Wzloty i upadki byłych ekstraklasowych trenerów
Jeden bije się o utrzymanie w tureckiej Ekstraklasie, inny jest największą niespodzianką tejże ligi, kolejny już w tym momencie zdobył podwójną koronę, a czwarty w miniony weekend odniósł rekordowe zwycięstwo w lidze holenderskiej. Prześledźmy aktualną sytuację byłych zagranicznych szkoleniowców klubów Ekstraklasy. Z pewnością losy większości z nich są niemałym zaskoczeniem.
Włoski sen wkrótce dobiegnie końca?
Znakomity początek sezonu 2025/2026 i całkiem obiecujące wyniki do końca poprzedniej kampanii w Serie A. W tym roku rezultaty Udinese odbiegają jednak daleko od oczekiwań kibiców z północnych Włoch. Kosta Runjaić wpadł w duże tarapaty. Jego zespół nie wygrał meczu ligowego od 29 sierpnia 2026 roku i zajmuje dopiero 19. miejsce w tabeli włoskiej ligi. Tym samym, po blisko 100 meczach przygoda Niemca w Udine dobiegła końca.

Możliwe, że były trener Legii Warszawa i Pogoni Szczecin nie będzie musiał długo czekać na nowego pracodawcę. Spekulacje nie wykluczają powrotu do Polski, jednak są to gdybania w ciemno. Runjaić zaliczył zdecydowanie najlepszy okres w karierze podczas pobytu w naszym kraju. Z pewnością nie wyklucza się również powrotu do ojczyzny, gdzie trenował on drużyny z zaplecza Bundesligi, takie jak Kaiserslautern, 1860 Monachium, czy Darmstadt.
Odrodzenie Chorwata
Przygoda Zeljko Sopicia w Widzewie Łódź była bardzo krótka i nie należała do najbardziej udanych. Chorwat prowadził wówczas zespół w 15 meczach, odnosząc przy tym 8 porażek. Szansę na odbudowę dał mu rodzimy NK Osijek, jednak tam było jeszcze gorzej. Sopić odniósł tam zaledwie 1 zwycięstwo w 13 meczach i sprowadził klub na dno chorwackiej ekstraklasy. Jakimś cudem jego następca sprawił, iż Osijek odbił się i utrzymał w tamtejszej klasie rozgrywkowej.

Tymczasem, szansę w połowie sezonu litewskiej ligi dał mu mistrz kraju z 2025 roku — Żalgiris Kauno. Nie dość, że Kopić zakwalifikował się z zespołem do Ligi Konferencji, to jeszcze zdołał obronić tytuł mistrzowski i zdobyć puchar Litwy. Co prawda, rozgrywki europejskie na razie brutalnie weryfikują poziom rozgrywek naszych północno-wschodnich sąsiadów, jednak aktualna przygoda Chorwata to zdecydowanie lepszy okres w jego karierze.
Rekordowy Holender
John van den Brom właśnie świętuje najwyższe zwycięstwo w historii FC Twente i jedno z najwyższych w całej historii holenderskiej Eredivisie. Były trener Lecha Poznań najpierw spadł z ligi w sezonie 2024/2025, prowadząc Vitesse, ale mimo to dostał szansę w klubie z czołówki kraju. I to bardzo ścisłej, czego najlepszym dowodem zwycięstwo 9:0 nad Excelsiorem Rotterdam. Ba, gospodarze nie oddali żadnego strzału na bramkę Twente, nie mieli nawet rzutu rożnego! Drużyna van den Boma zdominowała rywala całkowicie.

Udane wyniki 60-latka w Lidze Konferencji to także świetna pochodna działań szkoleniowca. Holender ma najlepszą średnią punktów na mecz w swojej karierze, przebijając tym samym niewiele gorsze rezultaty z Lecha Poznań, Utrechtu, AZ Alkmaar, czy Anderlechtu (pod uwagę bierzemy seniorskie drużyny). Jest to aktualnie jeden z najsolidniejszych trenerów z Beneleksu, a świadczy o tym niemal nieprzerwana ciągłość w osiąganiu dobrych wyników u kolejnych pracodawców.
Dwa bieguny w Turcji
Ciekawą sytuacje możemy zaobserwować w Turcji. Tutaj dwóch byłych trenerów z Ekstraklasy aktualnie stawia sobie dwa całkiem odmienne cele. Z jednej strony, walczący z Samsunsporem o utrzymanie Nenad Bjelica, który walczy również o swoją posadę. Po świetnym okresie w Lechu, Dinamie Zagrzeb i Osijeku na Chorwata przyszedł zdecydowanie gorszy czas. Bjelica najpierw zawiódł w Trabzonsporze, później nie poradził sobie w Unionie Berlin oraz podczas drugiej próby w Zagrzebiu.
Dwa tygodnie temu przejął stery w tonącym okrętu zwanym Samsunsporem. Wydaje się, iż zamiast odciążyć łajbę, zesłał ją jeszcze bardziej na dno, stając się kolejnym balastem. Po 3 meczach nie wygrał ani jednego, podtrzymując passę ośmiu spotkań bez zwycięstwa w lidze. Drużyna z Samsunu okupuje 19. miejsce w tureckiej Super Lig i już teraz jest jednym z kandydatów do spadku. W przeciwieństwie do innego zespołu, prowadzonego przez niepozornego jegomościa…

Mowa o Besniku Hasim, który notuje sensacyjnie rewelacyjny sezon z beniaminkiem tureckiej ekstraklasy — Amedsporem. Drużyna z Diyarbakiru zdążyła już wygrać z Besiktasem, Basaksehirem, czy Trabzonsporem, a w tabeli ustępuje jedynie Galatasaray. Hasi przyszedł do klubu tego lata i znakomicie wprowadził Amed SK do elity. Albańczyk notował ostatnio raczej formę spadkową, jednak ostatnie tygodnie udowodniły, iż co do jego umiejętności nie mylił się tylko Anderlecht, czy Al-Ahli, ale również Legia Warszawa, która zdecydowanie przedwcześnie zwolniła człowieka, który wprowadził ją do Ligi Mistrzów.
Cypryjskie perypetie
Aktualnym mistrzem Cypru jest Henning Berg. Norweg nie tylko zdobył tytuł w kraju, ale również spisuje się naprawdę dobrze w Lidze Europy, gdzie jego Omonia Nikozja pokonała Celje oraz Celtę Vigo. Zresztą 57-latek jest długo związany z Wyspą Afrodyty. Prowadził już wcześniej klub z koniczynką w latach 2019-2022. Później dołączył do Pafosu, a następnie przeniósł się na rok do ligi szwedzkiej. W sierpniu 2024 roku ponownie udał się na południe i zaczął udaną przygodę w barwach AEK-a Larnaki. Dzięki ponadprzeciętnym wynikom zgłosiła się po niego Omonia Nikozja.

Berg wywalczył z nią pierwsze mistrzostwo kraju od 5 lat. Ostatni tego rodzaju sukces miał także miejsce za jego poprzedniej kadencji. Wcześniej, Omonia musiała czekać na mistrzostwo aż 11 lat. Norweg stał się więc jedną z najwybitniejszych postaci stołecznego klubu ostatnich lat. Średnia 2,04 punktu na mecz robi ogromne wrażenie, zważając iż jego zespół gra regularnie w europejskich pucharach oraz w bardzo kompetytywnej lidze.
Mniej kolorowo przedstawia się sytuacja Ricardo Sa Pinto w Pafosie. Portugalczyk nie może wygrać meczu niemal od miesiąca, a jego klub okupuje środek tabeli. To całkiem poważny szok, po tym jak rok temu cypryjski kopciuszek zagrał w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Sa Pinto po odejściu z Legii w 2019 roku ma problem z długotrwałym prowadzeniem zespołów. Podczas pobytu w 9 klubach tylko w jednym udało mu się zostać na ponad 30 meczów. Niewykluczone, iż Portugalczyk nie wytrwa w Pafos do końca sezonu…

Pozostali
Mamy jeszcze więcej przykładów byłych ekstraklasowych trenerów, którzy świętują za granicą większe lub mniejsze sukcesy i odnoszą różnego rodzaju porażki. Jens Gustafsson zalicza całkiem niezły sezon w szwedzkim Hacken, Stanislav Cherchesov szoruje po dnie z rosyjskim Akhmatem Grozny, podobnie jak Luka Elsner, który ma ogromne kłopoty w barwach Lausanne-Sport. Odejście trenera z Ekstraklasy wcale nie oznacza całkowitej porażki, czego dowodem przykłady powyżej.
Największym problemem jest tu jednak nieobecność polskich szkoleniowców. Mamy ogromny problem z eksportowanie polskich talentów, co pokazuje słabość i niewykorzystanie marki polskiego trenera, co powinno być kluczem do zaistnienia na arenie międzynarodowej. Pomimo wzlotów i upadków można zazdrościć powyższym osobistościom mniejszych lub większych sukcesów nie tylko w kraju, ale również za granicą.
