Radomiak na kursie spadającym, czyli co się dzieje w Radomiu?
Radomiak Radom jesienią był jednym z czarnych koni Ekstraklasy. Mimo zawirowań i zmiany szkoleniowca pod koniec października „warchoły” były na 7. miejscu w tabeli ligowej przed wiosennym powrotem. Dziś jednak, 10 kolejek później, Radomianie są ledwo nad strefą spadkową, a w klubie wiosną nie było chyba spokojnego tygodnia…
Szybki falstart
Ekstraklasowe rozgrywki w 2026 roku radomska drużyna zaczęła od… przełożenia meczu! 30 stycznia miało się odbyć drugie spotkanie rundy wiosennej pomiędzy Radomiakiem, a Arką Gdynia. Ale na stadionie w Radomiu… zabrakło prądu. Sytuacja ta była późniejszym tematem żartów wśród internautów (a nawet innych drużyn Ekstraklasy). Dla Radomiaka jednak mógł być pierwszym wskaźnikiem tego jak groteskowa może być dla nich runda wiosenna. Pierwszy rozegrany mecz rundy wiosennej nie okazał się jednak zły — „warchoły” zremisowały z Rakowem w Częstochowie po całkiem wyrównanym meczu.

Kolejne kolejki w kratkę: od przegranego 0:2 meczu z Koroną, naznaczonego dodatkowo czerwoną kartką dla trenera Feio i aferą na trybunach, przez remisowy wyjazd z faworyzowaną Jagiellonią, aż do remisu z ostatnią w lidze Termaliką. Wtedy nadszedł czas na rozegranie zaległego meczu z Arką. Radomska drużyna prezentowała się bardzo dobrze, obejmując dwubramkowe prowadzenie już w ósmej minucie i kończąc mecz zwycięstwem 3:1. I ten mecz mógł być promyczkiem nadziei dla drużyny z Radomia, aż do niedzielnego przyjazdu Gieksy…
Bez spokoju w Radomiu
8 marca do Radomia na mecz 24. kolejki Ekstraklasy przyjechała drużyna z Katowic. Radomiak wyprzedzał wtedy Gieksę o dwa punkty w tabeli, zajmując 9. miejsce. Wyrównany mecz zakończył się wynikiem 1:0 dla gości, choć gospodarze byli drużyną dominującą. Lecz to po spotkaniu wydarzyło się najbardziej decydujące starcie. Trener Feio wpadł w konflikt z jednym z radomskich radnych, któremu najwyraźniej nie spodobał się wynik i miało dojść nawet do rękoczynów. Dwa dni po tym incydencie klub poinformował o rozwiązaniu współpracy za porozumieniem stron. I tak po 130 dniach skończył się powrót Goncalo Feio do Ekstraklasy.

W ten sposób trzecim trenerem Radomiaka w tym sezonie został Kiko Ramirez. Hiszpański trener, który przez ostatnie miesiące był asystentem Goncalo Feio, przejął tymczasowo drużynę po Portugalczyku. I to rzeczywiście tymczasowo — Hiszpan poprowadził Radomian jedynie w zremisowanym, domowym „meczu przyjaźni” z Legią i późniejszym przegranym 3:1 wyjazdowym meczu z Piastem w Gliwicach. Już tydzień później, w trakcie przerwy reprezentacyjnej, Radomiak ogłosił, że nowym szkoleniowcem zostaje Bruno Baltazar. Co by nie mówić — drużyna z Radomia jest konsekwentna w wybieraniu trenerów. Wszyscy szkoleniowcy z tego sezonu pochodzą z Półwyspu Iberyjskiego, a nie licząc tymczasowego Kiko Ramireza, wszyscy są Portugalczykami. Konsekwentne są też wyniki — drużyna po przejęciu przez trenera Baltazara w dwóch meczach zdobyła zaledwie jeden punkt, zbliżając się wielkimi krokami do spadku.
Wielki nieobecny
Podsumowując zimową przerwę w wykonaniu Radomiaka, zaznaczyłem jedno kluczowe wzmocnienie, które może pomóc w utrzymaniu w górnej części tabeli. Był nim oczywiście Luquinhas, który sezon wcześniej był jednym z najlepszych piłkarzy Legii Warszawa — zdobywcy Pucharu Polski. W Legii nadal Brazylijczyka brakuje, ale w Radomiaku… też.

Brazylijski skrzydłowy jest w drużynie z Radomia cieniem samego siebie w porównaniu ze swoimi wcześniejszymi rundami w Ekstraklasie. W dotychczasowych 10 występach w rundzie wiosennej, Luqi nie zdobył dla Radomiaka żadnej bramki, ani nie zaliczył żadnej asysty. Zaliczył za to dwie żółte kartki i to jego jedyne wpisy do protokołu meczowego w tym sezonie. Trochę mało jak na zawodnika, za którym w Warszawie tęsknią do tej pory…
Co dalej z Radomiakiem?
Przed drużyną z Radomia niesamowicie trudne i ważne 6 kolejek Ekstraklasy. Po rundzie jesiennej Radomianie wyprzedzali będącą w kryzysie Legię o 7 punktów, dziś się z nią już zrównali. Ciągłe zmiany trenera, nakręcające się afery poza boiskowe i brak lidera na boisku sprawiły, że Radomiak z jednego z czarnych koni rundy jesiennej stał się więźniem własnego sukcesu, uciekającym przed spadkiem aż do ostatniej kolejki sezonu.
