Krótkie wnioski po trzeciej rundzie eliminacji do europejskich pucharów
Trzecia runda eliminacji do Ligi Europy i Ligi Konferencji już za nami. W tej rundzie prezentowały się już wszyscy nasi reprezentanci. Jak wygląda ich sytuacja na ten moment? Kto zawiódł, a kto pozytywnie zaskoczył? Jakie szanse na awans mają polskie drużyny?
Europejska jesień Jagielloni
Jagiellonia zaczęła swój występ w eliminacjach Ligi Europy dopiero od tej rundy i od razu miała przed sobą potencjalne wyzwanie. Rywalem Białostocczan było bowiem Rangers FC, czyli drużyna która w ostatnich sezonach grała w fazie grupowej i ligowej tych rozgrywek regularnie. Pamiętamy też przecież pojedynki polskich drużyn z nimi w ostatnich latach, w których zarówno Lech, jak i wcześniej Legia musieli uznawać wyższość szkockiej drużyny.

Tym razem było jednak inaczej. Jaga zaskoczyła już w pierwszym swoim spotkaniu w tegorocznych rozgrywkach, wygrywając 2:1 u siebie po dobrym meczu i dublecie Kajetana Szmyta. Mimo tego wyniku, przed rewanżem w Glasgow to gospodarze byli faworytami do awansu, szczególnie wśród wyspiarskich kibiców i dziennikarzy. Ostatnie słowo jednak zostało powiedziane na boisku przez Jagiellonię, która mądrze zagrała, zdobywając bramkowy remis po golu Nika Prelca w 63. minucie.
Tym samym Białostoczanie jako pierwsi z naszych zapewnili sobie udział w europejskich rozgrywkach jesienią. Nawet przy ewentualnej porażce w 4. rundzie eliminacji Ligi Europy mają pewny udział w Lidze Konferencji. Ale zważając na to, że ich przeciwnikiem będzie gruzińska Iberia 1999 Tbilisi, piłkarze Jagi mogą szykować się już na ciekawe pojedynki w fazie ligowej Ligi Europy. Byłby to powrót tych rozgrywek do Polski po trzech latach i nieudanej kampanii Rakowa.
Lech łatwo, ale z problemami
Lech Poznań po niespodziewanym odpadnięciu z Ligi Mistrzów w Lidze Europy trafił na trochę łatwiejszego rywala. Klaksvik z Wysp Owczych na papierze wydawał się jednym z mniej wymagających przeciwników w stawce. Ale przecież tegoroczne zmagania Kolejorza w pucharach nie mogą być tak łatwe i oczywiste.

Zaczęło się od wyrównanego meczu w Poznaniu, w którym Lech bardzo długo nie mógł zmienić remisowego stanu. Stało się to dopiero w 81. minucie po bramce Yannicka Agnero. Po tym spotkaniu można było mieć pewne wątpliwości, czy Kolejorz da radę pokonać rywala na Wyspach Owczych. Bliżej meczu pojawiły się rozważania, czy… w ogóle dolecą na miejsce. Mgła nad lotniskiem Vagar nie pozwoliła Lechowi wylecieć z Poznania w środę, a potem lądować w czwartek we wczesnych godzinach. Takim sposobem mistrz Polski dobił na miejsce dopiero w czwartek wieczorem, a mecz został przełożony na piątek. W samym spotkaniu Lech nie pozostawił już żadnych wątpliwości, wygrywając 5:0 i meldując się w 4. rundzie eliminacji LE (tym samym jako druga polska drużyna w fazie ligowej europejskich pucharów).
W czwartej rundzie na Lecha czeka rewelacja zeszłego sezonu ligi szwajcarskiej — niespodziewany mistrz FC Thun. Choć w tym sezonie europejskich pucharów są wielką niewiadomą — zdążyli już odpaść z LM z Dinamo Zagrzeb i wymęczyć awans z Vikingurem. Ale to samo można powiedzieć o Lechu, więc ten dwumecz jest wielkim znakiem zapytania.
Raków czekał do końca
Za udaną można uznać jak na razie kampanię Rakowa w eliminacjach Ligi Konferencji, choć „Medaliki” lekko nie mają. Po pewnym awansie z maltańską Valettą w poprzedniej rundzie, w tej na Częstochowian czekali wicemistrzowie Szwecji — Hammarby. Do Polski przywieźli trochę chłodu i niepewności.

Po pierwszym meczu w Częstochowie żadna z drużyn nie przełamała statusu quo i spotkanie zakończyło się wynikiem 0:0. W tym przypadku przed rewanżem także gospodarze byli faworytem i Częstochowianie mogli jechać do Szwecji z lekkim poczuciem zmarnowania szansy na zwycięstwo u siebie. Na szczęście, Raków ma w sobie jeszcze trochę ducha drużyny Marka Papszuna. Udało im się wyszarpać awans po golu Svarnasa pod koniec pierwszej połowy.
Na Raków w ostatniej rundzie czeka Hajduk Split. Plus może być taki, że to w Chorwacji będzie rozegrany pierwszy mecz, więc drużyna trenera Kroczka ewentualne straty będzie odrabiać u siebie. Szanse na awans w takim razie są, ale niewielkie.
Europejski pech Górnika
Ze wszystkich naszych reprezentantów największym pechowcem w tym roku jest drużyna Górnika. Bo jak inaczej można nazwać sytuacje, w której wracając do europejskich rozgrywek po wielu latach trafiasz od razu na wypchane gwiazdami Fenerbahce? A na dokładkę, po odpadnięciu po dobrym dwumeczu wpadasz na doświadczony w ostatnich latach w Europie Ferencvaros.

Niestety, Górnik podchodził do tego dwumeczu z pozycji underdoga. Mimo wyrównanego dwumeczu nie udało się przebić przez lepszą drużynę. Już po pierwszym spotkaniu Górnik wiedział, że lekko nie będzie. W Zabrzu goście pokonali ich 1:0, zapewniając sobie większy luz w rewanżu. I rzeczywiście w ten luz był — Górnik wygrywał od końcówki pierwszej połowy aż do 82. minuty. Finalnie to właśnie węgierska drużyna postawiła na swoim, wyrównując na 1:1 i pozbawiając Górnika marzeń o Lidze Europy.
Możliwe, że pozbawiając ich też marzeń o grze w Europie w ogóle. Pech Górnika w losowaniach trwa dalej i w czwartej rundzie eliminacji Ligi Konferencji czeka ich jeszcze mocniejszy przeciwnik — AS Monaco, które przecież w zeszłym sezonie Ligi Mistrzów potrafiło remisować z Manchesterem City, wygrać z Galatasaray i sprawić problemy w dwumeczu późniejszym zwycięzcom rozgrywek z Paryża. Ślązacy zdecydowanie nie mają szczęścia w tym sezonie europejskich rozgrywek.
Krótka przygoda Gieksy
GKS Katowice po tej rundzie stał się pierwszą polską drużyną, która odpadła w tym sezonie z europejskich rozgrywek. Mogło się już to zdarzyć w poprzedniej rundzie, ale Ślązacy dali radę odrobić straty w rewanżu. W tej rundzie niestety trochę zabrakło…

Po pierwszym meczu na wyjeździe drużyna GKS-u niestety musiała uznać wyższość rywala, przegrywając 2:0. Od początku było wiadomo, że nie są faworytem tego dwumeczu, ale mimo to w rewanżu zdołali sprawić małą niespodziankę. W Katowicach to właśnie gospodarze byli górą, wygrywając 2:1 po golach Szkuryna i Jędrycha w końcówce. Niestety to nie starczyło i na tym kończy się kampania Gieksy w tych rozgrywkach.
