Luke Lawreszuk – Sprayedout.com | https://www.sprayedout.com/shinjuku-tokyo-cityscape/

Piłkarscy emigranci #5 – Polscy piłkarze w Japonii

W kolejnej odsłonie cyklu o Polakach w egzotycznych ligach przenosimy się na wschód od Chin. O lidze japońskiej w ostatnich latach było dość głośno ze względu na karierę trenerską Macieja Skorży. Okazuje się iż, reprezentacja Polski na Dalekim Wschodzie nie ograniczyła się jedynie do szkoleniowca Urawy Red Diamonds.

Polscy prekursorzy w J League

Pierwszym Polakiem, który udał się do Japonii był Tomasz Frankowski. Ten sam który świętował wielkie triumfy z Wisłą Kraków, czy Jagiellonią Białystok. Zanim to jednak nastąpiło, w wieku 22 lat po trzyletnim okresie we francuskim Strasbourgu, jako nowego pracodawcę w 1996 roku wybrał Nagoya Grampus. Młody napastnik spędził tam kilka miesięcy, ale nie miał okazji zadebiutować w lidze japońskiej. Łącznie rozegrał 7 meczów w krajowym pucharze i strzelił jednego gola. Nagoya nie była jednak ówcześnie niszowym klubem. W tym samym czasie trenerem zespołu był Arsene Wenger, który wcześniej święcił triumfy z AS Monaco, a po przygodzie w Azji udał się do Arsenalu. Jedną z gwiazd drużyny był też Serb Dragan Stojković, który w 2001 roku zakończył karierę właśnie w Japonii. Frankowski w pewien sposób przetarł więc szlak w Kraju Kwitnącej Wiśni kolejnym Polakom.

fot. Ronnie Macdonald | CC BY 2.0

Trzy lata później krótki, półroczny epizod w barwach Gamby Osaki zaliczył Piotr Świerczewski. 27-letni wychowanek Dunajca udał się tam w ramach wypożyczenia z francuskiej Bastii. W 1999 roku miał okazję rozegrać 16 meczów dla klubu z regionu Kansai, strzelając w nich 2 gole.

Początki XXI wieku

Jednym z zaledwie dwóch piłkarzy znad Wisły, którzy reprezentowali więcej niż jeden japoński klub był Andrzej Kubica. Były młodzieżowy reprezentant Polski nie zdołał zadebiutować w seniorskiej drużynie narodowej, jednak jego klubowe CV nawet dzisiaj robi wrażenie. W 2000 roku, w wieku 28 lat zamienił izraelskie Maccabi Tel Aviv na wówczas drugoligową Urawę Red Diamonds, gdzie spędził niecały rok. Jego statystki były jednak bardzo przyzwoite — w 35 meczach strzelił 11 bramek. Między innymi dzięki jego skuteczności Urawa awansowała do najwyższej klasy rozgrywkowej, skąd nie spadła aż do dziś!

Kubica nie miał jednak okazji zadebiutować w J League. Dlaczego? 1 stycznia 2001 roku został wytransferowany do drugoligowej Oity Trinity, w której spędził równy rok. Przez ten czas uzbierał jedynie 12 meczów, ale strzelił aż 6 bramek. W 2002 roku wrócił do Izraela. W tym samym okresie Oita wywalczyła awans do japońskiej ekstraklasy.

Piotr Sowisz to nieco zapomniany gracz związany głównie z Odrą Wodzisław Śląski, jednak ma na swoim koncie jeden zagraniczny podbój. Przez cały 2001 rok reprezentował na wypożyczeniu Kyoto Sanga — drugoligowca z historycznej stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni. W J2 League uzbierał łącznie 11 meczów i strzelił 1 bramkę, a jego drużyna wywalczyła awans do J1 z pierwszego miejsca w tabeli. Można powiedzieć, że wówczas Polacy byli swoistymi talizmanami na zapleczu japońskiej ekstraklasy.

Pierwsza polska gwiazda J League

Aby odnaleźć kolejnego Polaka na japońskiej ziemi musimy przenieść się w czasie o niemal 15 lat do przodu. W 2015 roku do klubu Jubilo Iwata dołączył Krzysztof Kamiński. Aktualny golkiper Pogoni Szczecin został sprzedany w wieku 25 lat z Ruchu Chorzów za 200 tysięcy euro. I uwaga, powtarzamy schemat! Tak, klub Polaka występował w J2 League. Tak, awansowali w debiutanckim sezonie Kamińskiego do J1. Bramkarz od początku odgrywał kluczową rolę w zespole z Shizuoki. W Japonii rozegrał łącznie 154 mecze, zachowując aż 50 czystych kont! 5-letnia przygoda golkipera zakończyła się jednak dość rozczarowująco. W 2019 roku Jubilo Iwata spadła z ligi, a krótko później Kamiński wrócił do Polski.

fot. Doktor.opi | CC BY-SA 4.0 (modyfikowane)

W jednym z wywiadów z 2017 roku, bramkarz chwalił Japonię pod wieloma względami:

„Ta otoczka robi duże wrażenie, kluby są bardzo dobrze zorganizowane, zawodnicy mogą się skupić tylko i wyłącznie na graniu w piłkę”

Kamiński był również nominowany do bramkarza roku, a Jubilo Iwata była klubem, w którym rozegrał najwięcej meczów w karierze. W ślad za nim poszedł chociażby jego brat — Radosław Kamiński. Stoper rozegrał w 2015 roku 9 meczów dla trzecioligowej Fujiedy.

Dwa lata później szeregi dwóch trzecioligowych zespołów z Kraju Kwitnącej Wiśni zasilili golkiperzy: Maciej Krakowiak oraz Filip Wichman. Ten pierwszy miał okazję reprezentować FC Imbari, gdzie w latach 2017-2020 w 31 meczach zachował 8 czystych kont. Natomiast drugi w latach 2017-2018 rozegrał 9 meczów dla Yokohamy Sports & Culture Club.

Polski weteran ligi japońskiej

W 2019 roku do Vegalty Sendai dołączył Jakub Słowik. 1-krotny reprezentant Polski co prawda nie był talizmanem japońskiego klubu, ale swoim 3-letnim pobytem zasłużył na szacunek kibiców tego zespołu. Pomimo tego, Vegalta raczej szorowała po dnie tabeli, aniżeli była pretendentem do wysokich miejsc. W końcu, w sezonie 2021 spadła do J2, a krótko później Słowik przeniósł się do lokalnego rywala — FC Tokyo. Dzięki temu mógł kontynuować karierę w J1.

Fot. Krystyna Pączkowska | slaskwroclaw.pl

Pobyt w stolicy był indywidualnie równie udany. Przez 2 lata rozegrał 61 meczów i zachował 21 czystych kont. Na początku 2024 roku wrócił na półtora roku do Europy, podpisując kontrakt z tureckim Konyasporem. Latem 2025 roku wrócił na Daleki Wschód i w barwach Yokohamy FC… wywalczył awans do J1! Japońscy drugoligowcy mają po prostu szczęście do Polaków. Niestety w 2025 roku klub ponownie spadł z najwyższej klasy rozgrywkowej, ale Słowik zachował pozycję podstawowego golkipera zespołu.

Turbulencje Jakuba Świerczoka

Imiennik Słowika ostatni oficjalny mecz rozegrał ponad rok temu w barwach Śląska Wrocław, jednak wcześniej miał okazję na pokazanie się japońskiej publiczności. W lipcu 2021 roku przeszedł z Piasta Gliwice do Nagoya Grampus za 2 miliony euro! Był to wówczas drugi najdroższy transfer śląskiej drużyny w historii. W międzyczasie jego klub zdobył między innymi Puchar Japonii i awansował do ćwierćfinału Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Polski napastnik strzelił 3 gole w 2 meczach na tym turnieju oraz zaliczył 7 trafień w J1 League.

Jednak Świerczok długo nie nacieszył się sukcesami na Dalekim Wschodzie. W listopadzie 2021 roku został zdyskwalifikowany za doping. Obiecująca kariera w Japonii nagle legła w gruzach, a snajper nie rozegrał ani jednego oficjalnego meczu przez niemal półtora roku (dyskwalifikację skrócono z 4 lat). Wtedy szansę dało mu Zagłębie Lubin, ale Świerczok szybko doznał kontuzji, która wykluczyła go na kolejne 2 miesiące. Pomocną dłoń ponownie wyciągnęli Japończycy, wiedząc że napastnik do momentu dyskwalifikacji nie zawodził. Latem 2023 roku dołączył do drugoligowej Omiyi Ardija, której właścicielem jest grupa Red Bull.

fot. Adriana Ficek | slaskwroclaw.pl

W ciągu roku rozegrał zaledwie 15 meczów i strzelił 5 bramek. W międzyczasie Omiya spadła do J3, w której Świerczok rozegrał pół sezonu, a w czerwcu 2024 roku wrócił do Polski, a konkretnie do Śląska Wrocław. Z regularnej gry po powrocie do Japonii wyeliminowała go przede wszystkim kontuzja więzadeł krzyżowych. Tym samym jego druga przygoda w Kraju Kwitnącej Wiśni była zdecydowanie mniej udana od tej pierwszej…

Inne, skromne przypadki

O trzecią ligę japońską otarł się również Filip Piszczek. Napastnik Sandecji Nowy Sącz w barwach FC Imbari rozegrał 5 spotkań i zaliczył 1 asystę. Reprezentował klub w latach 2022-2024. Innym godnym uwagi zawodnikiem jest Kevin Pytlik, który jest jedynym Polakiem z pola, który aktualnie gra profesjonalnie w Japonii. Urodzony w Niemczech napastnik w zeszłym roku rozegrał 23 mecze dla trzecioligowej Sagamihary, jednak nie zdołał strzelić do tej pory żadnego gola.

Historia polskich piłkarzy w Japonii nie jest zbyt obszerna. Wydaje się, iż z wyjątkiem Jakuba Świerczoka, tylko bramkarze: Krzysztof Kamiński oraz Jakub Słowik zyskali rozpoznawalność w Kraju Kwitnącej Wiśni. Największą furorę sprawił jednak nie aktywny zawodnik, a trener — Maciej Skorża, który wraz z Urawą Red Diamonds świętował tytuł Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Jednocześnie J League nie kojarzy się z rozwojem zagranicznych piłkarzy, stąd często jest ignorowana przez europejskich, perspektywicznych graczy. Nie jest również przystankiem u schyłku kariery, gdyż zarobki odbiegają od standardów MLS czy Arabii Saudyjskiej. To w dalszym ciągu niszowa liga, która przyciąga uwagę przede wszystkim zagorzałych koneserów.

Wspieraj nas - udostępnij!

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *