Kontrowersyjne powołania na mecze z Ukrainą i Nigerią
Jan Urban wraz z przejęciem reprezentacji otrzymał od kibiców ogromny kredyt zaufania. Entuzjazm wyraźnie przygasł po nieudanych barażach o mundial. Za ten blamaż odpowiedzialność jest jednak zbiorowa — w przeciwieństwie do „wizji selekcjonera”. Ta zaczyna wzbudzać wśród kibiców coraz większą irytację. Najnowsze powołania — nawet jeśli dotyczą jedynie meczów o pietruszkę — wywołały lawinę dyskusji. I trudno się temu dziwić. Trudno oprzeć się bowiem wrażeniu, że Jan Urban coraz bardziej stawia na własne przekonania, a coraz mniej na aktualną formę piłkarzy.
Gdzie jest Xavier Dziekoński?
To pytanie błyskawicznie zalało komentarze po publikacji listy powołanych. Dla najlepszego bramkarza Ekstraklasy sezonu 2025/2026 zabrakło jednak miejsca.
Tym razem selekcjoner zdecydował się powołać jedynie trzech kandydatów do gry między słupkami. Nikogo nie dziwi obecność Kamila Grabary, a i o Mateuszu Kochalskim było głośno w tym sezonie po jego walecznych bojach w Lidze Mistrzów. Najbardziej zaskakujący wydaje się powrót Marcina Bułki.

5-krotny reprezentant Polski miał w tym sezonie duże problemy zdrowotne. Zerwanie więzadła krzyżowego we wrześniu mocno pokrzyżowało plany Polaka na ten sezon. Do gry wrócił dopiero pod koniec kwietnia – rozgrywając pięć kolejnych spotkań. W obliczu jego powrotu do kadry Bartosz Mrozek czy Xavier Dziekoński mogą czuć się nieco rozgoryczeni.
Polska już nie wróci do gry z czwórką obrońców
Temat gry czwórką obrońców wraca w Polsce przy każdej większej zadyszce reprezentacji. Jedni uważają powrót do tego archaicznego ustawienia za taktyczny krok wstecz. Drudzy twierdzą, że granie wahadłami nigdy nie leżało w naszym DNA. Są też tacy, którzy przekonują, że cała dyskusja nie ma sensu, bo współczesny futbol i tak dawno zatarł granice między ustawieniami.
Analizując głębiej tę kwestię, trudno w pełni przyznać rację zwolennikom którejkolwiek z tych wizji. Problem w tym, że każde z tych rozwiązań brutalnie obnaża nasze ograniczenia. Od lat obsada lewej obrony była u nas bolączką, od czasów Paolo Sousy nie nauczyliśmy się dobrze grać „trójką”, a dynamiczne zmiany taktyczne nie wychodzą nam tak dobrze, jakbyśmy sobie tego życzyli.
Wielu kibiców liczyło jednak, że były trener Górnika Zabrze spróbuje nawiązać do modelu gry z EURO 2016. Nic jednak nie wskazuje na to, by Urban chciał wracać do tamtej koncepcji. Trudno jednoznacznie ocenić słuszność tego wyboru, ale w towarzyskich starciach z Ukrainą oraz Nigerią nie obejrzymy żadnego etatowego lewego obrońcy.

Tymoteusz Puchacz – choć jest postacią kontrowersyjną, a jego kariera to prawdziwy rollercoaster – ze swoim Sabah FK wywalczył jednak mistrzostwo kraju, do którego walnie przyczynił się swoimi 12 asystami. Michał Gurgul to etatowy lewy obrońca wyceniany na 3 miliony euro, a przecież mistrz Polski w styczniu skończył dopiero 20 lat. Bartłomiej Wdowik to brązowy medalista minionej kampanii, który – podobnie jak Gurgul – udanie reprezentował krajowy zespół na międzynarodowej arenie.
Choć trudno upatrywać w tym gronie zbawiciela dla obsady lewej obrony w reprezentacji, to jeśli takich prób nie podejmujemy w meczach o nic, tym bardziej próżno liczyć na nie, gdy przyjdą wyzwania o punkty.
Wśród obrońców wielu potencjalnych debiutantów
Na liście powołanych znalazło się aż trzech piłkarzy, którzy mogą zaliczyć debiut z orzełkiem na piersi.

Najwięcej świeżości wnoszą: Oskar Wójcik, Kacper Potulski oraz Norbert Wojtuszek. 22-letni piłkarz Pasów był przez kibiców wpychany do kadry już od jakiegoś czasu, a 18-latek z niemieckiego 1. FSV Mainz 05 świetnie rokuje. Kontuzjowanego Matty’ego Casha selekcjoner będzie musiał zastąpić Pyrką bądź właśnie piłkarzem Jagiellonii Białystok.
Pozostali obrońcy na liście powołanych to Bednarek, Kiwior, Kędziora oraz Wiśniewski. Część kibiców wydaje się być oburzona faktem, że w tym gronie zabrakło Wojciecha Mońki.

Te reakcje trudno uznać za przesadzone – mistrz kraju zanotował ogromny progres, a uhonorwaniem świetnego sezonu w jego wykonaniu był tytuł najlepszego obrońcy na niedawnej Gali Ekstraklasy.
Pomocnicy, czyli czemu znów Kapustka, a nie Bartosz Nowak?
Jan Urban upatrzył sobie w osobie Bartosza Kapustki swojego żołnierza. Można odnieść wrażenie, że z każdą kolejną listą powołań ogłaszanych przez selekcjonera, oburzenie wokół nazwiska piłkarza Legii narasta. Nikt oczywiście nie odmawia 29-latkowi dużych umiejętności, ale tego sezonu on sam – jak i cały stołeczny klub – nie może zaliczyć do udanych. Samo przedłużenie jego wygasającego kontraktu przez klub wiązało się z mieszanymi reakcjami warszawskich kibiców. Głosów oburzenia jego powołaniem nie brakuje nawet ze stolicy. Tak jak nie brakuje zwolenników, by swoją szansę otrzymał Bartosz Nowak.

Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że ofensywny pomocnik wprowadził GKS Katowice do europejskich pucharów. W samej Ekstraklasie 32-latek wykręcił niesamowite liczby: 9 bramek i 12 asyst w 34 spotkaniach. Jak widać ani to, ani też tytuł Piłkarza Sezonu czy Pomocnika Sezonu zdobyte na Gali Ekstraklasy nie przemawiają w wystarczającym stopniu do Jana Urbana. Dla porównania – Kapustka ligową kampanię zakończył z dwiema bramkami i asystami na koncie.
Na liście powołanych poza Legionistą znaleźli się także Kamiński, Kozłowski, Pietuszewski, Piotrowski, Rózga, Skóraś, Sebastian Szymański, Slisz, Zalewski oraz Zieliński. W dużej mierze to trzon reprezentacji, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić oraz zmiennicy, których obecność dało się przewidzieć.

Jednak drugim wielkim nieobecnym w tym gronie jest Antoni Kozubal. 3-krotny mistrz Polski jest filarem poznańskiego Lecha. Patrząc na medialne doniesienia transferowe – interesuje się nim Borussia Dortmund, ale Jan Urban widocznie mniej. A szkoda.
Napastnicy – idzie nowe?
W kwestii piłkarzy odpowiedzialnych za zdobywanie bramek powodów do narzekań i kontrowersji jest najmniej. Co najważniejsze – na liście widnieje nazwisko „Lewandowski”, przez co cały naród mógł odetchnąć z ulgą. Nasza legenda nie żegna się jeszcze z kadrą, czego obawialiśmy się po porażce w marcowych barażach. Wraz z nim zaproszenie na najbliższe zgrupowanie otrzymał Karol Świderski oraz dwóch potencjalnych debiutantów.

Jeszcze niedawno spekulowaliśmy: jeśli selekcjoner zdecyduje się sprawdzić nową postać w ataku, postawi na Czubaka czy Żukowskiego? Okazuje się, że zaskoczył nas, wyróżniając obu jednocześnie.
Karol Czubak zachwycał nas cały sezon, za co zasłużenie otrzymał nagrodę dla Napastnika Sezonu oraz tytuł Turbokozaka. 26-letni piłkarz zdobył dla Motoru Lublin 18 bramek, do czego dołożył 3 asysty. Mateusz Żukowski w barwach Magdeburgu rozegrał z kolei swój sezon życia. Po spadku do Betclic 1. Ligi ze Śląskiem Wrocław, we wrześniu za 250 tys. euro przeniósł się na zaplecze Bundesligi. Choć jego drużyna zakończyła sezon na 14. miejscu, on sam – po powrocie do gry na swojej naturalnej pozycji – stał się rewelacją rozgrywek. Żukowski w 21 spotkaniach ustrzelił 17 bramek, dokładając do tego 3 asysty. Warto wspomnieć, że niemal do samego końca sezonu ambitnie walczył o tytuł króla strzelców 2. Bundesligi, ulegając jednak w tym wyścigu Noelowi Futkeu (choć ten rozegrał o 13 meczów więcej).
Miejmy nadzieję, że jeśli potencjalni debiutanci dostaną szansę, to jej wymiar czasowy będzie okazały. W końcu to tylko mecze towarzyskie. A że Robert Lewandowski w sierpniu skończy 38 lat, chyba najwyższa pora zrobić porządny przegląd wojsk i przekonać się kto ma zadatki na to, by próbować go zastąpić.
Najbliższe mecze reprezentacji Polski:
- 31 maja: Polska – Ukraina
- 3 czerwca: Polska – Nigeria
