Ośmiu gra dalej, trzech jedzie do domu — podsumowanie występów Polaków w Lidze Europy
W czwartek 29 stycznia zakończyła się faza ligowa Ligi Europy 2025/2026. Po ośmiu kolejkach poznaliśmy drużyny, które awansowały bezpośrednio do 1/8 finału oraz zespoły, które powalczą w play-offach. Z turniejem pożegnało się też 12 klubów. W każdej tej grupie znajduje się przynajmniej jeden polski piłkarz. Kto zaliczył udany okres w tym sezonie tych europejskich rozgrywek, a który może już o turnieju zapomnieć? Pokrótce przyjrzyjmy się naszym rodakom.
Znakomity czas Mattiego Casha
Prawy obrońca z pewnością jest jednym z najlepszych bocznych defensorów Premier League, dla którego aktualny sezon może być najlepszym w karierze. W tegorocznej Lidze Europy rozegrał 6 spotkań, jednak jego rola była bardziej epizodyczna aniżeli na krajowym podwórku. Reprezentant Polski rozpoczął tylko 4 mecze w wyjściowej jedenastce, ale praktycznie za każdym razem w znaczący sposób zmieniał perspektywę gry.
Dlaczego Cash jest kluczowym ogniwem w układance Unaia Emery’ego? W ostatnim meczu przeciwko austriackiemu Salzburgowi zaliczył doskonałą asystę po wejściu z ławki na boisko. Podanie było ważne, ponieważ oprócz zapewnienia zwycięstwa, dało Aston Villi drugie miejsce w tabeli fazy ligowej. Poza jednym nieudanym spotkaniu z FC Basel, Cash za każdym razem dawał powody do zadowolenia.

Polskie trio z Porto z awansem
Co prawda Oskar Pietuszewski nie mógł być zgłoszony do rozgrywek Ligi Europy do zakończenia fazy ligowej, jednak możemy się spodziewać, iż 17-latka zobaczymy już w marcowych meczach fazy pucharowej. Stopniowo wprowadzany przez klub poprzez pojedyncze minuty w Liga Portugal może być wystarczająco przygotowany do rozegrania debiutanckiego spotkania pucharowego dla Porto już w marcu.
Natomiast Jan Bednarek i Jakub Kiwior to już europejscy wyjadacze. Przynajmniej, biorąc pod uwagę aktualny sezon. Pierwszy opuścił jedynie 45 minut w meczu z Crveną Zvezdą. Drugi był nieco więcej rotowany — Kiwior przesiedział 2 pierwsze spotkania na ławce rezerwowych (również z serbską drużyną, a także z Utrechtem). Później było tylko lepiej.

Porto z Bednarkiem w składzie zanotowało tylko 2 czyste konta w rundzie jesiennej Ligi Europy. To tylko o 2 więcej niż z grającym Polakiem w lidze portugalskiej. Trzeba jednak wziąć na poprawkę, iż poziom przeciwników w europejskich pucharach był zdecydowanie wyższy. Bednarek był również bliski zdobycia gola w ostatnim meczu przeciwko Glasgow Rangers. Ostatecznie zaliczono go, jako bramkę samobójczą jednego z rywali. Natomiast Kiwior zanotował jedną asystę na inaugurację Ligi Europy przeciwko RB Salzburg. Jego podanie okazało się wówczas kluczowe, gdyż Porto wygrało ten mecz 1:0.
Ziółkowski bohaterem rzutem na taśmę
Były gracz Legii Warszawa zadebiutował w Lidze Europy w przegranym przez Romę meczu przeciwko Viktorii Pilzno. Wyjściowa jedenastka w tym przypadku okazała się klątwą aniżeli zbawieniem. Ziółkowski opuścił boisko już po 30 minutach — popełnił poważny błąd przy jednym z goli rywali. Trener prawdopodobnie bał się o kondycję mentalną piłkarza po takim blamażu. 20-latek dostał jednak kolejne 3 szanse w europejskich pucharach, każda z nich formowała jego pozycję w klubie.

W meczu z Celtikiem Glasgow wszedł w samej końcówce spotkania i zarobił żółtą kartkę. Kolejny bardzo przeciętny mecz, jednak trudno oceniać postawę Polaka po 11 minutach w praktycznie przesądzonym meczu (spotkanie zakończyło się wynikiem 3:0 dla Romy). Po dobrej passie w Serie A Ziółkowski wyszedł w styczniu dwukrotnie w podstawowej jedenastce swojego zespołu. Ze Stuttgartem zachował czyste konto, choć rozegrał 60 minut. Z Panathinaikosem to już inna historia — Polak zdobył w ostatnich minutach wyrównującą bramkę, która dała awans do Top 8 dla Rzymian. Poczet tymczasowych legend klubowych powiększył się o nowego członka, którym stał się Jan Ziółkowski. Aktualnie jego pozycja w kadrze Rzymian nigdy nie była pewniejsza.
Solidność w bramce gwarantowana
Łukasz Skorupski rozegrał w tegorocznej Lidze Europy 6 meczów w barwach Bolognii. Byłoby ich więcej, gdyby nie kontuzja, która nie pozwoliła mu zagrać w spotkaniach przeciwko Salzburgowi i Celcie Vigo. W pozostałych spisywał się jednak ponadprzeciętnie. O ile mecze z Maccabi Tel Aviv i Brann nie były wymagające (ci pierwsi zanotowali zaledwie jeden celny strzał, u drugich celownik był całkowicie popsuty), to realnie dzięki jego interwencjom włoska drużyna zapewniła sobie 10. miejsce w tabeli.
Skorupski wybronił remis w meczach z Freiburgiem (4/5 udanych parad) i Celtikiem (3/5) oraz zwycięstwo z FCSB (5/6). W meczu z Aston Villą przyczynił się do zmniejszenia stanu porażki w sposób najlepszy z możliwych (3/4). Po powrocie prezentuje się wątpliwie — w meczu Serie A z Genoą zanotował czerwoną kartkę, a w spotkani przeciwko Celtikowi popełnił kuriozalny błąd — jednak pomiędzy słupkami nadal gwarantuje solidność. Prawdopodobnie potrzebuje kilku meczów na ponowną adaptację, aby nie dopuszczać do kolejnych tego rodzaju pomyłek.
Kędziora po staremu
Tomasz Kędziora od 3 lat jest filarem defensywy PAOK-u Saloniki. Z Grekami świętował już mistrzostwo kraju, ale również regularną grę w europejskich pucharach. Jednak tegoroczna Liga Europy rozpoczęła się dla niego rozczarowująco. Wystartował w podstawowej jedenastce w meczu przeciwko Maccabi. W drugiej kolejce rozegrał jedynie 17 minut przeciwko Celcie Vigo. W trzeciej, przeciwko Lille, dostał czerwoną kartkę, więc następny mecz musiał oglądać z trybun.

Kolejne 4 spotkania należały do dużo bardziej udanych, a Kędziora zdobywał regularnie uznanie i przyzwoite noty za mecze z Brann, Łudogorcem, czy Betisem. W ostatniej kolejce PAOK został rozbrojony prze Olympique Lyon aż czterokrotnie. Brakowało dobrego ustawienia w defensywie i komunikacji. Drużyna Polaka wywalczyła jednak awans do fazy play-off na 17. miejscu. A Kędziora? Chyba jak zawsze: szału nie ma, ale jest solidnie.
Polski napastnik na wylocie?
Największa polska nadzieja na zdobywanie bramek w tegorocznej Lidze Europy — Karol Świderski — ma problem z regularną grą na boisku. Rafa Benitez woli stawiać na innych snajperów, choć Polak nadal jest najlepszym strzelcem swojego zespołu w tym sezonie. To zaskakujące, wziąwszy pod uwagę, iż Świderski zdobył już 4 bramki w Lidze Europy, co plasuje go na ex-aequo 3. miejscu w klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników tej edycji.

O ile jesienią był on raczej podstawowym graczem swojej drużyny, o tyle zimą rozgrywa pełne spotkania głównie w Pucharze Grecji. Ostatnio zdobył bramkę 27 listopada w meczu przeciwko Sturmowi Graz, a przecież lokalna liga wcale nie ma przerwy zimowej. Świderski zawodzi ostatnimi tygodniami, ale w dalszym ciągu jest najlepszym strzelcem Panathinaikosu również w lidze! Szkoda, że Karol ostatnio zapadł w sen zimowy, jednak tylko kwestią czasu może być moment, gdy się z niego wybudzi.
Tych Polaków już nie zobaczymy
Z Ligą Europy pożegnało się pięciu Polaków. Dlaczego taka liczba? Panathinaikos oraz Fenerbahce awansowały do dalszej rundy, jednak w ich szeregach zabraknie Bartłomieja Drągowskiego oraz Sebastiana Szymańskiego. Bramkarz wytransferowany do Widzewa Łódź był postacią drugoplanową już od początku rozgrywek. Drągowski dostał szanse w 2 meczach: przeciwko Feyenoordowi oraz ze Sturmem Graz. Zakończył zmagania Ligi Europy ze skutecznością obron na poziomie 60%. Natomiast Szymański zimą przeniósł się do Stade Rennes. W barwach Fenerbahce rozegrał jedynie 2 mecze w podstawowym składzie. Zdobył jednego gola przeciwko Dinamu Zagrzeb. Obaj konsekwentnie odstawiani przez swoich trenerów postanowili zmienić pracodawcę w tym okienku transferowym.

Inna sytuacja dotyczy trzech pozostałych Polaków. Barwy Sturmu Graz przywdziewał Filip Rózga. 19-latek rozegrał 6 meczów w tegorocznej edycji Ligi Europy, w tym 4 w podstawowym składzie (wszystkie jesienią), w których zdobył jedną asystę. Zimą dostawał jedynie kilkanaście minut na mecz, a jego drużynie zabrakło 2 punktów do awansu.
Jedyną okazją do występu w barwach Feyenoordu dla Jakuba Modera okazała się ostatnia, ósma kolejka. Pomocnik przez pół roku leczył kontuzję, po której wrócił 29 stycznia w meczu przeciwko Betisowi. Holenderska drużyna to spotkanie przegrała i ostatecznie ukończyła rozgrywki na odległym 29. miejscu. Moder dostał jedynie 22 minuty. Nie miał więc wystarczająco dużo czasu, aby się wykazać.

Najgorzej tegoroczną Ligę Europy z pewnością wspomina Ben Lederman. Jego drużyna — Maccabi Tel Aviv zajęła ostatnie miejsce w tabeli z zaledwie jednym punktem na koncie. Sam Polak pobytu w Izrealu ogółem nie może zaliczać do udanych. Gra bardzo sporadycznie z naciskiem właśnie na Ligę Europy, w której zgromadził 5 meczów — większość w podstawowym składzie. Europejskie puchary są dla niego zbawienne, gdyż w izraelskiej lidze zanotował jedynie 3 spotkania.
