Zjazdy 2025 roku, czyli piłkarskie rozczarowania w Polsce
Rok 2025 w polskiej piłce był całkiem udany na arenie klubowej i reprezentacyjnej. Zdarzały się pojedyncze sukcesy, jak ćwierćfinały Ligi Konferencji z udziałem Legii Warszawa i Jagiellonii Białystok. Ponadto, awans aż czterech polskich klubów do fazy grupowej tychże rozgrywek sezon później. Drużyna narodowa spisywała się w kratkę z pozytywnym naciskiem na jesień i skrajnie negatywnym na wiosnę. W tym rankingu przytoczymy piłkarzy, dla których miniony rok nie zawsze był tragiczny, ale zdecydowanie gorszy od potencjału pokazywanego przez nich w latach ubiegłych. Niektóre z tych zjazdów są niczym zjeżdżalnia na placu zabaw, na której szczyt naprawdę łatwo powrócić. Inne pikowały w dół niczym do studni, z której wyjście okupione jest serią prób, błędów i ciężkiej pracy. Zapraszamy do lektury!
Wyróżnienie – Sebastian Szymański
Tylko wyróżnienie, bo i zjazd nie za stromy. Sebastian Szymański na wylocie z Fenerbahce to tylko częściowo pokłosie niewystarczająco dobrej dyspozycji, ale również skutek zmiany koncepcji trenera tureckiego zespołu. Reprezentant Polski miał naprawdę znakomity sezon 2023/2024 oraz przyzwoity 2024/2025. Jose Mourinho konsekwentnie stawiał na byłego gracza Legii, jednak sytuacja zmieniła się we wrześniu po przyjściu nowego szkoleniowca.

Domenico Tedesco woli inne alternatywy. Konkurencja w składzie wicemistrza Turcji była na tyle silna, iż Szymański często nie był brany pod uwagę jako drugi albo trzeci wybór do środka pola. Nowy trener oparł również drużynę na rodzimych graczach, a dodatkowo przy osobistościach takich jak Marco Asensio, Fred, Talisca, czy Edson Alvarez realnie było coraz ciężej o wyjściową jedenastkę. Ostatni raz w Super Lig Szymański wyszedł w podstawowym składzie 5 października! Tym sposobem Polak może spisać rundę jesienną na straty i spróbować odbudować się we francuskim Rennes.
Wyróżnienie – Nicola Zalewski
Drugie wyróżnienie również ląduje w ręce reprezentanta, który w 2025 roku nie dostawał wystarczająco dużo czasu w klubie, choć w ostatnich tygodniach notuje zwyżkę formy. Mowa o Nicoli Zalewskim, który zaliczył pobyt w dwóch zespołach w tym roku. Z braku perspektyw na grę w podstawowym składzie Interu postanowił udać się do Bergamo. Atalanta wyłożyła na Polaka 17 milionów euro, a Zalewski miał stać się konkurentem do gry w wyjściowej jedenastce.

Obiecujące początki i… kontuzja, która wykluczyła go na niemal miesiąc gry na przełomie września i października. Pod jego nieobecność zaskakująco dobrze w reprezentacji spisywał się Michał Skóraś, a po powrocie do klubu Zalewski miał problem — coraz częściej zaczął wchodzić tylko z ławki. Rotacje w kadrze i Ademola Lookman jako priorytet na jego pozycji miały wpływ na mniej regularne występy. Nigeryjczyk udał się w połowie grudnia na Puchar Narodów Afryki, dzięki czemu Polak zaczyna dostawać szanse w pierwszym składzie i pokazuje się z coraz lepszej strony, chociażby często notując asysty. Rok 2026 zapowiada się więc znacząco lepiej.
10. Filip Szymczak
Właściwe odliczanie rozpoczynamy od gracza mniej istotnego w kontekście piłki reprezentacyjnej, jednak na tyle perspektywicznego, że tak nieudany rok jak miniony można uznać za całkowitą klęskę. Filip Szymczak z nastoletniego talentu stał się w mgnieniu oka 23-latkiem, który przesiaduje pełne spotkania na ławce w średniaku ligi belgijskiej. Przygoda Szymczaka w Lechu Poznań zakończyła się już na początku roku, gdy udał się na wypożyczenie do GKS-u Katowice. Tam grywał stosunkowo regularnie jako zmiennik Sebastiana Bergiera. Skończył rundę wiosenną z trzema golami na koncie, a w czerwcu po zakończeniu kontraktu wrócił do Poznania.

Kolejorz starał się na niego stawiać w początkowych meczach sezonu 2025/2026, jednak ostatecznie pozbył się Szymczaka we wrześniu, wypożyczając go do belgijskiego Charleroi. Od momentu przeprowadzki kariera zaczęła gwałtownie pikować w dół. Szymczak nie zdobył ani jednego gola w barwach nowego zespołu. Mało tego, w ciągu sezonu zaliczył ledwie około 200 minut. Ostatnie mecze to nieustanne przesiadywanie jako rezerwowy, a nawet całkowite pomijanie na zgrupowaniach. Wypożyczenie kończy się dopiero w czerwcu, jednak z pewnością władze Charleroi chciałyby je skrócić. Ale nawet jeśli Lech przystanie na ten warunek, to czy da mu jeszcze jedną szansę?
9. Dominik Marczuk
Dominik Marczuk zniknął z polskich radarów mniej lub bardziej jeszcze w 2024 roku, jednak notował pojedyncze występy zarówno w młodzieżowej, jak i seniorskiej reprezentacji jeszcze w roku ubiegłym. Transfer do Realu Salt Lake sprawił jednak, iż opinia publiczna nieco mniej intensywnie obserwowała jego karierę. Bo i nie było wielu powodów, aby śledzić ją z większym zainteresowaniem. Marczuk w MLS miał okresy lepsze i gorsze, jednak 2025 roku raczej należy do tych drugich.
Z biegiem miesięcy Polak tracił swoją klubową renomę, schodząc na dalszy plan w projekcie drużyny ze stanu Utah. Jego drużyna również nie spisywała się znakomicie, ale Marczuk zakończył pierwszą połowę sezonu 2025 z dorobkiem 1 gola i 2 asyst. Przy tak ofensywnie usposobionej charakterystyce zawodnika można stwierdzić, iż są to liczby rozczarowujące. Latem udał się na wypożyczenie do Cincinnati, w którym grał jeszcze rzadziej, a dostając szanse spisywał się po prostu nijako. Teraz, rozpocznie sezon 2026 w MLS ponownie w barwach Realu Salt Lake. Pytanie, czy odbuduje formę i dostanie kredyt zaufania na rozgrywanie więcej minut, a może ponownie uda się na wypożyczenie? Niewykluczone, że do Ekstraklasy…
8. Mateusz Musiałowski
Gdzie jest polski Messi? Na Cyprze! Nawet nie na boisku, lecz przed telewizorem albo na ławce rezerwowych. Tak wygląda rzeczywistość Mateusza Musiałowskiego w ciągu ostatnich miesięcy. 22-latek określany jeszcze kilka lat temu jednym z największych polskich talentów w historii ma problem z grą w Omonii Nikozja. Problem to za mało powiedziane, bowiem Polak rozegrał całe 3 oficjalne mecze w tym sezonie. Nieco lepiej wyglądała sytuacja na początku 2025 roku, gdy wchodził regularnie z ławki… na 3 minuty, 7 minut, 1 minutę… Teraz, były zawodnik młodzieżówki Liverpoolu ma problem ze znalezieniem się nawet na liście rezerwowej.
Malutkim promyczkiem nadziei był jego gol przeciwko Araz w eliminacjach do Ligi Konferencji. Nie zmienia to faktu, iż Musiałowski musi czym prędzej szukać nowego pracodawcy. Z wielu pogłosek wynika, iż zainteresowanie wykazuje węgierski klub Kisvarda FC. A może któryś z polskich klubów pomoże młodzieżowcowi w odnalezieniu ukrytego talentu i dyspozycji? Chętnych niewielu.
7. Bartłomiej Drągowski
Bartłomiej Drągowski ma za sobą ciężki rok. Przede wszystkim dlatego, iż stracił pozycję podstawowego golkipera swojego zespołu. Ba, możliwe że aktualnie nie byłby drugim wyborem w Panathinaikosie. Ostatni transfer do Widzewa Łódź ma odbudować jego karierę po nieudanej rundzie jesiennej w Grecji. W zasadzie jak do tego doszło? Drągowski sezon 2024/2025 rozegrał naprawdę dobry ze skutecznością interwencji na poziomie 77% w lidze. Zachował również 15 czystych kont we wszystkich rozgrywkach. Ponadto, w tym sezonie w eliminacjach do Ligi Europy spisywał się naprawdę znakomicie ze skutecznością 81%. Co poszło nie tak?

Okazało się, że formę odzyskał rywal na bramce — Alban Lafont. Iworyjczyk wrócił do swojej świetnej dyspozycji, którą prezentował chociażby w Nantes. Ponadto, trener Ateńczyków zaczął dawać szansę rodakowi Kostasowi Kotsarisowi, który pod koniec roku stał się drugim wyborem szkoleniowca Koniczynek. Na początku 2026 roku szeregi zespołu zasilił Argentyńczyk Chaves z lokalnego rywala — Panetolikosu. W tej sytuacji Drągowski wydawał się po prostu zbędnym ogniwem, choć w dalszym ciągu jest bramkarzem Panathinaikosu z największą liczbą występów. Z tygodnia na tydzień notował jednak coraz mniej minut. Transfer do Widzewa ma za zadanie przywrócić rytm meczowy i zapewnić mu stabilność.
6. Przemysław Frankowski
Wyborem nieoczywistym choć uzasadnionym okazuje się Przemysław Frankowski. Reprezentant Polski ma problem z dobrą dyspozycją, odkąd w lutym 2025 roku opuścił Lens. Początkowo wypożyczenie do Galatasaray dawało nadzieję na jeszcze większy awans sportowy. W końcu Frankowski był gwiazdą we francuskiej drużynie przez kilka lat. W barwach mistrza Turcji stał się z automatu podstawowym zawodnikiem, co dawało mu również wyjściową jedenastkę w reprezentacji Polski. Nie był najwyżej ocenianym graczem, lecz cechowała go solidność na boku i regularne podłączanie się do akcji ofensywnych wraz z umiejętnością gry obronnej. Galatasaray postanowiło go kupić i… niemal natychmiast wypożyczyło do Rennes. Najprawdopodobniej spowodowane to było limitem obcokrajowców w tureckiej lidze, jednak i to pozwala wątpić w przydatność Frankowskiego zespołowi Okana Buruka.

We Francji jest podstawowym graczem swojego zespołu z tymi samymi wadami i zaletami co w Turcji. W jego przypadku problem polega jednak nie na rozgrywkach klubowych, a tych reprezentacyjnych. Frankowski z pewniaka do wyjściowej jedenastki z czasem stał się zmiennikiem, który za kadencji Jana Urbana spędził zaledwie 46 minut. Jesienią niejednokrotnie walczył z kontuzjami, ale nie usprawiedliwiało to w żaden sposób jego rozczarowującej dyspozycji na boisku. Powoływanie Frankowskiego przez ostatnie kilka miesięcy jest podawane w wątpliwość, ponieważ 30-latek ma mocną konkurencję na swojej pozycji, która nie daje miejsca zawodnikowi ze słabym okresem w kadrze.
5. Bartosz Kapustka
Bartosz Kapustka czyli niezapomniane objawienie Euro 2016, które tendencyjnie zaliczało nieudane przygody w kolejnych klubach. Pobyty w Leicester, Freiburgu oraz Leuven kończyły się dość szybko. Zawodnik odbudował jednak dobrą dyspozycję w 2020 roku w barwach Legii Warszawa. Kapustka z biegiem czasu stał się nawet kapitanem stołecznej drużyny, będąc czołową postacią w wygranej walce o mistrzostwo Polski w 2021 roku. W rundzie jesiennej aktualnego sezonu coś się jednak popsuło…

Z trzonu drużyny, o którego opierano podstawową jedenastkę Legii stawał się coraz częściej zmiennikiem, ustępując miejsca innym graczom. Liczna konkurencja w środku pola Legii sprawiła, iż trener Inaki Astiz zmienił priorytety w zespole. Zarówno Goncalo Feio, Kosta Runjajić, a nawet Edward Iordanescu dawali Kapustce zdecydowanie więcej czasu na boisku. Nadzieja przyszła z nadejściem Marka Papszuna, jednak ten wydaje się niezainteresowany przetrzymywaniem Polaka w składzie i najprawdopodobniej zawodnik opuści szeregi Legii, jeśli nie zimą to latem 2026 roku. Przyczyną dla której reprezentant Polski nie jest priorytetowym wyborem jest przede wszystkim małe zaangażowanie na boisku. W poprzednich sezonach Kapustkę broniły liczby. W tym spisuje się kompletnie przeciętnie.
4. Mateusz Bogusz
Rewelacja 2024 roku w barwach Los Angeles FC, której wieszczono przyszłość w silnych klubach europejskich postanowiła w styczniu 2025 przenieść się do Meksyku. Cruz Azul to w końcu uznana marka, która jest aktualnym zwycięzcą północnoamerykańskiej Ligi Mistrzów. Mateusz Bogusz sprawiał wrażenie elementu układanki, który nie do końca pasował władzom meksykańskiej drużyny. Został on przede wszystkim cofnięty ze skrajnie ofensywnej pozycji do nieco wycofanej formacji jako środkowy pomocnik. To poskutkowało brakiem skuteczności, co przecież cechowało go w meczach drużyny z Miasta Aniołów. W Meksyku Bogusz miał problem z odnalezieniem się w tak dynamicznej lidze, której brakuje wszechobecnego luzu z MLS.

Wisienką na torcie niezadowolenia ze swojego pracodawcy okazała się ostatnia absencja, gdy Polak kilka razy z rzędu nie pojawiał się na treningach swojej drużyny. Niejako sugerowałoby to chęć zmiany klubu, jednak w dość niehonorowy sposób. Ostatecznie, Bogusz najprawdopodobniej zostanie pozyskany przez Houston Dynamo. Z pewnością Polak chciałby wrócić do ligi, w której święcił największe triumfy indywidualne. Wydaje się, iż Cruz Azul wyczerpało Polakowi baterie, a transfer do USA jest znakomitą okazją na ich naładowanie.
3. Maxi Oyedele
W 2024 roku głośno było o zawodniku, który zaliczał pojedyncze występy dla młodzieżowych drużyn Manchesteru United. Maxi Oyedele swoim talentem zainteresował przede wszystkim włodarzy Legii Warszawa, którzy postanowili zainwestować w tego obiecującego nastolatka. Maxi pograł trochę w pierwszym zespole Wojskowych, a nawet zadebiutował w seniorskiej reprezentacji Polski, jednak zachwycał tylko i wyłącznie w pojedynczych meczach. Wystarczyło to na sześciomilionowy transfer do Strasbourga, a więc czołówki Ligue 1.

Niestety, Oyedele zaliczył zaledwie jedno oficjalne spotkanie w barwach francuskiej drużyny. We wrześniu 2025 roku nabawił się kontuzji, która wykluczyła go do dziś. Jednak zanim do tego doszło dostał jedyną szansę w meczu eliminacji Ligi Konferencji przeciwko duńskiemu Brondby. Poza tym, zarówno w niektórych przedsezonowych sparingach, jak i w Ligue 1 okupował ławkę rezerwowych, nawet nie wąchając murawy. Po powrocie do gry z pewnością uda się na wypożyczenie do słabszego klubu. Strasbourg ma aktualnie na tyle silną i konkurencyjną kadrę, iż wszelkie eksperymenty personalne z udziałem Polaka wydają się absolutnie zbędne w obliczu dobrej passy zespołu z Alzacji.
2. Kacper Urbański
Kolejny stołeczny wątek i kolejny niewypał. Kacper Urbański już w poprzednim sezonie błyszczał jedynie w meczach seniorskiej reprezentacji, kiedy obwieszczany był pewnym punktem w drużynie Michała Probierza. Podobało się przede wszystkim zaangażowanie tego młodego chłopaka w grę ofensywną, ale również bardzo dobre umiejętności techniczne. We Włoszech nie było jednak tak kolorowo. Urbański udał się na wypożyczenie z Bolognii do Monzy, w której praktycznie nie grał. A przecież była to jedna z najgorszych drużyn Serie A, całkowicie odstająca od reszty stawki. W okresie od 8 marca do 14 września 2025 roku rozegrał nieco ponad 80 minut. Zmarnowany talent, który pragnęła naprawić Legia Warszawa.

Początkowo w barwach Wojskowych Urbański pokazywał drzemiący w nim potencjał. Miał błysk, którego nie powstydziłyby się największe gwiazdy Ekstraklasy. Z czasem jednak w raz ze słabą formą warszawskiego klubu zaczęły się również problemy Polaka. Częste straty piłki, nieodpowiedzialne decyzje brak błyskotliwych zagrań… Jego wyjście w podstawowym składzie jest wciąż podawane w wątpliwość, a przecież ten młody zawodnik pokazywał zarówno w seniorskiej, jak i młodzieżowej reprezentacji potencjał przewyższający niejeden klub z naszej rodzimej ligi. Trzeba liczyć na to, iż pod wpływem Marka Papszuna Urbański odnajdzie optymalną dla siebie dyspozycję.
1. Paweł Dawidowicz
Ranking zamykamy obrońcą, który od 6 miesięcy nie rozegrał żadnego oficjalnego meczu. Paweł Dawidowicz ma za sobą najgorszy okres w karierze poprzedzony słabymi recenzjami w barwach Hellasu Werona oraz reprezentacji Polski. W czerwcu odszedł z Włoch i do tej pory nie znalazł nowego pracodawcy. Jeszcze do niedawna był to podstawowy stoper reprezentacji Polski! Co poszło nie tak? Dlaczego doświadczony 30-letni piłkarz z całkiem niezłym CV nie potrafił znaleźć dla siebie klubu?

Latem zainteresowanie obrońcą wykazywał arabski Al-Hazem. Dawidowicz podpisał kontrakt, po czym bez rozegrania ani jednego meczu go rozwiązał. Powodów było wiele i w większości dotyczyły spraw osobistych, co jest absolutnie zrozumiałe. Większy problem stanowi to, iż końca roku nie znalazł żadnej alternatywy. Ratunkiem dla kariery stopera okaże się transfer do Rakowa Częstochowa. Dawidowicz został oficjalnie ogłoszony jako nowy nabytek wicemistrza Polski, a jeszcze przed oficjalnym newsem miał rozegrać zamknięty sparing w barwach drużyny Łukasza Tomczyka. Również w jego przypadku 2026 roku rozpoczyna się w miarę optymistycznie. Nie zmienia to jednak faktu, iż obrońca zaliczył ubiegły do całkowicie nieudanych.
