Mundialowy pojedynek Ekstraklasy — Grupa F
Grupa F podczas tegorocznego mundialu dostarczyła sporo emocji kibicom. Na ten moment, w meczach pomiędzy tymi drużynami strzelono aż 20 bramek. Każdy z tych zespołów (może poza Tunezją) ma spore szanse, by zajść przynajmniej do ćwierćfinału w tym turnieju. Jednak dzisiaj nie o tym — przyjrzymy się, które z tych państw miało najciekawszych zawodników w historii naszej Ekstraklasy.
Gracze z Królestwa Niderlandów
Aż 22 Holendrów mogliśmy oglądać w XXI wieku w Ekstraklasie. W poprzednim sezonie mieliśmy dwóch przedstawicieli w naszej lidze. Dłużej grającym z nich jest Bradly van Hoeven. Skrzydłowy łącznie rozegrał aż 41 meczów na polskich boiskach. Drugim z nich był Jesse Bosch. Przeszedł on z Willem II do GKS Katowice. Ma tylko 11 występów w barwach GieKSy, gdyż w lutym doznał kontuzji miednicy, która wykluczyła go z gry aż do końca sezonu. Aktualnie gra w pierwszej lidze katarskiej.

Z najbardziej pamiętnych zawodników tego kraju należy wspomnieć o byłym napastniku Cracovii, którym jest Pelle van Amersfoort. Piłkarz wystąpił aż w 95 meczach Ekstraklasy i w swoim bilansie zapisał 22 bramki i 8 asyst (wg portalu Flashscore). Największą przewagą tego Holendra był wzrost. Mierzy aż 193 centymetry, co tworzy z niego spore zagrożenie przy dośrodkowaniach. Potrafił też odcisnąć swoje piętno w meczach o stawkę, gdzie w derbach Krakowa zdobył wyrównującą bramkę w 84. minucie spotkania.
Jeszcze dwóch piłkarzy przebiło barierę 50 spotkań w Ekstraklasie. Pierwszym z nich był Mickey van der Hart. Bramkarz reprezentował barwy Lecha Poznań w 65 meczach i łącznie zachował 25 czystych kont w naszej rodzimej lidze. Drugim był stoper Bert Esselink, który dla Stali Mielec zagrał 54 mecze w Ekstraklasie. Odszedł, gdy Stal spadła z Ekstraklasy, a obecnie gra w lidze szkockiej.
Mamy też dwóch zawodników, którzy występowali w meczach reprezentacji Holandii i grali w naszej lidze. Pierwszym z nich był Kew Jaliens, który w 2006 roku zadebiutował w kadrze i wystąpił łącznie w 10 spotkaniach dla swojego kraju. Zagrał nawet na mistrzostwach świata w 2006 roku. W Ekstraklasie miał okazję zaprezentować się w barwach Wisły Kraków, gdzie w sezonie 2010/2011 zdobył wraz z zespołem mistrzostwo Polski. Łącznie miał 46 występów, ale ostatecznie w 2013 roku przeszedł do australijskiego Newcastle. Dwa lata później zakończył karierę piłkarską.
Drugim graczem był Collins John. W kadrze zadebiutował w 2004 roku i łącznie zaliczył w niej dwa występy. Do Polski zawitał dziewięć lat później, przechodząc do Piasta Gliwice. Jego statystyki nie robią jednak najlepszego wrażenia, gdyż dostał tylko 15 minut na boisku w dwóch meczach. Po tym epizodzie klub rozwiązał z nim kontrakt i piłkarz stał się wolnym zawodnikiem. Cztery lata temu zawiesił korki na kołku.
Nie każdy z Królestwa Niderlandów przedzierał się do topki, ale paru piłkarzy wyrobiło sobie rangę solidnych zawodników. Wielu z nich miało jednak problemy, by poradzić sobie w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce.
Reprezentanci Kraju Kwitnącej Wiśni
19 zawodników z Japonii miało okazję poznać naszą ligę. Najwięcej osób zapewne pamięta Ryoyę Morishitę. Sympatyczny skrzydłowy występował aż w 48 meczach Ekstraklasy w barwach Legii Warszawa i wyrobił sobie rangę bardzo solidnego ligowca. Opuścił jednak Łazienkowską za 2 miliony euro i kontynuuje swoją karierę w drugoligowym Blackburn, gdzie dalej prezentuje sporą jakość na boisku. W tym sezonie również mamy kolejnego Japończyka i jest nim Yuki Kobayashi z Jagiellonii Białystok. Do tej pory spędził 1040 minut na boisku i dołożył jedną bramkę w meczu z Rakowem Częstochowa.

Są jednak zawodnicy z większą liczbą meczów w Ekstraklasie. Okrągłe 115 spotkań w tych rozgrywkach zaliczył Takafumi Akahoshi. Pomocnik był długo związany z Pogonią Szczecin. Grał w niej jeszcze przed awansem do najwyższej klasy rozgrywkowej i pomógł zespołowi ugruntować się na najwyższym szczeblu. Może pochwalić się 14 bramkami i 20 asystami przez cały swój pobyt. Szczególnie poprawił te statystyki w sezonie 2013/2014, w którym zdobył 7 bramek i dołożył 13 asyst. Odszedł z Pogoni w 2017 roku do tajlandzkiego Ratchaburi FC. Dopiero osiem lat później zakończył swoją karierę.
Poza nim jeszcze czterech piłkarzy przebiło barierę 50 meczów. Pierwszy z nich to Koki Hinokio, który dotychczas rozegrał aż 85 spotkań w Ekstraklasie. Występował w barwach Zagłębia Lubin i Stali Mielec, z którą w sezonie 2024/2025 spadł (wraz z Bertem). Napisałem wcześniej „dotychczas”, bo pomocnik dalej gra na polskich boiskach w barwach ŁKS-u. Mimo że jest obecnie w niższej lidze, to niewykluczone, że będzie miał jeszcze okazję sprawdzić się w czołówce. Drugim z nich był Takuya Murayama, który miał okazję grać w Pogoni Szczecin z Takafumim. Odszedł z Dumy Pomorza w 2016 roku do Ratchaburi FC. Bardzo możliwe, że to on zachęcił swojego kolegę z drużyny Takafumiego do przejścia tam rok później. Trzeci to Takuto Oshima z okrągłą liczbą 60 występów w naszej lidze, a ostatnim graczem z tej kategorii jest Ryota Morioka.
Natomiast mieliśmy aż czterech zawodników, którzy również zagrali w kadrze Japonii. O dwóch z nich już wspomniałem. Morishita może pochwalić się trzema spotkaniami w kadrze oraz jedną bramką w meczu przeciwko Indonezji. Morioka miał pięć meczów w seniorskiej kadrze. Kolejnym z reprezentantów jest Kanji Okunuki, który zagrał tylko w meczu towarzyskim z Tajlandią. Natomiast ostatnim i najciekawszym zawodnikiem w tym zestawieniu jest Daisuke Matsui. Ma on aż 31 występów dla seniorskiej kadry Japonii. Pomocnik zawitał do Polski w 2013 roku i przez pół roku grał w Lechii Gdańsk. Imponował swoją techniką i doświadczeniem, ale musiał odejść z zespołu już zimą, gdyż żona spodziewała się dziecka, a nie chciała zostać w Europie. Matsui był piłkarzem, który w swoim CV miał chociażby grę na mistrzostwach świata w 2010 roku, na których nawet dołożył asystę. Był to piłkarz z „wyższej półki”.
Gracze z tego kraju są raczej wspominani jako pozytywne wzmocnienia. Zazwyczaj wyróżniali się techniką i byli w stanie szybko rozkochać w sobie polskich kibiców. Na mundialu ta reprezentacja również radzi sobie ponadprzeciętnie i ciekawi nas, jak daleko zajdzie w tym turnieju.
Tunezyjska czwórka
Trzech na czterech piłkarzy z tego kraju miało przyjemność grać w Widzewie Łódź. Żaden z nich nie przebił bariery 50 meczów. Blisko był Hachem Abbes mający 44 spotkania w barwach RTS-u. Do klubu dołączył w 2011 roku i szybko stał się graczem wyjściowej jedenastki. Odszedł do swojej rodzimej ligi w 2014 roku, ale podczas tego okresu nie był jedynym graczem z tego kraju. Poza nim w Ekstraklasie grał też Mohamed Amine Hadj Saïd. Był to jednak okazjonalny epizod, gdyż miał tylko cztery mecze w Piaście Gliwice oraz 167 minut gry.
Ciekawszymi przypadkami są dwaj dawni koledzy z szatni Hachema, którzy mieli nawet okazję, by zadebiutować w barwach swojej reprezentacji. Jednym z nich był boczny obrońca Souheil Ben Radhia. Grał w Łodzi od sezonu 2009/2010. Klub wtedy występował na zapleczu Ekstraklasy. Potem miał okazję zagrać w 23 meczach w naszej lidze, ale często pauzował przez problemy zdrowotne oraz z czasem konflikty ze sztabem. Obrońca często przez swój trudny charakter tracił cenne minuty na boisku, ale w 2008 roku dostał okazję, by zadebiutować w kadrze Tunezji i przez całą swoją karierę trzykrotnie wystąpił w drużynie narodowej.
Ostatnim z tej listy piłkarzem jest Mehdi Ben Dhifallah. Napastnik przyszedł do Widzewa w lutym 2012 roku i miał udane wejście. W dziewięciu meczach zdobył cztery bramki i wydawał się solidną opcją, by zostać wyjściową dziewiątką w klubie. Natomiast w sezonie 2012/2013 zdobył już tylko dwie bramki, w tym jedną z karnego, co spowodowało, że opuścił Widzew po tamtych rozgrywkach. Swój debiut w kadrze zaliczył w 2008 roku i zagrał aż 10 meczów na poziomie międzynarodowym. Nie dołożył jednak żadnej bramki, co może być rozczarowującym bilansem dla napastnika.

Tych zawodników głównie zapamiętamy z Widzewa Łódź, w barwach którego w sezonie 2011/2012 cała trójka spotkała się na boisku w meczu u siebie przeciwko Lechowi Poznań. Tylko wtedy wszyscy ci zawodnicy byli razem na boisku. Jednak poza tą sytuacją raczej żaden z nich nie zapisał się w historii Ekstraklasy. Może w przyszłości zobaczymy nowych zawodników z tego kraju.
Gracze ze Szwecji
Na sezon 2025/2026 było zarejestrowanych 10 Szwedów w polskich klubach. Natomiast przez cały XXI wiek mieliśmy do czynienia z 31 piłkarzami tej narodowości. Jest to największa liczba ze wszystkich narodów z dzisiejszego zestawienia i sporo z nich miało okazję grać na poziomie międzynarodowym.
Najpopularniejszy jest oczywiście Mikael Ishak, który ma również najwięcej występów ze wszystkich Szwedów. Aż 166 spotkań w barwach Lecha Poznań, w których może pochwalić się 89 bramkami oraz 24 asystami w swoim ligowym bilansie. Sam napastnik przyczynił się do zdobycia trzech mistrzostw Polski i kibice widzą w nim żywą legendę klubu.

Poza nim jeszcze dwóch zawodników było w stanie przebić barierę 100 meczów w naszej lidze. Jednym z nich był kolega z drużyny Mikaela, Jesper Karlström. Pomocnik w swoim dorobku może też pochwalić się dwukrotnym triumfem w Ekstraklasie. Jego jakość zapewniła mu transfer do Udinese, w którym jest regularnym piłkarzem wyjściowej jedenastki. Ostatnim piłkarzem z „setką” na koncie jest Linus Wahlqvist, który do dzisiaj gra w Pogoni Szczecin, więc możliwe, że poprawi jeszcze ten wynik. Blisko tego osiągnięcia był też Gustav Berggren, ale zabrakło mu 17 występów. Niedawno pomocnik przeszedł do New York Red Bulls, ale tam dostaje znacznie mniej minut niż w Polsce.
Z reprezentantów mamy dziewięciu piłkarzy, którzy grali w barwach narodowych Szwecji. W tym gronie znajdują się wyżej wymienieni: Ishak, Wahlqvist, Berggren oraz Karlström. Dawny pomocnik z Lecha jako jedyny stąd załapał się nawet na grę w tegorocznym mundialu, gdzie jest zawodnikiem wyjściowego składu. Poza nimi do tego grona można wpisać Mattiasa Johanssona, który w ośmiu meczach z reprezentacją dołożył jedną bramkę. Reszta z tej kategorii to znowu dawni piłkarze Lecha Poznań. Filip Dagerstål, Nicklas Barkroth oraz Elias Andersson, który pomimo tylko jednego występu może pochwalić się debiutancką bramką z rzutu wolnego.
W dalszym ciągu mamy wielu utalentowanych Szwedów w naszej Ekstraklasie. Patrik Wålemark, który z buta wszedł w naszą ligę i tylko kontuzje stopują jego dalszy rozwój. Leo Bengtsson również daje z siebie sporo na boisku i pozostaje czekać jak będzie prezentował się w przyszłym sezonie. Wykraczając poza Poznań mamy też takich graczy jak Marcus Haglind-Sangré czy Gustav Henriksson. Piłkarze z tego kraju potrafią wykazać się sporą jakością na boisku.
Podsumowanie
Szwedzi pewnie wygrywają tę grupę. Mają najliczniejszą grupę zawodników z Ekstraklasy oraz ich osiągnięcia są znacznie większe w porównaniu z resztą. Szczególnie ten naród czuje się dobrze w Poznaniu, z którego pochodzą najciekawsi piłkarze. Pozostaje nam czekać w przyszłości na nowych reprezentantów chociażby z Tunezji, czy Japonii.

