fot. Dominika Baran | PolskaGola.Info

Eliminacje do europejskich pucharów — krótkie wnioski

Za nami 2. runda eliminacji do europejskich rozgrywek. Pozostawiła ona po sobie smak słodko-gorzki — z jednej strony dalej utrzymujemy komplet zespołów na arenie międzynarodowej, z drugiej jednak w minioną środę wydarzyła się jedna z największych klęsk polskiej piłki klubowej. Kto zawiódł? Kto zaskoczył? Jakie szanse mają Polacy na awans do 4. rundy eliminacji?

Lech jak Tbilisi

Roztrwonić trzybramkową z pierwszego meczu w II rundzie eliminacji europejskich pucharów potrafiły tylko dwie drużyny — Lech Poznań w Lidze Mistrzów oraz Dinamo Tbilisi w Lidze Konferencji. Liczba ta pokazuje skalę klęski Kolejorza, który ze świetnie zgranej drużyny, bawiącej się piłką na wyjeździe w Danii, stał się zbiorem przypadkowych najemników, którzy sprawiali wrażenie grania ze sobą po raz pierwszy. Do tego niewykorzystane sytuacje, których liczba niczym futbolówka po strzale Luisa Palmy drastycznie się podnosiła.

Za porażkę Lecha winić wypada chyba każdego. Od trenera Frederiksena, który zdecydowanie zbyt długo zwlekał z potrzebnymi zmianami, które bądź co bądź, w większości przypadków wprowadziły jakiś powiew świeżości. Yannickowi Agnero wiele brakuje do tego, aby stać się czołowym napastnikiem Ekstraklasy, jednak jego chęć do gry i podłączanie się do akcji drastycznie kontrastowały z nieudolnością Mikaela Ishaka. Ospały Szwed miał problem z najprostszym przyjęciem piłki, a zmieniony został dopiero w 88. minucie!

fot. Tomasz Kłuczyński | PolskaGola.Info

Środek pola Kolejorza był dziurawy niczym sito. Antoni Kozubal i Radosław Murawski nie pokazali absolutnie nic, co mogłoby przekonać postronnego kibica do sklasyfikowania ich w czołówce ligi. Z kolei po występie bramkarza — Mateusza Lisa wielu kibiców z Poznania zatęskniło za wciąż obecnym Bartoszem Mrozkiem.

Paradoksalnie w strukturach Lecha najlepiej wypadła… środkowa linia defensywy. Wojciech Mońka niejednokrotnie ratował Lecha z licznych kłopotów, a Terry Yegbe pomimo kilku rozpaczliwych zagrań ofensywnych całkiem solidnie zabezpieczał pole karne. Gorzej prezentowała się prawa strona, na której zarówno Robert Gumny, jak i Joel Pereira kompletnie nie radzili sobie z szarżami młodego Emmery’ego. Ostatecznie, to ich stroną przeszły 3 z 4 akcji zakończonych bramką… Pozostaje liczyć na to, że porywisty wiatr na Wyspach Owczych nie przeszkodzi Lechowi w walce o Ligę Europy.

Oprócz umiejętności nie zabrakło niczego

Z kolei Górnik Zabrze paradoksalnie pokazał się z naprawdę dobrej strony w meczu przeciwko Fenerbahce. Pierwsze spotkanie obfitowało w ustawianie przysłowiowego autobusu i desperackie bronienie się przed akcjami graczy wicemistrza Turcji. Cel minimum raczej zrealizowano, gdyż zorganizowana gra w obronie, oparta na bardzo doświadczonych zawodnikach, przyniosła w miarę wymierny rezultat jak na klasę rywala.

fot. Tomasz Kłuczyński | PolskaGola.Info

Rewanż w Zabrzu przebiegał jeszcze pomyślniej. Górnik nie dość, że oddał 15 strzałów w kierunku bramki przeciwników, to jeszcze zanotował podobny współczynnik posiadania piłki do piłkarzy znad Bosforu. Owszem, zawodnicy Fenerbahce dochodzili do lepszych sytuacji, jednak śląski klub pokazał, iż delikatne zluzowanie szyków obronnych może prowadzić do znacznego ulepszenia w ataku całkiem niewielkim kosztem.

O ile statystyka goli oczekiwanych w tym meczu nie powala, o tyle Górnik udowodnił, że nie będzie drużyną, której jedynym celem jest zminimalizowanie strat i liczenie na błędy rywala. Podopiecznie Gasparika dali argumenty do tego, aby myśleć realnie optymistycznie w kontekście meczu z przeciętnym ostatnio Ferencvarosem. Zresztą to wymarzony cel, a sam awans do Ligi Konferencji byłby niemałym sukcesem dla Zabrzan.

Drużyna z charakterem

GKS Katowice pokazał wczoraj, iż jest zespołem niesamowicie zgranym, w którym panuje dobry duch drużyny. To chemia pomiędzy poszczególnymi zawodnikami oraz żywiołowy doping w katowickim kotle poniósł ich do zwycięstwa z Żiliną. Gieksa miała to, czego zabrakło Lechowi w rewanżowym meczu z Aarhus — mentalność ze stali pomimo wyboistej drogi na szczyt. Wyrównujący gol Słowaków nie wywołał wśród podopiecznych Rafała Góraka przysłowiowego doła. Wręcz przeciwnie — sprzedał im potężnego kopniaka, który zmotywował do skutecznego operowania zmianami personalnymi, a także do większej asekuracji piłki w ataku.

Rewanż z Żiliną sprawdził również skuteczność składu GKS-u. Górak nie pomylił się praktycznie z żadną zmianą w podstawowym składzie w porównaniu do pierwszego meczu. Znakomite spotkanie w środku pola rozegrał doświadczony Bartosz Wolski, który do spółki z młodym Łukasiakiem skutecznie rozgrywali piłkę, jednocześnie bardzo dobrze absorbując ataki rywali. Potrzebną rotacją była również ta dotycząca napastnika. Adam Zrelak nadal nie ma papierów na napastnika pokroju Ligi Konferencji, jednak swoją zawziętością, boiskowym sprytem i ogromną aktywnością zasłużył na pierwszy skład kosztem Ilji Szkurina.

fot. Dominika Baran | PolskaGola.Info

Zresztą trzeba posypać głowy popiołem i przyznać, iż Białorusin zaliczył bardzo udane wejście na boisko w rewanżu ze Słowakami. Bezradny i nieaktywny w pierwszym meczu, dał gola przypieczętowującego awans Gieksy do III rundy. Napastnik idealny pod zmianę, który po prostu nie wypala w podstawowej jedenastce, ale daje argumenty z ławki.

Gra GKS-u mogła podobać się na tyle, iż można patrzeć optymistycznie na zbliżający się mecz z Hapoelem Tel-Aviv. Izraelczycy są klubem bardzo przeciętnym, który od dłuższego czasu nie podołał zakwalifikowaniu się do europejskich pucharów. Bardziej korzystnym rywalem byłby Łudogorec Razgrad (w przypadku pokonania Bułgarów, GKS byłby rozstawiony w IV rundzie), jednak obie drużyny pogrążone w kryzysie są przeciwnikami w zasięgu Katowiczan.

Częstochowska formalność

Raków zrobił to co musiał. Nic dodać, nic ująć. Częstochowianie rozgromili w dwumeczu maltańską Vallettę FC 7:1. W rewanżu na wyjeździe udowodnili, iż są zespołem skrojonym pod grę w Lidze Konferencji pomimo delikatnego kryzysu personalnego na środku ataku. Dawid Kroczek powoli organizuje struktury zespołu w sposób zrównoważony, korzystając zarówno ze sprawdzonych rozwiązań, jak i eksperymentując z nowymi twarzami w zespole.

Fot. PolskaGola.Info | Dominika Baran

Martwić może jedynie stracony gol w meczu u siebie, który jednak nie pogrzebał całkowicie mentalności Medalików. Na podopiecznych Kroczka czeka teraz szwedzkie Hammarby, które zawsze pozostaje stosunkowo tajemniczym (jak większość drużyn skandynawskich) zespołem. W dwumeczu wydarzyć się może praktycznie wszystko — w końcu Hammarby walczyło jak równy z równym z belgijskim Anderlechtem. Pokonanie Szwedów ostatecznie zweryfikuje gotowość Rakowa na grę w fazie ligowej Ligi Konferencji.

Wspieraj nas - udostępnij!

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *