Lekarstwo na problemy reprezentacji? Polak rewelacją zaplecza Bundesligi
W obliczu zbliżającego się końca reprezentacyjnej kariery Roberta Lewandowskiego selekcjoner Jan Urban staje przed koniecznością znalezienia jego następcy. Wobec nieustannych kontuzji Arkadiusza Milika oraz słabszej dyspozycji Krzysztofa Piątka i Karola Świderskiego, na pierwszy plan wysuwa się Mateusz Żukowski — napastnik FC Magdeburg i najlepszy strzelec bieżącego sezonu na zapleczu Bundesligi.
Trudne Początki
Mateusz Żukowski po raz pierwszy zaistniał w świadomości szerszego grona kibiców w 2018 roku, gdy jako zaledwie 18-letni prawy obrońca zadebiutował w Lechii Gdańsk. W barwach pomorskiego klubu rozegrał 39 spotkań, po czym w styczniu 2022 roku opuścił Ekstraklasę i za 595 tysięcy euro przeniósł się do ówczesnego wicemistrza Szkocji — Glasgow Rangers
Transfer ten był ogromną szansą dla młodego zawodnika, jednak z perspektywy czasu należy uznać go za nieudany. Polak nie zdołał przebić się w szkockim zespole i rozegrał dla niego zaledwie jedno spotkanie. Już po pół roku wrócił do Polski, trafiając do Lecha Poznań, gdzie również nie zdołał się odnaleźć. W barwach Kolejorza wystąpił tylko trzykrotnie, a po zaledwie roku opuścił klub.

Przełomowym momentem w karierze Mateusza Żukowskiego niewątpliwie były przenosiny do Śląska Wrocław. To właśnie tam śp. trener Jacek Magiera postanowił przesunąć go z prawej obrony do pozycji bardziej ofensywnych — początkowo na skrzydło, a następnie na „dziewiątkę”, na której gra do dziś. W ekipie z Dolnego Śląska spędził dwa pełne sezony, w których rozegrał aż 66 spotkań, zdobył 3 bramki oraz zanotował 6 asyst.
Objawienie w Niemczech
1 września ubiegłego roku Żukowski ponownie zdecydował się na zagraniczny transfer, dołączając do FC Magdeburga — drużyny występującej na zapleczu Bundesligi. Transfer został zrealizowany bardzo późno, przez co Polski napastnik opuścił cały okres przygotowawczy do sezonu, a dodatkowo zmagał się z kontuzją.
Na boiskach ligowych zameldował się dopiero 22 listopada, w meczu przeciwko Fortunie Düsseldorf. Szybko jednak zaskarbił sobie sympatię trenera Petrika Sandera. Już tydzień później rozegrał pełne spotkanie z FC Nürnberg, w którym zdobył dwie bramki. Z kolei trzy dni później wystąpił w meczu pucharowym przeciwko RB Leipzg, spędzając na boisku 64 minuty.

Statystyki polskiego napastnika w Niemczech robią ogromne wrażenie. Mimo opuszczenia dwunastu kolejek Żukowski jest obecnie liderem klasyfikacji strzelców ligi, z aż siedemnastoma trafieniami na koncie. Wyprzedza Noela Futeku z Greuther Furth o jedno trafienie oraz Benjamina Källmana, znanego z występów w Ekstraklasie, o trzy gole.
Napastnik może liczyć na pełne zaufanie trenera Sandersa, który regularnie stawia na niego w wyjściowym składzie. Od pierwszego występu w barwach Magdeburga, nie opuścił żadnego spotkania. Co więcej, jest stałym wykonawcą rzutów karnych i jak dotąd pozostaje bezbłędny, wykorzystując wszystkie „jedenastki”.
Transfer do Bundesligi?
Mimo niesamowitej dyspozycji Żukowskiego, Magdeburg radzi sobie wyjątkowo słabo. Zamiast walczyć o awans jak w zeszłym sezonie, w tym prezentują się co najwyżej kiepsko, zajmując aktualnie 16. miejsce, oznaczające baraże o utrzymanie w lidze. Mimo niesamowitych liczb Żukowskiego, główną bolączką Magdeburga w tym sezonie jest obrona. Stracili oni aż 56 bramek w zaledwie 31 spotkaniach, będąc w tej statystyce trzecią najgorszą drużyną w lidze.
Mimo dramatycznej sytuacji Magdeburga, sam Żukowski raczej nie musi obawiać się gry w trzeciej lidze niemieckiej. Mimo, że różnica pomiędzy dwoma najwyższymi klasami rozgrywkowymi w Niemczech jest ogromna, to Polak w najbliższym oknie transferowym prawdopodobnie będzie mógł przebierać w ofertach. Po tak genialnym sezonie naturalnym krokiem wydaje się być awans wyżej, a media od paru tygodni wróżą mu transfer do Bundesligi.
Lekarstwo na problemy w ataku?
Żukowski swoimi dotychczasowymi występami zdecydowanie zapracował na powołanie do reprezentacji Polski. Okazja ku temu przydarzy się już w czerwcu kiedy to Polska podejmie na stadionie Narodowym Nigerię, w ramach spotkania towarzyskiego. Będzie to idealna okazja na debiut dla 24-latka, który niewykluczone, że od przyszłego sezonu będzie pełnił kluczową rolę w reprezentacji.
Nieznana jest aktualnie przyszłość Roberta Lewandowskiego, jednak bez względu na decyzję kapitana, Jan Urban będzie musiał zerkać w kierunku przyszłościowej opcji, którą bez dwóch zdań jest Mateusz Żukowski. Karol Świderski w styczniu będzie miał już 30 lat, Krzysztof Piątek tę barierę przekroczył w ubiegłym roku, zaś Adam Buksa osiągnie ją w lipcu. Na horyzoncie poza Ekstraklasą próżno szukać młodych, bramkostrzelnych polskich napastników, dlatego Jan Urban będzie musiał rozważyć wybór Mateusza Żukowskiego. Czy poradzi on sobie w reprezentacji? Przekonamy się o tym w najbliższych miesiącach.
