Tajemniczy czas powołań. Kto idealnym partnerem Lewandowskiego?
Reprezentacja Polski zbliża się do decydujących baraży o mundial w 2026 roku. Jan Urban stoi przed arcytrudnym zadaniem skompletowania optymalnej kadry. Kluczowym dylematem pozostaje ostateczna obsada ataku. Kto u boku kapitana zagwarantuje nam bilety do Ameryki Północnej? Idealny partner Lewandowskiego wciąż jest gorączkowo poszukiwany przez sztab szkoleniowy.
Wybór odpowiedniej „dziewiątki” to dzisiaj temat numer jeden każdej dyskusji taktycznej w kraju. Robert Lewandowski to bezdyskusyjny lider naszej reprezentacji. Choć w stolicy Katalonii coraz częściej wchodzi z ławki, wciąż gwarantuje wysoką jakość. W marcu zagramy z Albanią o być albo nie być. To starcie z kategorii najwyższego ryzyka. Selekcjoner potrzebuje gracza, który skutecznie odciąży kapitana i wykorzysta wolne przestrzenie zostawiane przez rywala. Kto zatem sprawdzi się w tej niewdzięcznej roli? Idealny partner Lewandowskiego musi udanie połączyć międzynarodowe doświadczenie z aktualną dyspozycją.
Patrząc analitycznie na grę kadry, potrzebujemy profilu gracza potrafiącego odnaleźć się w półprzestrzeniach. Nasz kapitan skupia na sobie uwagę dwóch, a czasem nawet trzech obrońców. To stwarza ogromne luki na wysokości pola karnego. Zadaniem drugiego napastnika nie jest dublowanie pozycji gwiazdy Barcelony. To musi być zawodnik stale rotujący, szukający gry bez piłki i oferujący cenne kluczowe podania w tercji ofensywnej.
Stara gwardia bez formy
Tradycyjne wybory selekcjonera budzą dziś ogromne wątpliwości wśród analityków. Krzysztof Piątek i Adam Buksa w ostatnim czasie stanowili istotne punkty naszego ataku. Dziś ich dyspozycja boiskowa jest bardzo daleka od optymalnej. Piątek na katarskich boiskach w barwach Al-Duhail wyraźnie zgasł po dość optymistycznym początku. Notuje dramatyczne wręcz zjazdy formy. Brak gola w lidze od października to brutalna weryfikacja jego przydatności. Jego wskaźnik xG drastycznie spadł. Zawodnik ten bardzo rzadko wchodzi obecnie w kluczowe strefy poruszania się pod bramką rywala.

Adam Buksa z kolei dopiero wraca do powolnego rytmu meczowego we włoskim Udinese. Końcówka 2025 roku to dla niego wycieńczające zmagania z uciążliwą kontuzją łydki. Trener Kosta Runjaić bardzo ostrożnie dawkuje mu minuty. Trudno oczekiwać, że zawodnik bez pełnego gazu pociągnie zespół w tak ważnym momencie eliminacji. Zdecydowanie pewniejszym punktem w tej talii wydaje się na szczęście Karol Świderski. Zawodnik greckiego Panathinaikosu doskonale potrafi współpracować z liderem na małej przestrzeni.
Cechuje go doskonałe, intuicyjne rozumienie gry bez piłki. Regularnie notuje podania otwierające wolne korytarze swoim partnerom. Choć Grecy rzucali mu kłody pod nogi na początku rundy, problemy zdrowotne w zespole zmusiły trenera do przywrócenia Polaka do pierwszego składu. Odzyskany rytm meczowy „Świdra” to nasza potężna wartość dodana.
Powiew świeżości z Niemiec
Prawdziwą sensacją ostatnich tygodni w polskich mediach jest Mateusz Żukowski. Były uniwersalny żołnierz z Ekstraklasy odnalazł prawdziwe powołanie na zapleczu Bundesligi. Przenosiny do FC Magdeburg okazały się dla niego sportowym strzałem w dziesiątkę. Dziewięć goli w zaledwie jedenastu meczach to wynik imponujący. Żukowski wreszcie gra na boisku jako nominalna, wysunięta „dziewiątka”. Cechuje go niesamowita dynamika oraz bardzo potężne uderzenie z dystansu.

Analitycy słusznie zwracają uwagę na jego mordercze zaangażowanie w pressingu z przodu. To gracz mocno nieprzewidywalny taktycznie. Może stanowić genialną alternatywę w wymagających drugich połowach barażowych starć. Wprowadzenie tak wybieganego napastnika mogłoby kompletnie zdezorientować zmęczonych defensorów Albanii. Zawodnik ten generuje bardzo dużo progresywnych biegów z piłką, co mocno rozciąga szyki obronne oponenta. Warto na marginesie dodać, że w sztabie kadry figuruje Jacek Magiera. Trener ten doskonale zna możliwości Żukowskiego z czasów ich wspólnej pracy w Śląsku Wrocław.
Ekstraklasa znowu ma głos
Polska liga przez bardzo długi czas czekała na bramkostrzelnych, rodzimych snajperów. W obecnym sezonie boiskowa sytuacja wygląda pod tym względem wręcz fenomenalnie. Karol Czubak z Motoru Lublin oraz Sebastian Bergier z Widzewa Łódź idą łeb w łeb w klasyfikacji strzelców na naszym podwórku. Ich surowe liczby budzą ogromny szacunek w środowisku. Styl gry obu panów na murawie różni się jednak diametralnie.

Kto z tej bramkostrzelnej dwójki lepiej wkomponuje się w autorską wizję trenera Urbana? Analizując zebrane dane taktyczne, to gracz łódzkiego klubu ma znacznie większe szanse na debiut. Bergier strzelał ważne gole w ośmiu z ostatnich dziewięciu spotkań Widzewa. Jego profil ruchowy idealnie pasuje do nowoczesnej gry na dwóch napastników. Świetnie czuje się w gęstym tłoku pola karnego. Ma też niezwykle wysoki współczynnik xG i potrafi szybko wymienić piłkę w strefie obronnej rywala.

Brak poważnego doświadczenia międzynarodowego to niestety jego główny mankament. W starciu o tak kolosalną stawkę selekcjoner reprezentacji często woli postawić na sprawdzone, chłodne rozwiązania. Ignorowanie najlepszego polskiego snajpera w lidze byłoby jednak sporym błędem. Opcji do ataku z pewnością dzisiaj nie brakuje. Ostateczna decyzja sztabu bezpowrotnie zaważy na losach naszego ewentualnego awansu.
