejsce w tabeli na koniec 2025 roku.

O chwiejnej formie świadczą zwycięstwa nad renomowanymi zespołami w europejskich pucharach (4:1 z Rapidem Wiedeń, czy 2:0 z Lausanne) oraz jednoczesne wpadki z zespołami na papierze dużo gorszymi (w pamięć szczególnie zapadła porażka z gibraltarskim Lincolnem na wyjeździe). W lidze wcale nie było lepiej — od wysokich zwycięstw nad Radomiakiem Radom, czy Piastem Gliwice do niespodziewanych porażek z Cracovią lub Arką Gdynia. Ponadto, jesienią tylko w Ekstraklasie Lech remisował aż ośmiokrotnie! Forma zagadka.

fot. Tomasz Kłuczyński | PolskaGola.Info

W kratkę również wypadły letnie nabytki transferowe Kolejorza. Luis Palma niemal z automatu stał się jedną z gwiazd Ekstraklasy, a Leo Bengtsson pokazywał zadatki na czołowego gracza ligi. Robert Gumny mógł mówić o swego rodzaju odrodzeniu, a Pablo Rodriguez i Timothy Ouma szybko wywalczyli sobie miejsce w wyjściowej jedenastce. Z drugiej strony nieco rozczarowująca postawa Taofeeka Ismaheela oraz Mateusza Skrzypczaka, a także całkowite porażki w postaci Joao Moutinho i sprowadzonego za rekordową dla Lecha sumę Yannicka Agnero wzbudziły wątpliwości o przydatności tych zawodników.

W tym artykule skupimy się jednak głównie na rundzie wiosennej, oraz ostatecznych rezultatach Lecha w sezonie 2025/2026. Polecamy uwadze przede wszystkim artykuł, podsumowujący rundę jesienną, który w szczególe omawia poszczególne aspekty pierwszej części kampanii Kolejorza.

Skromne, zimowe porządki

Styczniowe okienko transferowe w wykonaniu Lecha Poznań przebiegało bez większych, żeby nie powiedzieć bez żadnych emocji. Z klubu odszedł bramkarz Krzysztof Bąkowski, który udał się na wypożyczenie do norweskiego KFUM Oslo. Ten skandynawski kraj wybrał również niechciany w Lechu Ian Hoffmann.

Jedynym znaczącym transferem wychodzącym był Bryan Fiabema. Arcynieskuteczny napastnik wzmocnił tymczasowo holenderskie ADO Den Haag. Co ciekawe, w ciągu tegorocznej rundy wiosennej strzelił dla Holendrów więcej bramek niż w podczas półtorarocznej ekstraklasowej przygody w barwach Kolejorza. Ostatecznie, jego zespół zajął pierwsze miejsce na zapleczu w Holandii i awansował do Eredivisie.

fot. Tomasz Kłuczyński, PolskaGola.Info

Jedynym nabytkiem Lecha w zimowym oknie okazał się bramkarz Plamen Andreev. Bułgar został wypożyczony z Feyenoordu do końca sezonu. Efekt? 1 oficjalny mecz dla Kolejorza. Bartosz Mrozek niezagrożony… Powiedzieć, że zimowe okno transferowe Lecha było nieciekawe, to jak stwierdzić, że Widzew Łódź wydał drobne pieniądze na nowych piłkarzy.

Początek rundy wiosennej

Oj wyboisty był to początek wiosny dla Kolejorza. Zaczęło się stosunkowo niewinnie, bo od skromnych zwycięstw w sparingach przeciwko uzbeckiemu OKMK oraz słowackiej Żilinie. Ciężej zrobiło się, gdy Lech odniósł porażkę z ormiańskim Noah, które prezentowało całkiem przyzwoity poziom również w Lidze Konferencji. Jednak nie to było ważne, bowiem kluczowa okazała się lutowa inauguracja rundy przeciwko Lechii Gdańsk, która odpłaciła się pięknym za nadobne po lipcowej porażce.

Wszystko szło jak po grudzie. Błędy w ustawieniu, fatalny samobój Antonio Milicia oraz odważne i niebezpieczne rajdy ofensywnych graczy Gdańszczan sprawiły, iż upragnione mistrzostwo zaczęło się oddalać. Nie pomogła nawet rosnąca forma po kontuzji Alego Gholizadeha, który strzelił bramkę na otarcie łez. Ostatecznie, Lechia zwyciężyła 3:1.

fot. Tomasz Kłuczyński | PolskaGola.Info

Zaledwie 3 dni później mistrz Polski podejmował wówczas szorującego po dnie Piasta Gliwice w ramach zaległego meczu 4. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Mecz przebiegał pod dyktando Lecha, jednak to Gliwiczanie ostatecznie okazali się lepsi i wygrali 1:0. Kluczowe okazały się parady Frantiska Placha, który niejednokrotnie wybronił stuprocentowe sytuacje zawodników Kolejorza. Swoje odegrało również fatalne pudło Pablo Rodrigueza na pustą bramkę. Pomimo przewagi Lecha, wynik mógłby być jeszcze wyższy, jednak karnego dla Piasta obronił Bartosz Mrozek.

Raz na wozie…

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bowiem Lech szybko przypomniał sobie, co to znaczy bronić tytuł mistrzowski. Zaczęło się skromnie, bo od zwycięstwa 1:0 nad Górnikiem Zabrze w 20. kolejce Ekstraklasy po golu z główki Mikaela Ishaka. Schemat podobny, jak w meczu z Piastem — duża przewaga i jeszcze większa nieskuteczność Kolejorza. Jednak tym razem Poznaniacy wyszli z zabrzańskiego stadionu z tarczą, odnosząc pierwsze ekstraklasowe zwycięstwo w 2026 roku.

Lech nie musiał długo czekać, aby zrewanżować się Piastowi za kompromitującą porażkę dwa tygodnie wcześniej. 15 lutego w ramach 21. kolejki drużyny ponownie stanęły w szranki. W oczy oprócz okazałego wyniku (Lech wygrał 3:0) rzucała się przede wszystkim świetna forma Gholizadeha, lepsze ustawienie w obronie z Wojciechem Mońką w roli głównej oraz odblokowanie się Yannicka Agnero.

Fot. Tomasz Kłuczyński | PolskaGola.info

Dobrą passę podtrzymał dwumecz 1/16 finału Ligi Konferencji przeciwko KuPS Kuopio (zakończony wynikiem 3:0) oraz skromne zwycięstwo z Koroną Kielce 2:1 w ramach 22. kolejki Ekstraklasy. Ponownie — Gholizadeh show, solidna gra w obronie, choć nie obyło się bez nerwów. Mecz udany, do odhaczenia i zapomnienia.

Co innego kluczowe starcie z Rakowem Częstochowa. Prawdziwy thriller godny hitu Ekstraklasy. 23. kolejka rozpoczęła się dla Kolejorza, gdy po błędzie Michała Gurgula w polu karnym faulował Bartosz Mrozek. Ślązacy zdołali wyjść na prowadzenie, jednak Lech szybko wyrównał po rzucie karnym wykorzystanym przez Ishaka. Znakomity mecz w wykonaniu Luisa Palmy, anulowany gol dla Rakowa w końcówce spotkania i decydujący gol w ostatniej akcji meczu zdobyty przez… Yannicka Agnero! Iworyjczyk dał nadzieję na długotrwałą bramkostrzelność, jednak jego licznik zatrzymał się właśnie na marcowym meczu z Rakowem. Ostatecznie Lech zwyciężył to ważne spotkanie 4:3.

… raz pod wozem

Po 6 zwycięstwach z rzędu przyszedł czas na… 3 porażki. Każda z nich w zupełnie innych rozgrywkach. Najpierw Lech poległ w Pucharze Polski; lepszy okazał się późniejszy zwycięzca tego turnieju — Górnik Zabrze. W lidze nie było wcale lepiej. Eksperymentalnemu składowi nie udało się zwyciężyć nad znacząco wzmocnionym zimą Widzewem Łódź. Nawet wchodzące z ławki gwiazdy nie potrafiły uchronić od porażki 1:2.

Tomasz Kłuczyński | Polskagola.info

Nie było kolorowo również na arenie międzynarodowej. W 1/8 finału Ligi Konferencji Lech musiał uznać wyższość Szachtara Donieck, który wygrał pierwszy mecz 1:3. Tydzień później niemal udało się wyrównać stan, jednak przewaga Ukraińców z poprzedniego spotkania okazała się zbyt duża. W ciągu dwóch tygodni Lech odpadł zarówno z Pucharu Polski, jak i Ligi Konferencji, jednak walka w Ekstraklasie trwała nadal. Pomiędzy dwoma meczami przeciwko Szachtarowi, Kolejorz rozegrał bardzo wyrównane spotkanie z ówczesnym liderem tabeli — Zagłębiem Lubin. Jedynego gola zdobył Mikael Ishak, i to dzięki jego trafieniu Lech zaczął odrabiać straty po kilku ligowych wpadkach.

Kierunek: mistrzostwo

Po meczu z Szachtarem, Kolejorz mógł skupić się wyłącznie na Ekstraklasie. Nie wyszło idealnie, choć na tyle skutecznie, aby obronić tytuł mistrzowski. Wpadki Jagiellonii i Zagłębia Lubin w 26. kolejce sprawiły, iż zwycięstwo Lecha nad Termaliką uplasowałoby Poznaniaków na 1. miejscu w tabeli. Udało się to z nawiązką. Od 33. do 38. minuty spotkania Lech zdobył 3 gole, a spotkanie zakończyło się wynikiem 4:1. Dubletem popisał się Leo Bengtsson, a swoje dołożyli również Ali Gholizadeh oraz Taofeek Ismaheel. Balonik zaczął nabierać powietrza. I już do końca sezonu nie pękł.

W 27. kolejce, podczas spotkania na szczycie przeciwko Jagiellonii padł bezbramkowy remis, a głównymi bohaterami tego dość przeciętnego spektaklu byli bramkarze obu drużyn, dzięki którym żaden z zespołów nie stracił gola. Lech miał swoje niemal stuprocentowe sytuacje, jednak tym razem zawiodła skuteczność, czego nie można powiedzieć o kolejnym spotkaniu przeciwko GKS-owi Katowice. Co prawda Kolejorz ponownie stracił punkty, jednak remis 3:3 zapewnił widzom sporą dawkę emocji i zwrotów akcji. Co ciekawe, 2 bramki dla Lecha strzelili rezerwowi — Luis Palma oraz Daniel Hakans, a trzeciego gola podarował obrońca Gieksy — Arkadiusz Jędrych. Walka o mistrzostwo w dalszym ciągu nierozstrzygnięta.

fot. Tomasz Kłuczyński | PolskaGola.Info

Większą przewagę Lech wypracował w kolejnych trzech kolejkach. Podczas, gdy rywale zaliczali pojedyncze wpadki, Kolejorz wygrywał na zawołanie. Najpierw, w 29. kolejce pokonał pogrążoną w kryzysie Pogoń Szczecin 2:1. Zwycięską bramkę zdobył Luis Palma, który początek rundy wiosennej spędził w cieniu Alego Gholizadeha, jednak z czasem potwierdził swoją ogromną wartość, nawiązując liczbami do jesieni.

Pogrom w hicie i przypieczętowanie tytułu

Z Legią Warszawa w 30. kolejce poszło jeszcze bardziej gładko. Lech rozgromił Wojskowych aż 4:0 po dublecie Ishaka oraz bramkach Gholizadeha i Gurgula. Mecz ten potwierdził zauważalną od jakiegoś czasu tendencję — Lech jest na fali wznoszącej, natomiast Legia nie potrafi się ustabilizować. Świetną passę zakończyło skromne zwycięstwo nad Motorem Lublin 1:0, w którym bramkę zdobył bardzo skuteczny w tym sezonie Bengtsson. Humory mógł popsuć jedynie uraz Gholizadeha, który przekreślił szanse Irańczyka na kolejne występy w tym sezonie.

fot. Tomasz Kłuczyński | PolskaGola.Info

Szereg zwycięstw przerwał niespodziewany remis z walczącą o utrzymanie Arką Gdynia. Pomimo dużej przewagi Lecha, to Pomorzanie zdołali jako pierwsi wyjść na prowadzenie, a Lech dogonił wynik po golu Luisa Palmy. Po 32. kolejce wszystko stało się jasne — Kolejorz, wygrywając w kolejnym meczu z Radomiakiem Radom będzie mógł cieszyć się z obronionego mistrzostwa Polski. 16 maja 2026 roku wszystko stało się jasne. Zwycięstwo 3:1 nad Zielonymi sprawiło, iż drugi rok z rzędu Lech będzie miał szansę na grę w Lidze Mistrzów. Formalnością do wypełnienia okazało się więc spotkanie 34. kolejki z Wisłą Płock, które Kolejorz zremisował 2:2.

Ustabilizowana defensywa

O Bartoszu Mrozku nie ma się co zbytnio rozpisywać. To kawał solidnego bramkarza z czołówki ligi, który ma zadatki na grę za granicą. 26 lat to nie taki młody wiek w futbolu, więc Lech może obawiać się o potencjalny transfer swojego golkipera. Jego kontrakt wygasa w 2028 roku, stąd nadal można na nim zarobić spore pieniądze. Z drugiej strony to bardzo solidny punkt w składzie Lecha, który zachował 10 czystych kont w tym sezonie Ekstraklasy. Potencjalnego konkurenta z Bułgarii rozprawił z kwitkiem i najpewniej wysłał z powrotem do Feyenoordu.

W obronie przez cały sezon zawirowania. Na papierze, od początku sezonu konkurencja była wyrównana, jednak ostatecznie Niels Frederiksen postawił na połączenie zagranicznego doświadczenia z polską, młodzieżową przebojowością. Dzięki temu, defensywne optimum zostało osiągnięte. Najlepszym stoperem okazał się ten najmłodszy — Wojciech Mońka udowodnił, że ma papiery na przyszłość kadry narodowej. Stosunkową niezawodnością wykazywali się boczni obrońcy: Michał Gurgul oraz Joel Pereira. Ten pierwszy udowodnił, iż jest filarem nie tylko w młodzieżowej reprezentacji Polski, ale również w klubie. Z kolei drugi swoimi błyskotliwymi dograniami ofensywnymi oraz całkiem przyzwoitą grą obronną tylko potwierdził swoją dobrą dyspozycję.

fot. Tomasz Kłuczyński | PolskaGola.Info

Kolejorz dał również kolejną szansę Robertowi Gumnemu. Były piłkarz Augsburga najpierw wykonywał obowiązki bocznego obrońcy, a ostatnio godnie zastępuje kontuzjowanego Antonio Milicia jako typowy stoper. Czy jest kluczową postacią w Lechu? Raczej nie, ale jego kariera wcale nie jest całkowicie przekreślona. Nieco większe obawy rodzą się wokół wyżej wspomnianego Chorwata. W ciągu sezonu odniósł już 4 różne kontuzje, przez co stracił regularność. Pomimo, że to w dalszym ciągu kawał doświadczonego, solidnego obrońcy nie ulega wątpliwości, iż poprzeczka zawieszona przez Gumnego nie jest ustawiona bardzo nisko. Zresztą, Miliciowi po sezonie kończy się kontrakt, a Lech może stracić cierpliwość do jego licznych urazów.

W sekcji rozczarowań warto wyróżnić dwóch zawodników. Mateusza Skrzypczaka pomimo wszystko broni liczba rozegranych minut na początku sezonu, jednak z czasem nie udowodnił swojej wartości z Jagiellonii Białystok, a w wyjściowej jedenastce ostatnio pojawia się raczej okazjonalnie. Kompletnym niewypałem jest z kolei Joao Moutinho. Portugalczyk przegrał rywalizację z Gurgulem na lewej stronie i niemal na sto procent opuści Lecha po sezonie. W 2026 roku rozegrał zaledwie 6 oficjalnych meczów dla Kolejorze (w tym większość, wchodząc z ławki), a ostatnio pojawił się na boisku… 19 marca! Potężne rozczarowanie.

Warto jeszcze wspomnieć o Alexie Douglasie, który okazjonalnie pojawiał się na boisku w pierwszej połowie sezonu, jednak w rundzie wiosennej zmaga się z kontuzją żebra, która uniemożliwia mu grę od lutego 2026 roku.

Liczne rotacje w środku

Sezon 2025/2026 nie był udany dla Radosława Murawskiego. Polski pomocnik odniósł kontuzję jeszcze w kwietniu 2025 roku i musiał pauzować ponad rok. Uraz kluczowego zawodnika postawił trenera Frederiksena w trudnej sytuacji — Duńczyk musiał nieco eksperymentować z obsadą środkowej formacji na boisku.

Pewniakiem do gry od samego początku był Antoni Kozubal. 21-latek nie zawiódł kibiców z Poznania — rozegrał 51 meczów we wszystkich rozgrywkach, co przełożyło się na niemal 4000 rozegrane minuty. Młody talent stał się swoistym generałem na murawie. Opuścił on zaledwie 2 mecze Ekstraklasy (w tym jeden za zdobyte kartki).

fot. Tomasz Kłuczyński | PolskaGola.Info

Na początku kampanii Kozubalowi towarzyszył zazwyczaj Filip Jagiełło, jednak jego rola z czasem zaczęła maleć. Pod koniec lutego odniósł kontuzję, która wyeliminowała go na ponad 2 miesiące. Od momentu powrotu pełnił jednak rolę zaledwie rezerwowego. W sezonie 2025/2026 rozegrał w sumie 37 meczów, strzelając 4 gole i notując 5 asyst.

Nowym, perspektywicznym nabytkiem (w ramach wypożyczenia) miał być dla Lecha 21-letni Timothy Ouma. Kenijczyk dość regularnie pojawiał się na boisku w pierwszej połowie sezonu, jednak konflikt z trenerem Frederiksenem sprawił, iż jego rola w zespole została wiosną mocno ograniczona. Mimo to, Ouma rozegrał w tym sezonie w barwach Kolejorza 34 mecze we wszystkich rozgrywkach. Zaliczył jedną asystę. Jego wypożyczenie ze Slavii Praga kończy się wraz z początkiem lipca. Mało prawdopodobne, aby Kenijczyk pozostał w klubie na dłużej

Typowych środkowych pomocników często uzupełniali gracze pozycyjnie bardziej uniwersalni, którzy pełnili role rotacyjne na kilku pozycjach.

Uniwersalność w ofensywie

Tak wszechstronnych piłkarzy ofensywnych próżno szukać w innych klubach Ekstraklasy. To przede wszystkim dwie ogromne gwiazdy naszej rodzimej ligi: Ali Gholizadeh oraz Luis Palma. Ten pierwszy walczył z kontuzją uda. Kiedy w listopadzie 2025 roku wrócił do gry od razu wniósł powiew jakości raz za razem meldując się w podsumowaniach kolejki. 29 meczów we wszystkich rozgrywkach, do tego 6 goli i 4 asysty. Przez niecałe pół roku gry wniósł do Lecha więcej niż niektórzy piłkarze, grający cały sezon. Wadą Irańczyka są jednak wszechobecne kontuzje. Ostatnia majowa wyeliminowała go na kolejne długie miesiące…

Gdy na boisku nie ma Gholizadeha show zawsze może ukraść Luis Palma. Wypożyczony z Celticu Honduranin rozegrał 47 meczów i zdobył 12 bramek oraz zaliczył 8 asyst w sezonie 2025/2026. Mistrzowie Szkocji z pewnością chcieliby mu dać drugą szansę, jednak jeszcze bardziej pragnąłby zatrzymać go Lech. 3 miliony? 4 miliony? Negocjacje o tegoroczną gwiazdę Ekstraklasy w dalszym ciągu trwają.

fot. Tomasz Kłuczyński | PolskaGola.Info

Nie zapominajmy również o uniwersalnym Pablo Rodriguezie. Hiszpan został sprowadzony latem za ponad milion euro z włoskiego Lecce. Dotychczasowy pobyt w Lechu może jednak zaliczyć do całkiem udanych. Owszem, zdarzały mu się bardzo nieodpowiedzialne zagrania oraz spektakularne kiksy, jednak wniósł on swego rodzaju powiew ofensywnej świeżości w środku pola. W tym sezonie 42 mecze, 4 gole i 2 asysty. Niestety do tego również 6 żółtych i 1 czerwona kartka.

Innym nowym nabytkiem jest Taofeek Ismaheel wypożyczony z Górnika Zabrze do końca czerwca. O ile w zeszłym sezonie spisywał się na Śląsku bardzo przyzwoicie, o tyle w Lechu ma problem z regularnością. Przede wszystkim chodzi o te przysłowiowe błyski, które zawodnik zdecydowanie przejawia, jednak nie przekłada się to specjalnie ani na skuteczność, ani na realny wpływ na grę Kolejorza. Raczej bez szans na wykupienie.

Na początku sezonu, na skrzydle sporadycznie występował również młody Kornel Lisman. W styczniu 2026 roku odniósł jednak kontuzję, która wyeliminowała go na resztę rozgrywek. W kampanii 2025/2026 w 20 meczach we wszystkich rozgrywkach zdobył jedną bramkę i zaliczył 1 asystę.

Nordycka kolonia w Poznaniu

Kontuzjogenna kopalnia dobrobytu. Tak można nazwać przedstawicieli krajów północnej Europy w Lechu. W tym sezonie szczególnie wyróżnia się między innymi Leo Bengtsson. Szwed w 49 meczach zdobył 9 bramek i zaliczył 3 asysty. Stał się kluczową postacią pod nieobecność Alego Gholizadeha, a nawet po rekonwalescencji Irańczyka nie stracił miejsca w podstawowym składzie Kolejorza. Sprowadzony za 800 tysięcy euro z cypryjskiego Arisu już zwrócił się Lechowi z nawiązką.

Ogromny potencjał przeplatany licznymi kontuzjami wykazuje Patrik Walemark. Rodak Bengtssona błyszczał w poprzednim sezonie, jednak o aktualnym chciałby zapomnieć. 24-latek do stycznia 2026 roku kurował się po operacji i nie był wystarczająco dysponowany fizycznie. Po powrocie wydawało się, iż ten diament się lekko zarysował, jednak nic z tego. W marcu Walemark wskoczył do podstawowego składu i od tamtej pory nie chce z niego wyskoczyć. Szybki powrót do formy po wątpliwościach związanych z jego aktualną dyspozycją.

fot. Tomasz Kłuczyński | PolskaGola.Info

Rówieśnik Walemarka — Gisli Thordarson — pojawiał się na boiskach nieco częściej, lecz również z przymusowymi przerwami, spowodowanymi urazami. Islandczyk wykazuje jednak zalążki drzemiącego w nim potencjału. Jeśli długotrwale będzie w pełni zdrowia, to może wnieść do Lecha znacznie więcej w niedalekiej przyszłości.

Kontuzje nie omijały również Daniela Hakansa. Fin, pierwszy mecz w sezonie zaliczył dopiero 4 kwietnia 2026 roku. Od tamtej pory regularnie melduje się na murawie jako rezerwowy. Jego kontrakt jest ważny jeszcze przez 2 lata, więc w najgorszym wypadku Lech wyśle go na wypożyczenie.

Król Mikael i największy zawód

Rywalizacja na pozycji napastnika miała w tym sezonie być naprawdę intensywna. Młody Iworyjczyk sprowadzony za rekordową sumę miał rzucić rękawice doświadczonej legendzie Lecha. Obronną ręką wyszedł ten drugi. Mikael Ishak w wieku 33 lat się nie zatrzymuje. 31 goli we wszystkich rozgrywkach, w tym 16 w Ekstraklasie to wynik, który powinien gwarantować mu już miejsce w galerii sław Kolejorza. Dał o sobie znać również w Lidze Konferencji, gdzie z 8 golami na koncie jest wiceliderem klasyfikacji strzelców. Po prostu król.

fot. Tomasz Kłuczyński | PolskaGola.Info

Każdy medal ma jednak dwie strony. Tą mniej urodziwą jest dyspozycja Yannicka Agnero, która daleko odbiega od oczekiwań przed sezonem. Iworyjczyk zdobył dla Lecha zaledwie 5 goli we wszystkich rozgrywkach, liczba rozegranych minut tylko podwyższa skalę rozczarowania. W ostatnich meczach Ekstraklasy spędzał na boisku zazwyczaj mniej niż 10 minut, o ile w ogóle się na nim meldował. Co stanie się z nim po sezonie? Reaktywacja, czy jednak bardzo realistyczne wypożyczenie? Jak mawiał klasyk: czas pokaże.

Mistrzostwo, i co dalej?

Może Liga Mistrzów? W końcu Lech na 100% będzie rozstawiony w każdej z rund eliminacji do tych prestiżowych rozgrywek. Ekstraklasa? Zdecydowanie celem będzie obrona tytułu mistrzowskiego. Transfery? Cóż, Lech nie był wyjątkowo aktywny na rynku, stąd skala rozczarowań jest również mała. Z pewnością niektórzy udadzą się na wypożyczenia. Nie ulega również wątpliwości, iż ciężko będzie zatrzymać Luisa Palmę. Trzon drużyny na szczęście może nie ulec drastycznym zmianom. Obawy mogą jedynie budzić częste kontuzje licznych zawodników.

Wspieraj nas - udostępnij!

Podobne wpisy

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *