fot. Piotr Dziurman

Tymoteusz Puchacz — najlepszy z pomijanych przez Jana Urbana?

Tymoteusz Puchacz to jeden z najbardziej polaryzujących polskich piłkarzy ostatnich kilku, a nawet kilkunastu lat. Wśród części kibiców uchodzi za jednego z najlepszych bocznych obrońców reprezentacji Polski od czasów Łukasza Piszczka, zaś pozostała część patrzy na niego bardziej jak na influencera niż zawodowego piłkarza. Aktualna forma wychowanka Lecha stoi jednak na takim poziomie, że będzie jednym z faworytów z bloku defensywnego do otrzymania szansy podczas wrześniowego zgrupowania od Jana Urbana. Co się dzieje u Tymoteusza Puchacza i czy reprezentacja Polski może na niego liczyć?

Puchacz = sinusoida

Choć to postać rozpoznawalna w polskim futbolu, ostatnie lata w jego wykonaniu były przykładem klasycznej sinusoidy. Po opuszczeniu Lecha Puchacz zaliczył przeciętny, o ile nie słaby, epizod w Unionie Berlin. Reprezentant Polski nie zdołał przekonać do siebie ówczesnego trenera Ursa Fischera i już po zaledwie półrocznej przygodzie postanowił odejść na wypożyczenie do Trabzonsporu — jak się później okazało, mistrza Turcji.

Po powrocie z wypożyczenia niestety znowu nie dał rady wywalczyć regularnej gry w drużynie Ursa Fischera. Następny sezon ponownie spędził na wypożyczeniu, tym razem w Grecji, a dokładniej w Panathinaikosie. Nie był jednak kluczową postacią tej drużyny, dla której rozegrał zaledwie 377 minut.

Po średnim okresie w Grecji przyszedł czas na powrót do Niemiec. Tym razem Puchacz postawił na zaplecze Bundesligi, a mianowicie Kaiserslautern, w którym zaprezentował się wyjątkowo dobrze. W 36 spotkaniach zdobył jedną bramkę, dołożył do tego 11 asyst i był jedną z kluczowych postaci klubu.

I sytuacja się powtórzyła. Po dobrym sezonie w Kaiserslautern przeniósł się do Holstein Kiel, będącego ówcześnie beniaminkiem Bundesligi. Nie zdołał jednak się tam przebić i po zaledwie półrocznej przygodzie przeniósł się do Plymouth Argyle, występującego w Championship. Mimo obiecującego początku ponownie nie zdołał zagrzać miejsca na dłużej.

W zeszłym sezonie, w momencie, gdy jego kariera stanęła na zakręcie, Tymek zdecydował się na ruch, po którym część osób wykreśliła go z poważnej piłki i reprezentacji. Postanowił udać się na kolejne wypożyczenie, tym razem do Azerbejdżanu, a dokładniej do Sabah FK, w którym gra do dziś. Choć wtedy wyglądało to na wypisanie się z poważnego grania, wszystko wskazuje na to, że była to najlepsza decyzja, jaką tylko mógł podjąć.

Okres w Sabah

Choć Puchacz był skreślany przez media oraz kibiców od samego początku tego transferu, udowodnił, że wiedział, co robi. Poprzedni sezon w wykonaniu Polaka był zdecydowanie najlepszym w jego karierze. 27-latek rozegrał 33 spotkania, w których zdobył 2 bramki i zanotował aż 12 asyst! Przełożyło się to na tytuł najlepszego asystenta ligi, a zarazem jednego z najlepszych piłkarzy Sabahu, który ostatecznie zdołał sięgnąć po mistrzostwo Azerbejdżanu.

I choć poprzedni sezon był dobry, ten zaczyna się jeszcze lepiej. Mimo że liga wystartowała dopiero 15 sierpnia, Puchacz na boisku błyszczy od początku lipca. To wszystko za sprawą eliminacji do europejskich pucharów, w których 27-latek wygląda bardzo dobrze. W dotychczasowych spotkaniach eliminacyjnych Ligi Mistrzów regularnie pojawia się w podstawowym składzie, a na swoim koncie ma również cztery asysty w zaledwie siedmiu spotkaniach! Dodatkowo, jego drużyna prezentuje się naprawdę dobrze i już teraz jest pewna udziału w europejskich pucharach jesienią. Jako mistrzowie kraju wystartowali w eliminacjach do Ligi Mistrzów i… występują tam do tej pory! W pierwszej rundzie bez problemów pokonali mistrza Walii — The New Saints. W następnej rozprawili się z mistrzem Finlandii — KuPS Kuopio. Dwa tygodnie temu wyrzucili z trzeciej rundy eliminacji do Ligi Mistrzów pogromców Lecha Poznań — AGF Aarhus.

Aktualnie znajdują się w ostatniej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów, gdzie ich rywalem jest izraelski Hapoel Beer Szewa. W pierwszym spotkaniu, rozgrywanym na neutralnym terenie, przegrali 2:1, a kwestię awansu będą rozstrzygać na własnym stadionie.

Co najważniejsze, poza świetnymi występami drużynowymi Puchacz może podobać się również indywidualnie. Jego liczby pokazują, że nie jest jedynie zawodnikiem korzystającym z dobrej postawy całego zespołu — sam stał się jednym z najważniejszych elementów układanki Sabahu.

fot. Piotr Dziurman

Odrodzenie formy. Z czego ono wynika?

Gołym okiem widać, że Puchacz po prostu odżył. Po kilku nieudanych epizodach widać, że wreszcie znalazł swoje miejsce na ziemi. Z czego to wynika? Powodów jest co najmniej kilka, ale nie da się ukryć, że ma na to wpływ poziom ligi. I choć do samej czołówki, w postaci Karabachu czy Sabahu, w którym gra Puchacz, ciężko mieć zastrzeżenia, bo są to bardzo dobre ekipy, co pokazują na europejskim gruncie, tak już do środka oraz dołu tabeli jak najbardziej można mieć obiekcje pod kątem jakości. Mówiąc wprost, jest to po prostu najsłabsza liga, w jakiej grał Puchacz w swojej karierze, co ma ogromny wpływ na liczby.

Kolejnym aspektem, na który zwracał uwagę sam zainteresowany w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą, jest usposobienie taktyczne Sabahu oraz jego rola w piłce Azerbejdżanu. Boczny obrońca grający tak ofensywnie jak Puchacz najlepiej czuje się w mocnej drużynie, która w niemal każdym meczu dominuje rywala.

Nie można również zapominać o stabilizacji, której tak bardzo Puchacz potrzebował. Zbliżający się sezon będzie pierwszym od 2021 roku i opuszczenia Lecha Poznań, w którym Puchacz rozpoczął sezon w tej samej drużynie, w której kończył poprzednią kampanię. Dodatkowo istnieje realne prawdopodobieństwo, że to właśnie Sabah będzie klubem, dla którego 27-latek rozegra najwięcej spotkań w karierze. Do tej pory jest to Lech Poznań, dla którego Puchacz rozegrał 82 mecze, zaś dla Sabahu ma ich już ponad 40.

fot. Piotr Dziurman

Co równie ważne, poza stabilizacją boiskową Puchacz ustabilizował się również prywatnie. W maju piłkarz wziął ślub i, jak sam podkreślał w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą, nigdy wcześniej nie czuł takiego spokoju, a zarazem pewności siebie.

Co dalej?

Tymoteusz Puchacz zarówno w poprzednim, jak i na początku tego sezonu konsekwentnie udowadnia, że mimo gry w odległym Azerbejdżanie wciąż może być kluczowym piłkarzem reprezentacji Polski. Pomijając aspekty osobowościowe Polaka, które nota bene i tak powinny potęgować zainteresowanie ze strony sztabu Jana Urbana, Tymek po prostu jest na wystarczającym poziomie sportowym.

Już teraz jesteśmy pewni, że wraz z Sabаhem będzie występował co najmniej w Lidze Europy w rozpoczynającym się sezonie i będę bardzo zaskoczony, jeśli Jan Urban nie postawi na niego przy okazji wrześniowego zgrupowania. Na argument odnośnie „słabej ligi” raczej nikt nie powinien się powoływać, skoro codziennością w reprezentacji są występy Krzysztofa Piątka z ligi katarskiej czy Marcina Bułki z ligi saudyjskiej.

Czy Urban powoła Puchacza? Dowiemy się już we wrześniu.

Wspieraj nas - udostępnij!

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *