Słodko-gorzkie zwycięstwo Jagielloni. Duma Podlasia w pięknym stylu żegna się z Ligą Konferencji
Bilans polsko-włoskich starć w europejskich pucharach od lat nie jest dla nas korzystny. Podczas wcześniejszych 68 konfrontacji polskie zespoły odniosły zaledwie… dziewięć zwycięstw, a 16 spotkań zakończyło się remisem. Jagiellonia – podobnie jak w 2023 roku Lech Poznań – nie zdołała wyeliminować drużyny z Florencji.
Pierwszy mecz: lekcja futbolu od podopiecznych Paolo Vanoliego
Spotkanie w Białymstoku zakończyło się wyraźnym, trzybramkowym zwycięstwem gości. Już od pierwszego gwizdka arbitra widoczna była różnica w tempie operowania piłką. Fiorentina, wierna swojej filozofii budowania akcji od tyłu, cierpliwie konstruowała ataki, rozciągając defensywę podopiecznych Adriana Siemieńca. Jagiellonia natomiast próbowała odpowiedzieć agresywnym pressingiem i odwagą w pojedynkach, nie cofając się głęboko we własne pole karne.

Niestety… druga połowa, okazała się być kompletnym przeciwieństwem pierwszej odsłony gry. Goście z Florencji przejęli inicjatywę, a bramki wisiały w powietrzu. W 53. minucie wynik strzałem głową otworzył Luka Ranieri. Dwanaście minut później prowadzenie podwyższył Rolando Mandragora – skutecznie egzekwując rzut wolny – a gwoźdź do trumny Jagielloni w 81. minucie wbił Roberto Picolli, który wykorzystał rzut karny. Białostoczanie popełnili wiele prostych błędów, nie wykorzystując przy tym swoich dogodnych sytuacji. Fiorentina okazała się być zdecydowanie skuteczniejsza i konkretniejsza, co zaowocowało zasłużonym zwycięstwem.
Rewanż: wieczór, który Białostoczanie zapamiętają na długo
Rewanż we Florencji miał być tylko formalnością dla gospodarzy. Zamienił się jednak w mecz, który pokazał siłę i ambicje Jagiellonii. Zespół Adriana Siemieńca od pierwszych minut ruszył do ataku. W 23. minucie efektowna akcja Afimico Pululu z Bartoszem Mazurkiem przyniosła pierwszego gola – 19-latek wykończył składną wymianę podań i tchnął w drużynę wiarę. W 48. minucie Mazurek uderzył ponownie, a piłka po rykoszecie wpadła do siatki, wprawiając stadion w osłupienie…

Zespół prowadzony przez Paolo Vanoliego był wyraźnie zaskoczony obrotem spraw. W przerwie do bramki wszedł David de Gea, lecz nawet doświadczenie renomowanego bramkarza nie zatrzymało rozpędzonej Jagiellonii. W 49. minucie Norbert Wojtuszek przejął piłkę i wyprowadził kontratak. Znakomitą asystę zanotował Pululu, a Mazurek skompletował hat-tricka, który wyrównał wynik dwumeczu. Duma Podlasia nie wycofała się po trzecim trafieniu i szukała czwartego gola, jednocześnie skutecznie odpierając ataki rywali. Mimo wielu ataków z obu stron, 90 minut nie wystarczyło do rozstrzygnięcia losów dwumeczu.
Dogrywka pełna emocji
W dodatkowym czasie gry inicjatywę zaczęli przejmować miejscowi. Niejednokrotnie Sławomira Abramowicza zaskoczyć próbowali Moise Kean oraz Cher Ndour, jednak ich próby nie były wystarczająco dobre. Przełom nastąpił na początku drugiej części dogrywki – po panicznej interwencji golkipera Jagielloni piłkę do bramki skierował Nicolo Fagioli. W 114. minucie, po bardzo dużym zamieszaniu w polu karnym, futbolówkę do własnej siatki wpakował Taras Romanczuk. Jagiellonia nie zamierzała się jednak poddać. Cztery minuty później Jesus Imaz oddał strzał z dystansu, który po fatalnym błędzie bramkarza Fiorentiny znalazł drogę do bramki. Ostatecznie spotkanie zwieńczyło się wynikiem 2:4.
Podsumowanie
Pomimo spektakularnego zwycięstwa, Jagiellonia zakończyła swój udział w tegorocznej edycji Ligi Konferencji Europy. Zespół z Białegostoku pokazał jednak , że potrafi podnieść się po bolesnej porażce i postawić renomowanego rywala pod ścianą.
