Raport z mundialu — jak idzie ekstraklasowiczom?
Choć reprezentacji Polski na mundialu zabrakło, Ekstraklasa i tak ma swoich przedstawicieli na najważniejszej piłkarskiej imprezie świata. Jedni zbierali cenne doświadczenie, inni stali się ważnymi ogniwami swoich kadr, a dwóch wciąż pozostaje w grze o historyczny sukces. Jak wygląda sytuacja ekstraklasowiczów po fazie grupowej?
Lwy Mezopotamii bez pazura
Najliczniejszą grupą ekstraklasowiczów na mundialu byli przedstawiciele Iraku. W barwach Lwów Mezopotamii mogliśmy obserwować dwóch zawodników — Husseina Alego z Pogoni Szczecin oraz Amira Al-Ammariego z Cracovii. Choć Irak, bez większych zaskoczeń, nie poradził sobie w grupie I, uznawanej przez wielu za najtrudniejszą grupę mundialu, sami zawodnicy pozostawili po sobie pozytywne wrażenie.

Amir Al-Ammari był kluczową postacią drużyny Grahama Arnolda. Pomocnik wystąpił w każdym spotkaniu, z czego w starciach z Senegalem i Norwegią w pełnym wymiarze czasowym. Jedynie w meczu z Francją zszedł z boiska w 68. minucie. Zawodnik Cracovii, mimo dotkliwych porażek, w każdym ze spotkań miał swoje pozytywne momenty. Przede wszystkim zaliczył asystę przy jedynym trafieniu Iraku na mistrzostwach świata. Był również wykonawcą większości rzutów rożnych swojej reprezentacji na turnieju.
Swoje „highlighty” miał również Hussein Ali. Mimo że piłkarz Pogoni Szczecin nie był tak kluczową postacią jak Amir Al-Ammari, wystąpił w dwóch spotkaniach — z Norwegią oraz Francją — i w obu wyszedł w podstawowym składzie. Mimo że Irak, grając z nim w składzie, stracił aż pięć bramek, miał on swoje pozytywne momenty. Najbardziej pamiętny niewątpliwie będzie pojedynek z 41. minuty spotkania z Francją, w którym w pięknym stylu wślizgiem odebrał piłkę Kylianowi Mbappé, pozbawiając go niemal pewnego gola.
Choć wynik końcowy nie może cieszyć zawodników, to na pewno Hussein Ali oraz Amir Al-Ammari będą mieć z mundialu dobre wspomnienia. Przede wszystkim sam fakt kwalifikacji był dla Iraku wielkim sukcesem. Należy pamiętać, że Lwy Mezopotamii dostały się na mundial dopiero po barażu międzykontynentalnym, w którym pokonały Boliwię. Był to dla nich historyczny turniej, ponieważ pojawili się na nim po raz pierwszy od 1986 roku. Biorąc pod uwagę, że trafili do jednej z najtrudniejszych grup, mało który kibic realnie zakładał wyjście z grupy, a nawet zdobycie jednego punktu byłoby dużym sukcesem. Dla naszych ekstraklasowych rodzynków niewątpliwie było to wielkie przeżycie. Zmierzenie się z takimi piłkarzami jak Erling Haaland, Kylian Mbappé, Michael Olise czy Sadio Mané na pewno jest czymś wyjątkowym, a panowie po powrocie do swoich klubów będą mieli co opowiadać w szatni.

Sukces Bazdara
Mimo występowania z koszulką z numerem 9, obecność na amerykańskich Sameda Bazdara musimy uznać, póki co, za symboliczną. Napastnik zameldował się na placu gry jedynie w starciu z Kanadą, co było spowodowane przede wszystkim absencją legendy Bośniaków — Edina Džeko. W tamtym spotkaniu rozegrał 28 minut, nie oddał żadnego strzału i zanotował zaledwie 16 kontaktów z piłką. W kolejnych pojedynkach ze Szwajcarią oraz Katarem Bazdar nie pojawił się już na boisku.
To jednak nie oznacza końca mundialu dla 22-latka. Bośnia i Hercegowina zaprezentowała się bardzo przyzwoicie i zagwarantowała sobie awans z trzeciego miejsca, zdobywając cztery punkty. W 1/16 finału zmierzy się z gospodarzami turnieju — USA. Choć Bośniacy nie przystąpią do tego pojedynku w roli faworyta, na pewno nie poddadzą się bez walki. Wielokrotnie pokazywali, że nie można ich lekceważyć, o czym przekonały się między innymi Włochy w barażach o mistrzostwa świata.
Niestety, szanse Sameda Bazdara na występ są jednak bardzo małe. Zawodnik reprezentujący w poprzednim sezonie barwy Jagiellonii Białystok jest aktualnie czwartym napastnikiem w hierarchii trenera Sergeja Barbareza. Niezależnie od tego, co się wydarzy, Bazdar już teraz może dopisać do swojego CV występ na mistrzostwach świata 2026.
Kapuadi wciąż w grze
Podobnie jak Bośniak, ze swoją reprezentacją awansował również Steve Kapuadi, aktualny zawodnik Widzewa Łódź. Defensor reprezentuje barwy Demokratycznej Republiki Konga, z którą rywalizował w grupie K, z Portugalią, Uzbekistanem oraz Kolumbią, a jego reprezentacja awansowała z trzeciego miejsca. Przed mundialem grupa ta była określana jako jedna z najciekawszych i najbardziej „egzotycznych”.

Defensor Widzewa Łódź, mimo rozegrania zaledwie trzech spotkań w reprezentacyjnych barwach przed mundialem, rozpoczął turniej w pierwszym składzie. W dwóch pierwszych spotkaniach — z Portugalią oraz Kolumbią — Kapuadi rozegrał pełne 90 minut. Jedynym spotkaniem, w którym trener Sébastien Desabre nie skorzystał z defensora, był mecz z Uzbekistanem. Nie wynikało to jednak ze słabej formy Kapuadiego, a z gruntownej zmiany ustawienia.
W dwóch pierwszych kolejkach mistrzostw świata Demokratyczna Republika Konga grała systemem 5-3-2, w którym Kapuadi pełnił rolę lewego środkowego obrońcy. Na ostatni mecz, kluczowy w walce o awans, trener Desabre postanowił zmienić ustawienie na 4-4-2, w którym nie znalazło się miejsce dla piłkarza Widzewa. Reprezentacja DRK wyglądała w tym systemie zdecydowanie lepiej i niewykluczone, że właśnie w formacji 4-4-2 przystąpi do starcia w 1/16 finału.
Niestety, podobnie jak w przypadku Bazdara, wiele wskazuje na to, że będzie to ostatnia runda dla defensora Widzewa Łódź. W 1/16 finału DRK trafiła na Anglię, która jest jednym z faworytów do końcowego triumfu.
Nowozelandzki rodzynek
Poza wymienioną wcześniej czwórką na mundial został powołany również Alex Paulsen — bramkarz reprezentujący w poprzednim sezonie barwy Lechii Gdańsk. Niestety, w przeciwieństwie do pozostałych zawodników nie rozegrał on ani jednej minuty w fazie grupowej, a jego kraj odpadł z grupy G, zajmując ostatnie miejsce. Dodatkowo, Nowozelandczyków można uznać za jedną z najsłabszych ekip tegorocznych mistrzostw.

Co zobaczymy w 1/16?
Na amerykańskim mundialu zostało jeszcze dwóch zawodników reprezentujących polską ligę — Samed Bazdar oraz Steve Kapuadi. Obu czeka ciężka przeprawa w 1/16 finału i niewykluczone, że będzie to ostatnia runda z udziałem zawodników z Ekstraklasy.
Biorąc pod uwagę brak reprezentacji Polski na turnieju, moim zdaniem występ Ekstraklasy jako ligi możemy uznać jak najbardziej za udany, bez względu na to, jak zakończy się przygoda Kapuadiego oraz Bazdara.
