fot. Morgan Tencza

Strzelał jak natchniony w USA — co słychać u Kacpra Przybyłko?

Na turniejach rangi mistrzowskiej co rusz poznajemy nowych zawodników, którzy zaczynają błyszczeć w swoich reprezentacjach. Z racji tego, iż mistrzostwa świata rozgrywają się w Kanadzie, Meksyku oraz w Stanach Zjednoczonych, oczy kibiców mocniej zwrócone są na amerykańską MLS. W tych rozgrywkach niegdyś prezentował się Kacper Przybyłko. Czuł się w nich znakomicie, strzelając mnóstwo goli. Był to jego przysłowiowy „prime” umiejętności, po którym mówiło się nawet o jego potencjalnym powołaniu do drużyny narodowej.

Początki kariery

Przybyłko rozpoczynał karierę nietypowo, bo w Niemczech. Było to spowodowane tym, iż urodził się w tamtejszym Bielefeld. To właśnie w barwach drużyny z tego miasta — Arminii — stawiał swoje pierwsze kroki w roli profesjonalnego piłkarza. Początkowo grał w młodzieżówkach, a następnie przeniósł się do FC Köln. Później prezentował jeszcze barwy Greuther Fürth oraz 1. FC Kaiserslautern, w którym grał do 2018 roku. To właśnie w barwach tej ostatniej drużyny prezentował się najlepiej. Dla zespołu z Kaiserslautern rozegrał 47 meczów, zdobywając łącznie 9 bramek i zaliczając dwie asysty. Mimo tak wielu niemieckich klubów na koncie, nie było mu dane zadebiutować w najwyższej lidze rozgrywkowej. Wszystkie te ekipy, w których grał Przybyłko, znajdowały się wówczas w 2. Bundeslidze.

Amerykański sen

Po przygodzie w niemieckich klubach trafił do USA. Jego pierwszym klubem była Philadelphia Union, w której niemalże od razu zaczął błyszczeć. Na początku swojej przygody na amerykańskich boiskach przebywał również w zespole Betlehem. To ekipa, która formalnie pełni funkcję drużyny rezerw Philadelphii. Polak został wówczas do niej wypożyczony. W tej ekipie spędził jednak ledwie kilkanaście dni, gdyż zaprezentował się w niej na tyle dobrze, iż nie było sensu go tam dłużej trzymać (w dwóch meczach strzelił 3 gole).

Gdy wrócił do Philadelphii jego forma zaczęła rosnąć. Do końca sezonu udało mu się zgromadzić aż 15 goli. Został on piątym najlepszym strzelcem sezonu 2019 w MLS. Wtedy też, pierwszy raz zrobiło się o nim głośno w Polsce. Niektórzy nawet sugerowali, że chcieliby go zobaczyć w reprezentacji. Ostatecznie, napastnik takiego powołania nigdy nie otrzymał. Jego licznik występów z orzełkiem na piersi zamknął się jedynie na kadrach młodzieżowych.

Przybyłko jeszcze wielokrotnie trafiał do siatki na amerykańskich boiskach. Udało mu się nawet zostać raz królem strzelców CONCACAF Champions League, dzięki zdobyciu pięciu goli. Jego dobra forma w Philadelphii Union poskutkowała transferem w 2022 roku do Chicago Fire za 1,1 miliona euro. W barwach tego zespołu już aż tak nie błyszczał. Podczas 57 meczów, które rozegrał zdołał ustrzelić 11 bramek oraz zaliczyć 3 asysty.

Nowa era po stanach

Następnym klubem Polaka było szwajcarskie Lugano. Trafił do niego w 2024 w ramach zimowego okienka transferowego. Choć do końca sezonu w lidze szwajcarskiej rozegrał raptem trzy mecze, to i tak udało mu się dla niej zdobyć bramkę. Oprócz tego razem z zespołem został wicemistrzem kraju. Dzięki temu, Przybyłko w kolejnym sezonie miał możliwość zadebiutowania w europejskich pucharach. Zagrał zarówno w eliminacjach do Ligi Mistrzów, jak i Ligi Europy. W obu tych przypadkach klub przegrał swoje eliminacje i musiał finalnie zagrać w Lidze Konferencji. W tych rozgrywkach Przybyłko zaliczył osiem meczów, aczkolwiek zakończył je z zerowym dorobkiem bramkowym oraz jedną żółtą kartką na koncie.

Nieco lepiej wiodło mu się w lidze — tam, w 21 występach zdołał strzelić cztery gole i zanotować jedną asystę. Natomiast samo Lugano zajęło czwarte miejsce, które gwarantowało eliminacje do europejskich pucharów. Przybyłko jednak w nich nie zagrał, gdyż zakończył mu się kontrakt z zespołem. Ten fakt wykorzystała Odra Opole, która zakontraktowała go do swojego zespołu.

Przybyłko teraz

Jak już wspominałem, Przybyłko trafił do Odry Opole. Z perspektywy kibiców był to naprawdę głośny transfer — do zespołu z Opola rzadko trafiali tak międzynarodowo doświadczeni piłkarze. Gracz urodzony w Bielefeld swój debiut na zapleczu Ekstraklasy zaliczył w 5. kolejce w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław. Wówczas, wszedł na boisko z ławki rezerwowych. W następnej kolejce przeciwko Stali Mielec zadebiutował w pierwszej jedenastce. Pierwsze statystyki do klasyfikacji kanadyjskiej zaliczył w dziewiątej serii spotkań przeciwko Wiśle Kraków. Podczas tego meczu udało mu się zaliczyć asystę, a Odra Opole zremisowała 2:2. Tydzień później, 19 listopada Przybyłko po raz pierwszy zapisał się na liście strzelców i to dwa razy, dzięki czemu Odra pokonała 2:1 Stal Rzeszów.

Po takim początku wydawało się, iż im dalej tym lepiej. Niestety dla niego oraz jego kibiców do końca sezonu zdołał strzelić już tylko jedną bramkę. Miało to miejsce w 16. kolejce Betclic 1. ligi w meczu z Górnikiem Łęczna (3:1). Po wznowieniu rozgrywek w 2026 roku, Przybyłko bardzo rzadko wchodził na boisko. Przez długi czas nie znajdował się nawet w kadrze zespołu. W ostatnich spotkaniach sezonu wrócił, lecz już w roli jokera na ostatnie minuty.

Ostatecznie jego liczby z ubiegłego sezonu wyglądają następująco: 23 mecze, 3 gole i 1 asysta. Jego drużyna zajęła finalnie 12. miejsce na zapleczu Ekstraklasy. Na ten moment wydaje się, iż Przybyłko pozostanie w drużynie z Opola na następny sezon. Zwłaszcza, że zawodnik ma kontrakt do końca sezonu 2026/2027 z opcją przedłużenia. Z pewnością wielu kibiców Odry ma nadzieję na odblokowanie formy napastnika, który niegdyś był gwiazdą amerykańskiej ligi. Jednak czy faktycznie tak się stanie?

Wspieraj nas - udostępnij!

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *