Pozorna formalność? Sylwetka rywala Lecha Poznań — Klaksvik
Dzisiejszego wieczoru Kolejorz spróbuje odkupić winy za fatalny rewanż z duńskim Aarhus. Zadanie z pozoru łatwe, gdyż klub Klaksvik to mistrz mikroskopijnych Wysp Owczych. Tacy jednak niejednokrotnie potrafili napsuć krwi znacznie silniejszym rywalom. Zdewastowany mentalnie Lech w teorii powinien awansować spacerkiem do kolejnej rundy eliminacji Ligi Europy. W teorii…
Forma farerskiego zespołu
Klaksvik to aktualny mistrz Wysp Owczych, który w ciągu ostatnich pięciu lat zdobył ten tytuł aż czterokrotnie. Taki sukces rywal Lecha świętował w sumie już 22-krotnie, jednak niedawna seria jest najdłuższą w XXI-wiecznej historii klubu. Farerskie rozgrywki odbywają się w systemie wiosna — jesień, stąd Klaksvik jest aktualnie w intensywnym rytmie meczowym nie tylko na arenie międzynarodowej. Prowadzą w tabeli lokalnej ligi, jednak od drugiego w tabeli Runaviku dzieli ich tylko różnica bramek, a na półmetku sezonu po piętach czołowej dwójce depczą też B36 Torshavn, Vikingur oraz HB Torshvan. Mimo tego, forma Klaksvik po czerwcowo-lipcowej przerwie jest bardzo chwiejna nawet w rodzimych stronach.

Farerskich kibiców może martwić przede wszystkim porażka z absolutnym kopciuszkiem fazy ligowej europejskich pucharów — Żalgirisem Kowno. Litwini, pokonując najbliższego rywala Lecha, zapewnili sobie udział w co najmniej Lidze Konferencji. Wyrównany dwumecz w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów zakończył się dla Klaksviku boleśnie w skutkach. Do tego dochodzą niezadowalające wyniki w rozgrywkach ligowych. W ostatnim czasie mistrz Wysp Owczych uległ m.in. ostatniemu w tabeli Vesturowi Sorvagur. Z drugiej strony, cieszyć może niedawny awans do finału pucharu lokalnych rozgrywek, gdzie podejmie Vikingur.
Największe gwiazdy na przodzie
Przede wszystkim dwóch lokalnych gwiazd ofensywy. Są to Arni Frederiskberg oraz Pall Klettskard. Pierwszy z nich to 34-letni, doświadczony napastnik związany z Klaksvikiem od ponad 5 lat. W przeszłości reprezentował także barwy Runaviku oraz B36 Torshavn. Nigdy nie wyjechał za granicę, a w lidze farerskiej strzelił już w sumie 112 goli w 221 meczach. To również reprezentant seniorskiej reprezentacji swojego kraju. Koszulkę z barwami narodowymi przywdziewał 23-krotnie, strzelając 3 gole. Niewykluczone, iż pomimo wieku wyjdzie na spotkanie z Lechem w pierwszym składzie. Sam Frederiskberg na co dzień jest… dyrektorem firmy importującej żywność! Mimo tego, to czołowy gracz swojej drużyny.

Jeszcze bardziej doświadczonym zawodnikiem jest Pall Klettskard. 36-letni Farer to żywa legenda Klaksviku związana z klubem (z krótkimi przerwami) od początku swojej seniorskiej kariery. 14-krotny reprezentant kraju w 2025 roku strzelił 21 goli w lidze, a rok wcześniej jego dorobek zamknął się na 23 bramkach. Klettskard starzeje się niczym wino, co potwierdzają dwa gole zdobyte przeciwko luksemburskiemu Bissen w I rundzie eliminacji Ligi Mistrzów oraz 8 goli w trwającym sezonie Premier League.
Znane nazwiska?
Raczej nie, choć zależy w jakim kontekście mówimy tu o sławie. Wielu graczy jest związanych z Klaksvikiem do kilku dobrych lat, a kilku zagranicznych piłkarzy większej kariery nie zrobiło. Mowa tu m.in. o lewym wahadłowym Jeanie Carlosie, który w przeszłości reprezentował takie kluby jak szwedzkie Hammarby i Norrkoping oraz duńskie Horsens.
Międzynarodową przygodę zaliczył także jeden z lokalnych obrońców Farerów — Gilli Sorensen, który miał okazję przywdziewać barwy norweskiego Brann, czy duńskiego Aalborga. Z kolei pomocnik Patrik Jogannesen (również Farer) w przeszłości zdobył tytuł mistrza Islandii w barwach Breidabliku. Perspektywiczną postacię na ataku jest Filip Brattbakk — Duńczyk, który wychował się w akademii Rosenborga. W 2026 roku zanotował już 4 gole i 4 asysty w lidze Wysp Owczych.

Autostrada do IV rundy?
Czy jest więc się czego bać? Teoretycznie, patrząc na personalia, Kolejorz nie powinien w żadnym stopniu obawiać się takiego rywala. Z pewnością nie można całkowicie lekceważyć klubu Klaksvik, jednak CV każdego z zawodników nie daje argumentów w postawieniu ich w roli faworytów dwumeczu. Z drugiej strony, kto obstawiał że Aarhus odrobi ogromną stratę z pierwszego meczu niech pierwszy rzuci kamieniem…
