Siedem grzechów reprezentacji Polski. Co zgubiło Biało-Czerwonych?
Remis z Bośnią i przegrana ze Szwecją tylko potwierdziły i wypukliły kolejne problemy naszej drużyny narodowej. Szereg błędów zarówno decyzyjnych, jak i tych na boisku złożyło się na całkiem sporo „grzeszków” reprezentacji Polski, które zaburzają pozytywny odbiór ostatnich meczów.
Pycha
Nie, Robert Lewandowski nie jest niezastąpiony, a udowodnił to mecz ze Szwecją. Nie możemy traktować Roberta jako zbawcę polskiej ofensywny i leku na nieskuteczność w ataku. Fatalny występ z Bośnią ponownie wzbudził zwątpienie w przydatność gracza Chicago Fire w reprezentacji Polski. Przesadne mniemanie, iż klasa sama w sobie wygra mecz zostało całkowicie zweryfikowane w piątkowym spotkaniu.
Mateusz Żukowski, pomimo braku zdobytej bramki, potwierdził iż Polska ma więcej napastników o różnej charakterystyce. Ospałego, niecelnego Lewandowskiego zastąpił gracz dynamiczny, wizjonerski i po prostu chcący grać. Pogarda Jana Urbana dla innych napastników (między innymi dla Karola Czubaka) jest w pełni nieuzasadniona. Cieszy fakt, że selekcjoner uległ opinii publicznej i zaryzykował w oparciu nie o dorobek piłkarski, lecz o aktualną formę.
Chciwość
Czego właściwie spodziewamy się po reprezentacji Polski? Można odnieść wrażenie, iż napompowany balonik jest rozmiarowo porównywalny do tego, stacjonującego na co dzień przy PGE Narodowym. Oczekujemy gry w Dywizji A i bezproblemowego awansu na każdy duży turniej przy całkowitym niedoborze klasowych piłkarzy. Udane mecze drużyny narodowej sprzed 10 lat rozpieściły kibiców na tyle, iż każdy mniej udany mecz kończymy rozczarowani.

Warto postawić poprzeczkę nieco niżej i zamiast celować w awans warto skupić się na utrzymaniu. Szwecja ma na papierze lepszy skład niż reprezentacja Polski, a my sami musimy realnie przyrównywać się właśnie do Bośni, która przecież grała na mundialu, ogrywając w barażu Włochów. Przy klasie naszej drużyny i zawodników jeden punkt z Bośnią naprawdę nie jest złym wynikiem. Największym rozczarowaniem mogłaby okazać się porażka z pogrążoną w kryzysie Rumunią, a nie remis z uczestnikiem mundialu, który wyszedł z grupy.
Nieczystość
Tutaj nieco metaforycznie, bo kolejne eskalujące problemy w reprezentacji próbujemy przykrywać kolejnymi zmianami, dziwnymi eksperymentami, czy kompletnie niewytłumaczalnymi ewolucjami. Owszem, wynik z Bośnią nie jest satysfakcjonujący, jednak gra obronna wyglądała w tamtym meczu całkiem nieźle. Co zrobił więc Jan Urban? Zmienił personalia i formację obronną. Taki brak klarownego obrazu reprezentacji wprowadza praktycznie każdego w zakłopotanie.
Fatalny Jakub Kiwior w meczu z Bośnią wychodzi w pierwszej jedenastce ze Szwecją (pomimo zmiany pozycji), a bardzo dobrze grający Kacper Potulski siada na ławce. System gratyfikacji w naszym zespole jest niejasny zarówno dla kibica, jak i samych piłkarzy. Jeśli selekcjoner nie potrafi wynagradzać piłkarzy za dobre występy, to po co daje im jakąkolwiek nadzieję.
Zazdrość
Patrzymy na Chorwatów, Szwedów, Duńczyków — drużyny z krajów mniej liczebnych lub po prostu mniejszych, które osiągają większe sukcesy na arenie międzynarodowej. Zamiast zazdrościć tym drużynom, powinniśmy skupić się na tym czego brakuje nam, a co mają oni. Pokazywanie się na arenach międzynarodowych najbardziej medialnym składem nie zawsze może przynieść wymierne rezultaty, a czasem można postawić na skromność, nawet kosztem szeroko pojętego PR-u.

Warto czasami zrezygnować z głośnych nazwisk, gdyż granie tylko nimi może wskazywać na dosłowną zazdrość. W końcu oni mają, to my też mamy. A może zamiast ślepo stawiać na znane nazwiska, warto wypromować zawodników z Ekstraklasy albo młodzież? Nasz zespół jest niespójny, bo jest złożony właśnie z nazwisk, a nie z zazębiających się systemów. Może pora na zmianę systemową, a nie skromną ewolucję?
Łakomstwo
Grzech chyba najlepiej pasujący do aktualnej reprezentacji Polski. Za dużo oczekiwań, za dużo kombinowania, za dużo gadania, za dużo powietrza w tym baloniku. Polska drużyna narodowa jest głodna sukcesów, których nie jest w stanie osiągnąć. Zamiast stawiając sobie cele niemal nieosiągalne, warto zacząć od podstaw i wyciągać na bieżąco konsekwencje. Coś nie działa w obronie? Warto skorygować ustawienie lub wytyczne, a nie głosić wszem i wobec niemal co mecz rewolucję.
Polska reprezentacja zaczyna pożerać własny ogon poprzez powoływanie zawodników jeszcze niedawno z niej skreślanych, takich jak Tymoteusz Puchacz, Przemysław Frankowski, czy Kacper Urbański. Nagle okazali się godni powołania, a jeszcze pół roku nie. Ich forma nie uległa znaczącej zmianie (może z wyjątkiem Urbańskiego), a nadmiar eksperymentów z zawodnikami powoduje chaos i konsternację zamiast postawić na solidność i powtarzalność.
Gniew
Tutaj warto skupić się bardziej na mentalności polskich piłkarzy. Niemal zawsze stracony gol wiąże się z „psychiczną załamką”, która postępuje wraz z kolejnym minutami meczu. Piłkarze zaczynają gniewać się na wszystko co się wokół nich dzieje: siebie nawzajem, kibiców, trenera, przeciwników, sędziego. Frustracja osiąga maksimum, a oni sami zaczynają popełniać coraz więcej błędów.

Mentalność, to coś nad czym nasza drużyna narodowa powinna popracować. Warto postawić na rozwój nie tylko fizyczny, ale również psychiczny. Kadrze przydałby się psycholog, który nauczyłby piłkarzy uczenia się na porażkach. Tymczasem podczas meczów reprezentacji następuje efekt kuli śnieżnej, potęgujący jej problemy z każdą minutą nieudanego spotkania.
Lenistwo
Skąd my to znamy? Odgrywanie do bramkarza, szukanie napastników długimi piłkami, czy opieszałość w konstruowaniu ataków pozycyjnych. Nasz styl gry wygląda po prostu nudno, co uwypukliła potrafiąca świetnie organizować się w środku pola Szwecja. Leniwe granie reprezentacji Polski opiera się na wyszukiwaniu momentów i okazji, a nie realnej dominacji na boisku za pomocą regularnych, składnych akcji.
Kadra nie ma wypracowanych żadnych schematów i to widać. U Szwedów, czy Bośniaków można było zobaczyć pewne powtarzające się rozwiązania, które wychodziły im mniej lub bardziej. W reprezentacji Polski można było zobaczyć spontanicznie wymyślone akcje, które nie wydawały się opartymi na jakichkolwiek taktycznych schematach. Nasza kadra gra po prostu chaotycznie, co jest spowodowane taktycznym lenistwem zarówno sztabu, jak i piłkarzy.

Rozgrzeszenie w piątek?
Jeśli reprezentacja Polski nie zwycięży w starciu z Rumunią to możemy mówić o kompromitacji. Na papierze najsłabszy zespół naszej grupy nie zdobył ani jednego punktu. Mecz ten zweryfikuje wszystkie powyższe grzechy i nie tylko. Być może najbardziej kluczowe spotkanie tegorocznej Ligi Narodów i ostateczna pokuta dla drużyny Jana Urbana.
