Polska — Szwecja. Na kogo uważać? Analiza rywala
Już dziś Polska rozegra drugi mecz w tegorocznej edycji Ligi Narodów. Po bezbramkowym remisie z Bośnią czeka nas powtórka meczu z barażów do Mundialu — wyjazd do Szwecji. Czy tym razem uda nam się zrewanżować? Na co uważać i kto jest mocną stroną ekipy trenera Grahama Pottera?
Faza pucharowa na mundialu i dobry start w Lidze Narodów
Szwedzi tak samo jak Bośniacy dali radę wyjść z grupy na mistrzostwach świata. Jednak tak samo jak nasz piątkowy rywal, zrobili to w średnim stylu. Awans dało im tak właściwie wysokie zwycięstwo z Tunezją w pierwszym meczu, bo potem przegrali wysoko z Holandią i zremisowali z Japonią. W fazie pucharowej przegrali w słabym stylu z Francją. Z tego meczu nie możemy zbyt dużo wyciągnąć, bo tam Francuzi totalnie zdominowali Szwedów. W piątek Skandynawowie zagrali premierowy mecz w Lidze Narodów z Rumunią. W nim błysnęły dwie największe gwiazdy tej kadry — Alexander Isak i Viktor Gyokeres.
Zabójczy atak
Szwecja po suchych latach w ofensywie, po odejściu Ibrahimovicia na emeryturę dostała podwójny prezent od losu. Najpierw po latach tułaczki po mniejszych klubach Alexander Isak znalazł swoje miejsce w Premier League, gdzie w ostatnich trzech latach stał się topowym napastnikiem. Następnie w lidze portugalskiej wybuchł talent Viktora Gyokeresa, który później przeszedł do Arsenalu. Urósł także w reprezentacji pod nieobecność Isaka. W tym roku strzelił dla kadry Szwecji 7 bramek w 7 spotkaniach, w tym najważniejszą przeciwko nam w barażach.

Co prawda Gyokeres nie zachwycał dotychczasowo formą w tym sezonie ligowym (nadal nie strzelił żadnej bramki dla Arsenalu w aktualnych rozgrywkach), ale w reprezentacji obok Isaka odżył. Obaj panowie strzelili Rumunii po bramce, przy czym będący w świetnej formie zawodnik Liverpoolu był najlepszym zawodnikiem na boisku. Na szczęście dla polskich obrońców, Isak nie będzie dysponowany na dzisiejszy mecz, jednak nasza defensywa w dalszym ciągu musi mieć się na baczności.
Rozbiegana pomoc
Druga linia szwedzkiej kadry stoi na Bergvallu i Ayarim, którzy skutecznie utrudniali nam grę już pół roku temu. Pomocnik Tottenhamu wtedy po wejściu z ławki zaliczył żółtą kartkę, a Ayari otworzył mecz asystą przy pierwszym golu Elangi. Od tamtego czasu Ayari zagrał w podstawowym składzie we wszystkich meczach Szwecji, a młody pomocnik Tottenhamu zbudował swoją pozycję wchodząc z ławki, aktualnie będąc podstawowym partnerem Yasina. W meczu z Rumunią obaj zagrali pełne 90 minut.
Na skrzydłach Szwecji pod nieobecność Elangi straszą dynamiczni i rozbiegani Nanasi i Bernhardsson. Ten drugi jest dosyć eksperymentalnym wyborem, bo do tej pory grał w kadrze od czasu do czasu, zazwyczaj łapiąc ogony po zejściu Elangi. Drugą opcją na prawym skrzydle dla trenera Grahama jest dobrze nam znany z boisk Ekstraklasy Patrik Walemark. Z Rumunią zaliczył on 13 minut na boisku. Kto wie, może ze względu na to gdzie na co dzień gra skrzydłowy Lecha angielski szkoleniowiec wystawi go na Polskę?

Defensywa, czyli najsłabszy punkt
Obrona Szwecji to przede wszystkim kapitan kadry — Victor Lindelof. Z jednej strony daje on szwedzkiej kadrze ogrom doświadczenia. Z drugiej strony lata świetności ma już za sobą. Drugim stałym punktem defensywy Szwecji był Isak Hien, ale od momentu kontuzji na mistrzostwach świata dalej nie wrócił do gry. Mimo dużego doświadczenia tych dwóch graczy, defensywa jest zdecydowanie najsłabszym punktem kadry Pottera. Szwedzi w 11 meczach pod wodzą Anglika stracili 20 bramek, strzelając ich w tym czasie tyle samo. Dla porównania, nasza kadra w tej samej ilości meczów pod przewodnictwem Jana Urbana straciła tych bramek trzynaście. To też nie jest dobrym wynikiem, a i tak lepszym niż Szwedów.
Jak zagrać ze Szwecją?
Wiemy już, że najmocniejszą stroną Szwedów jest ich zabójczy atak, a najsłabszym punktem jest wiecznie niebędąca w optymalnym składzie obrona. Jak więc powinniśmy zagrać przeciwko kadrze Pottera? Odpowiedź wydaje się leżeć pod nosem, bo przecież na wiosnę byliśmy bardzo blisko pokonania tej drużyny, a zabrakło nam wtedy trochę szczęścia i sprawiedliwości sędziego.

Dziś wiedząc już jak wyglądał tamten mecz i jaki jest stan naszej kadry wyszedłbym ustawieniem z czwórką z tyłu. Dobrym rozwiązaniem będzie postawienie na nasz mur z Porto, bez kombinowania z Kiwiorem na boku obrony, co totalnie nie wyszło w meczu z Bośniakami. Na bokach Przemek Frankowski i Matty Cash, zapewni to dynamikę w starciach z rozbieganymi bokami.
Środek pola to miejsce, w którym musimy zdominować Szwedów. Obok świetnego Zielińskiego bardzo dobrze wyglądał ostatnio Wiktor Nowak i to na niego bym postawił przeciwko Szwecji. Pójdźmy trochę w ich ślady i postawmy na świeżość i polot w pomocy. Oprócz tego na lewe skrzydło koniecznie musi wrócić Nicola Zalewski, który w ostatnim meczu nie błyszczał jak to on potrafi, ale w marcu w Szwecji był najgroźniejszym naszym zawodnikiem. Na drugiej stronie oczywiście musi wyjść Skóraś, który też nie błyszczał z Bośnią, ale lepszego wyboru nie ma.
I najważniejsze pytanie na koniec: w jakiej formie będzie Robert Lewandowski? Najlogiczniejsze przy rozchwianej obronie Szwedów byłoby wystawienie dwójki z przodu, ale ledwo co operujemy jednym napastnikiem. Czy opcją jest wystawienie obok Lewego na przykład Marcela Reguły czy jednak zostajemy przy podwieszonym za Robertem Sebastianem Szymańskim? Na takie pytanie musi sobie odpowiedzieć selekcjoner Urban, bo moim zdaniem nie ma opcji na grę Karola Świderskiego w aktualnej formie w pierwszym składzie.
