Ekstraklasowicze na mistrzostwach świata, czyli kto ma największe szanse?
Cały świat już od paru tygodni żyje mundialem. Jak powszechnie wiadomo, zabraknie tam niestety Polski, choć to wcale nie oznacza, że nie doświadczymy tam rodzimych akcentów. Na turnieju będziemy mogli zobaczyć aż pięciu graczy Ekstraklasy. Który z nich ma największe szanse na sukces?
Przedstawiciele z Iraku
Najliczniejszą grupę ekstraklasowiczów na mistrzostwach świata, co nieoczywiste, stanowią… reprezentanci Iraku! W ich barwach na boisku będziemy mogli zobaczyć dwie ekstraklasowe twarze — Husseina Aliego z Pogoni Szczecin oraz Amira Al-Ammariego z Cracovii. Obaj zawodnicy od lat stanowią o sile swojej reprezentacji i niemal na pewno będą piłkarzami pierwszego składu trenera Grahama Arnolda.
Trzeba jednak jasno podkreślić, że Irak to jedna z najsłabszych reprezentacji na mundialu i każdy zdobyty przez nich punkt będzie dużym sukcesem, tym bardziej patrząc na przeciwników, z którymi będą się mierzyć. Ekstraklasowicze trafili do jednej z najtrudniejszych grup. Podczas turnieju zmierzą się z Francją, Norwegią oraz Senegalem, a ich szanse na wyjście z grupy są raczej jedynie matematyczne.

Czołowy Ekstraklasowicz
Bez cienia wątpliwości najpopularniejszym ekstraklasowiczem, którego zobaczymy na mistrzostwach świata, jest Steve Kapuadi — stoper Widzewa Łódź. 28-latek reprezentuje Demokratyczną Republikę Konga, dla której dotychczas rozegrał trzy spotkania. Łodzianin prawdopodobnie nie będzie piłkarzem pierwszej jedenastki Sebastiena Desabre’a, jednak istnieje spore prawdopodobieństwo, że w którymś ze spotkań zamelduje się na placu gry.
Demokratyczna Republika Konga będzie rywalizować w grupie K — jednej z najciekawszych, a zarazem najbardziej egzotycznych. Rywalami Steve’a Kapuadiego będzie Portugalia, Kolumbia oraz Uzbekistan.

Nieoczekiwany gość
Na największej imprezie tego roku zobaczymy również Sameda Baždara, zawodnika Jagiellonii Białystok wypożyczonego z Realu Saragossa. Jest to nieoczekiwane nie dlatego, że napastnik sensacyjnie został powołany, lecz dlatego, że sama Bośnia i Hercegowina jest na mistrzostwach świata sporą niespodzianką.
Bośniacy na turniej dostali się poprzez marcowe baraże, w których zmierzyli się z Walią, a następnie z Włochami. Rzecz jasna w żadnym z tych spotkań nie byli faworytami. Była to droga przez mękę, a o trudach tego awansu może świadczyć fakt, że oba mecze wygrali dopiero po rzutach karnych.
Niemniej jednak sam Baždar prawdopodobnie nie odegra kluczowej roli na mistrzostwach świata. Reprezentacja Bośni na pozycji napastnika ma bowiem dwóch klasowych zawodników — Ermedina Demirovicia, grającego dla niemieckiego VfB Stuttgart, oraz legendę tamtejszej reprezentacji, której nikomu nie trzeba przedstawiać — Edina Džeko.
Bośnia trafiła do relatywnie łatwej grupy. Jej rywalami będą Kanada, Szwajcaria oraz Katar. Biorąc pod uwagę, że na zbliżającej się imprezie szanse na awans będą miały aż trzy drużyny z każdej grupy (z czego z trzecich miejsc awansuje osiem najlepszych spośród dwunastu ekip), istnieje duże prawdopodobieństwo, że Sameda Baždara będziemy mieli przyjemność oglądać co najmniej do fazy pucharowej.
Misja niemożliwa?
Ostatnim piłkarzem, którego mogliśmy oglądać w zeszłym sezonie na boiskach Ekstraklasy, a już od 16 czerwca będziemy mogli zobaczyć na mistrzostwach świata, jest bramkarz Lechii Gdańsk Alex Paulsen, reprezentujący Nową Zelandię. Choć 23-latek nie był w stanie utrzymać Gdańszczan w Ekstraklasie, niewykluczone, że to właśnie on będzie podstawowym bramkarzem trenera Darrena Bazeleya.
Szanse Nowej Zelandii na wyjście z grupy nie są jednak zbyt duże. Trafiła ona bowiem do grupy G, w której zmierzy się z Belgią, Iranem oraz Egiptem. Co ciekawe, to właśnie Nowa Zelandia jest najsłabszą reprezentacją turnieju według rankingu FIFA.
Najwięksi nieobecni?
Nie da się ukryć, że jednym z największych, o ile nie największym, nieobecnym jest były już napastnik Jagiellonii Białystok — Afimico Pululu.
Pod koniec ubiegłego roku piłkarz został powołany na swoje pierwsze zgrupowanie reprezentacji Demokratycznej Republiki Konga. Choć debiutu nie zaliczył, jego dobra forma zwiastowała realne szanse na powołanie na mistrzostwa świata. Ku zaskoczeniu kibiców trener Sebastien Desabre nie znalazł jednak dla gwiazdy Ekstraklasy miejsca w swojej kadrze.
Innym nieobecnym jest Ali Gholizadeh, lecz jego przypadek różni się od sytuacji Afimico Pululu. Irańczyk na początku maja zerwał więzadła krzyżowe i z tego powodu stracił szanse na występ na mistrzostwach świata. Skrzydłowy Lecha Poznań od wielu lat stanowi o sile reprezentacji Iranu, a jego absencja to jedno z najpoważniejszych osłabień tej drużyny. W formie, jaką prezentował w tym sezonie Ekstraklasy, bez dwóch zdań byłby zawodnikiem pierwszej jedenastki.

Byli Ekstraklasowicze
Na mistrzostwach w Ameryce zobaczymy również kilku graczy, których przeszłość związana jest z naszą rodzimą ligą. Zdecydowanie największym nazwiskiem jest gwiazda Bundesligi — Luka Vušković. Były stoper Radomiaka Radom był w tym sezonie jedną z rewelacji rozgrywek w Niemczech, rozgrywając fenomenalny sezon w Hamburgu. Chorwat jest pewniakiem do gry w pierwszym składzie, a jego rywalami w grupie będą Anglia, Panama oraz Ghana.
Poza Vuškoviciem na imprezie zobaczymy jeszcze trzech innych byłych ekstraklasowiczów, mających nieco mniejsze szanse na końcowy triumf niż były defensor Radomiaka. Są to Jesper Karlström ze Szwecji, grający kiedyś w Lechu Poznań, John Yeboah z Ekwadoru reprezentujący niegdyś barwy Rakowa Częstochowa oraz Rodrigo Salazar, były zawodnik Korony Kielce reprezentujący barwy Urugwaju.
