fot. Stal Mielec | stalmielec.com

Nieoszlifowane diamenty Legii Warszawa

W jednym z ostatnich wywiadów Mateusz Kochalski nie krył żalu do Legii Warszawa w związku ze zmarnowaniem 2 lat jego wczesnej kariery. Nie jest on jednak jedynym przypadkiem, gdy Wojskowi nie poznali się na talencie zawodnika. Drużyna z Łazienkowskiej ma na swoim koncie naprawdę dużo udanych sprzedaży perspektywicznych graczy, ale tym razem skupmy się na niedawnych sytuacjach, gdy stołeczny klub pozbywał się diamentów za marne grosze.

Zamieszanie z Mateuszem Kochalskim

Obecny bramkarz Karabachu był jedną z wielu ofiar nieprzemyślanej polityki transferowej wobec młodzieżowców Legii. W sierpniu 2020 roku został wypożyczony do Radomiaka Radom, który wówczas grał jeszcze w 1. Lidze. To między innymi dzięki jego dobrej postawie Zieloni awansowali do Ekstraklasy w 2021 roku. Latem zakończył okres wypożyczenia z nadzieją na przedłużenie w jakikolwiek sposób umowy z Radomiakiem. Wojskowi w lipcu chcieli jednak koniecznie sprowadzić go z powrotem, pomimo iż w hierarchii drużyny plasowałby się za Arturem Borucem, Kacprem Tobiaszem i Cezarym Misztą.

fot. Stal Mielec | stalmielec.com

Stołeczny klub miesiąc później rozmyślił się w kwestii Kochalskiego, który ponownie został wypożyczony do już ekstraklasowego Radomiaka. Problem polegał na tym, iż w Radomiu zdołał się już zadomowić potencjalny konkurent — Filip Majchrowicz. Po powrocie, przez cały sezon 2021/2022 Kochalski rozegrał zaledwie 1 mecz w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Rok później Legia wytransferowała go do Stali Mielec za marne 100 tysięcy euro. Tam również miał problem, gdyż podstawowym golkiperem podkarpackiej drużyny był Bartosz Mrozek. Sezon 2022/2023 Kochalski zakończył z zaledwie jednym meczem w Pucharze Polski. Po odejściu Mrozka mógł liczyć na regularną grę i późniejszy transfer za 900 tysięcy euro do azerskiego Karabachu. Jednakże droga, jaką musiał przejść i przeszkody, jakie stawiała nieodpowiedzialna polityka Legii spowodowały, iż realna eksplozja talentu Kochalskiego zaliczyła dwuletnie opóźnienie.

Piast Gliwice niczym lombard — kupuje tanio, sprzedaje drogo

Przypadek Kochalskiego, jest jedyny w swoim rodzaju, ale niejedyny obnażający nieskuteczne kowadło w kuźni warszawskich talentów. Ciekawym przykładem są chociażby młodzi zawodnicy sprzedawani za marne grosze do innych klubów Ekstraklasy, które konsekwentnie budowały ich renomę i dziś wcale na tym nie straciły.

Ariel Mosór jest tego koronkowym przykładem. Co prawda aktualnie nie jest gwiazdą ligi, ale zysk z jego transferu pozwolił Piastowi Gliwice znacząco się wzbogacić. Mosór rozegrał 2 mecze dla stołecznego zespołu w sezonie 2019/2020, a w kolejnym reprezentował rezerwy Legii. Kontuzja na początku 2021 roku nieco pokrzyżowała jego plany rozwojowe, ale w żadnym stopniu nie usprawiedliwiało to sprzedania go do Gliwic za zaledwie 25 tysięcy euro. Na Śląsku młody Polak zyskał renomę i rozpoznawalność. Regularnie na boisku pojawiał się również w reprezentacjach młodzieżowych. W 2024 roku Piast na jego transferze do Rakowa zarobił 750 tysięcy euro!

fot. Raków Częstochowa | rakow.com

Przed przejściem do Częstochowy, Mosór dał do zrozumienia, iż zapomniał o problematycznej kwestii nieotrzymania satysfakcjonującej ilości szans w Warszawie i nie ukrywał, iż transfer do Gliwic był strzałem w dziesiątkę. Legia nie dostrzegła jego ówczesnego potencjału, co wykorzystał Piast.

Górnik beneficjentem błędu Legii

Szymon Włodarczyk zadebiutował w barwach stołecznego klubu w sezonie 2019/2020 i przez trzy lata błąkał się od jej rezerw do pierwszego zespołu. Akademia wyszkoliła i akademia oddała. Za 15 tysięcy euro do Górnika Zabrze… Tak absurdalna kwota mogła wydawać się wówczas uzasadniona. Napastnik nie imponował w barwach Wojskowych. Dodatkowo, kończył mu się kontrakt, którego Legioniści nie chcieli przedłużać. Problemem nie jest zmarnowanie talentu Włodarczyka, lecz brak zysku.

fot. gornikzabrze.pl - Bartek Perek

Polski snajper w Górniku Zabrze miał naprawdę świetny sezon. Łącznie w sezonie 2022/2023 rozegrał 30 spotkań w Ekstraklasie i strzelił 9 bramek. Od razu po rozgrywkach zgłosił się po niego Sturm Graz, do którego trafił za kwotę 2,2 miliona euro! Ten sam zawodnik, który nie miał przyszłości w Legii odnalazł się na Śląsku i odszedł do znanej marki za niemałą kwotę. Dlaczego Legia nie potrafiła wycisnąć z niego więcej i nieco później sprzedać za podobne pieniądze? To już wielka niewiadoma…

Stare dzieje

Jest wielu innych młodych piłkarzy, którzy zostali odrzuceni przez stołeczny zespół, po czym zostali wytransferowani z innego polskiego klubu za duże pieniądze. Daleko nie trzeba szukać. Robert Lewandowski jako zawodnik rezerw Legii trafił za darmo w 2006 roku do Znicza Pruszków, gdzie rozkręcił się na tyle, aby zasłużyć na późniejszy transfer do Lecha Poznań. Dla Wojskowych miał być zbyt wątły i kontuzjogenny. Resztę historii znamy bardzo dobrze.

Podobne przypadek dotyczył Kamila Grosickiego, który pokazał potencjał dopiero w Jagielloni Białystok, do której został sprzedany za 100 tysięcy euro. Powodem rezygnacji ze skrzydłowego miały być problemy z hazardem, jednak jak widać nie przeszkodziły mu w podbiciu serc kibiców reprezentacji oraz licznych zagranicznych i polskich klubów. W 2011 roku Jagiellonia zarobiła na nim 900 tysięcy euro. Był to wówczas rekord transferowy podlaskiej drużyny.

fot. Marcin Kądziołka

W młodzieżowej Legii jedne z pierwszych kroków stawiał też Wojciech Szczęsny. Stołeczny klub postanowił wytransferować go w wieku 15 lat do Arsenalu za 50 tysięcy euro. Tam stopniowo budował swoją, obfitującą w sukcesy karierę. O ile opłaciło się to samemu bramkarzowi, o tyle Legia ma prawo żałować, że nie postawiła na jego dłuższy rozwój w Warszawie.

Nowsza historia to przykład chociażby Sebastiana Walukiewicza, który został sprzedany z Legii do Pogoni Szczecin za 15 tysięcy euro. 2 lata później dołączył do włoskiego Cagilari za 3,5 miliona!

Stołeczne sito

Jakub Adkonis, Mateusz Szczepaniak, Oliwier Olewiński, Marcel Mendes-Dudziński, Wojciech Banasik, czy Igor Strzałek. To młodzi polscy zawodnicy, przebywający aktualnie na wypożyczeniach w 1. i 2. Lidze. Większość z nich ma wrócić do Legii latem 2026 roku. Co się z nimi stanie? Czy podzielą los wyżej wymienionych przypadków? Przecież niektórzy z nich pokazywali już potencjał w seniorskiej drużynie Wojskowych. Należy uważnie przyglądać się tym graczom, bo kto wie — może są przyszłością reprezentacji Polski. Zapewne lipiec i sierpień będą dla nich kluczowe w kontekście rozwoju kariery.

Co zrobi z nimi Legia? Ponownie wypożyczy? Zamrozi w rezerwach? Odda za bezcen? A może postawi na skuteczniejszy rozwój ze znacznie większym zyskiem, nie rozdając utalentowanych zawodników ligowym rywalom. Przykłady w tym artykule są skrajne, a Wojskowi niejednokrotnie pokazywali, iż potrafią sprzedawać młodych zawodników. Radosław Majecki, Jan Ziółkowski, Maxi Oyedele, Sebastian Szymański, czy Maik Nawrocki to piłkarze, którzy opuścili Legię za ponad 5 milionów euro. Stołeczny klub potrafi wytransferowywać perspektywicznych graczy, dlaczego więc w przypadku wymienionych wcześniej nie wszystko zagrało? Jak to mówią, raz na wozie raz pod wozem, nie każdy jest nieomylny.

Wspieraj nas - udostępnij!

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *