Liga Konferencji UEFA: Kapryśna forma polskich zespołów
Ogromna euforia w Warszawie, zadowolenie w Białymstoku, niedosyt w Częstochowie i kompromitacja w Poznaniu. Tak można podsumować występy polskich zespołów w czwartkowych meczach Ligi Konferencji. Zdobywając 1,000 pkt do rankingu, Polska awansowała na 12. miejsce w ligowym rankingu UEFA, wyprzedzając Norwegię. Jeśli taki rezultat utrzymałby się do końca bieżącego sezonu, za dwa lata nasz mistrz kraju rozpoczynałby eliminacje Ligi Mistrzów od 4. rundy, co gwarantowałoby grę w Lidze Europy. Pomimo mieszanych uczuć po drugiej kolejce, ta optymistyczna wiadomość motywuje do wspierania polskich zespołów w kolejnych epizodach zmagań w Europie.
Rafał Augustyniak bohaterem Warszawy
W Krakowie Legia Warszawa podejmowała na wyjeździe Szachtar Donieck. Przed meczem trudno było wskazać faworyta ze względu na problemy obu zespołów. Drużyna z Ukrainy prezentuje znacznie niższy poziom niż latach jej świetniści, a stołeczny klub mierzy się z problemami wewnętrznymi. Szachtar wymienił aż siedmiu zawodników w porównaniu ze spotkaniem przeciwko Aberdeen w pierwszej kolejce Ligi Konferencji. Legia również zmodyfikowała ustawienie względem spotkania z Samsunsporem. Postawiono na obsadę skrzydeł w postaci Ermala Krasniqiego i Kacpra Chodyny, a w środku pola pojawili się Rafał Augustyniak oraz Wojciech Urbański.
Najważniejszym wydarzeniem pierwszej połowy był przepiękny gol z 16. minuty Rafała Augustyniaka, który uderzył piłkę z dystansu po świetnym odbiorze Pawła Wszołka! Obaj panowie zdecydowanie mogli zaliczyć pierwszą połowę do udanych. W oczy rzucała się również dobra dyspozycja Jurgena Elitima oraz Kamila Piątkowskiego. Z dobrej strony pokazał się też Kacper Chodyna, natomiast Ermal Krasniqi nie nadążał za pomysłami graczy Legii, a jego akcje zazwyczaj kończyły się stratą. To samo można powiedzieć o Milecie Rajovicu. Ospała, leniwa pierwsza połowa zakończona niepotrzebną żółtą kartką. Wojskowi mieli jednak optyczną przewagę. Szachtar stał się niebezpieczny dopiero pod koniec pierwszej części gry. Podopieczni Ardy Turana zdołali jednak oddać zaledwie jeden celny strzał.

Do 60. minuty Szachtar zdołał stworzyć kilka okazji, zazwyczaj blokowanych przez graczy Legii. Po kwadransie drugiej połowy zespół z Ukrainy dopiął swego. Gola wyrównującego strzelił z główki młody Brazylijczyk Luca Meirelles. Dobrą zmianę w Legii dał Antonio Colak. Przyzwoity mecz golem mógł zakończyć Paweł Wszołek – jednak po dośrodkowaniu Chodyny piłka uderzona przez niego głową minęła poprzeczkę. W podobnej sytuacji znalazł się również wcześniej wspomniany Colak, ale jego strzał główką wybronił bramkarz Szachtaru. W ostatnich sekundach świetne wejście Jakuba Żewłakowa poskutkowało rzutem wolnym, który… fe-no-me-nal-nie wykorzystał Rafał Augustyniak! Bohater spotkania oddał strzał z granicy pola karnego, pokonując zarówno mur obrońców, jak i bramkarza. Dzięki temu Legia odniosła pierwsze zwycięstwo w Lidze Konferencji.
Thriller we Francji zakończony remisem
Jagiellonia odwiedziła Francję, aby zmierzyć się z faworytem rozgrywek – Strasbourgiem. Gospodarze postawili na rotacje w składzie, sadzając na ławce m.in. Valentina Barco. Jagiellonia wystawiła najsilniejszy możliwy skład z myślą walki o punkty. Początkowo goście byli bezradni wobec znakomicie konstruowanych akcji Strasbourga. Zarówno Felix Lemarechal, jak i Sebastian Nanasi udowodnili swój wysoki potencjał. Kulminacją nie najlepszej passy Jagiellonii okazała się żółta kartka dla Tarasa Romanczuka.
Między 30. a 40. minutą defensywę drużyny z Białegostoku testował kilkukrotnie Martial Godo. Jagiellonia nie chciała jednak pozostać dłużna i zaczęła kreować sobie sytuacje. Akcje Jesusa Imaza oraz Alejandra Pozo mogły się podobać, jednak jedyny celny strzał Polaków wybronił Mike Penders. W pierwszej połowie piłkarze Strasbourga strzelali na bramkę zawodników Adriana Siemieńca aż dwunastokrotnie. Drużyna z Francji dominowała, jednak nie na tyle, by zamknąć mecz. Przejawiało się to głównie kontrolą nad piłką i pewnymi, celnymi podaniami, których Jagiellonii brakowało. Dobrą połowę zaliczył bramkarz Jagi Miłosz Piekutowski, który kilkukrotnie bardzo pewnie wyłapywał strzały rywali i potwierdził, że kibice nie muszą obawiać o obsadę bramki podczas absencji Sławomira Abramowicza.

Mocnym akcentem rozpoczęła się druga połowa spotkania. Dośrodkowanie Bartłomieja Wdowika wykorzystał Dusan Stojinović, który niespodziewanie dał Dumie Podlasia prowadzenie! Po golu rozpoczął się festiwal żółtych kartek po obu stronach, a gospodarze znacznie podnieśli tempo gry. Emocje jednak nie opadały, a sędzia w ostatnim kwadransie gry pokazał aż pięć żółtych kartoników! W 79. minucie gospodarze wyrównali. Przepięknym strzałem z przewrotki popisał się Joaquin Panichelli! Bramkarz w tym przypadku po prostu bezradny… Doliczony czas gry okazał się istną lekcją przetrwania dla piłkarzy Jagiellonii. Natarcia zawodników Strasbourga raz za razem zatrzymywał Miłosz Piekutowski, który zasłużył na miano bohatera spotkania po stronie drużyny Siemieńca.Francuzi notorycznie atakowali. Ogromna przewaga w posiadaniu piłki oraz liczba 25 oddanych strzałów nie odzwierciedla wyniku spotkania. Jagiellonii udało się zremisować ten arcytrudny mecz i przystąpi do trzeciej kolejki LK z 4 punktami na koncie.
Remis u południowych sąsiadów
Raków Częstochowa na mecz wyjazdowy z Sigmą Ołomuniec wystawił raczej przewidywalny skład. Jedyną zmianą, którą można nazwać niespodzianką, była obecność Patryka Makucha. Na ławce usiadł więc Lamine Diaby Fadiga. W składzie gospodarzy pojawiło się również kilku zawodników znanych z boisk Ekstraklasy. Przykładem jest Macedończyk z przeszłością w Piaście Gliwice, Tihomir Kostadinov.
Nadzieją dla Rakowa była dość bezzębna ofensywa Czechów. Podczas dotychczasowych trzech meczów w europejskich pucharach nie strzelili ani jednego gola. W 8. minucie meczu znakomitą okazję na zdobycie bramki miał Patryk Makuch. Zawodnik Rakowa przebiegł niemal całą połowę boiska, jednak wygranym w pojedynku okazał się bramkarz Sigmy. Od początku meczu Makuch pokazywał, iż postawienie na niego nie było błędem. Mecz przebiegał dość powoli, przede wszystkim ze względu na mokrą murawę, która ewidentnie utrudniała rozgrywanie piłki po ziemi. Gospodarze udowodnili, że defensywa jest ich najsilniejszym ogniwem, częstokroć zatrzymując szarże Ameyawa. W 29. minucie kolejną świetną okazję miał Patryk Makuch, lecz i tym razem znakomitą interwencją popisał się Jan Koutny, bramkarz Sigmy Ołomuniec. Pierwsza połowa była wyrównana. Czasami zagrażał Raków, nieco rzadziej drużyna z Czech. Obie drużyny pokazywały przede wszystkim atuty defensywne. Sigma przez 45 minut nie oddała nawet celnego strzału.

Pierwsza ciekawa akcja Rakowa w drugiej połowie miała miejsce w 57. minucie, gdy błyskotliwą grę zespołową pokazali Fran Tudor i Michael Ameyaw. Sytuacja ta zakończyła się jednak niecelnym dośrodkowaniem. Jeszcze lepszą okazję miał Bogdan Racovitan, a jego strzał głową minimalnie minął bramkę. Pomimo przewagi Rakowa w drugiej połowie, to gospodarze jako pierwsi strzelili gola. Pierwszy celny strzał Sigmy oddał w 83. minucie Jan Kral. Pierwszy celny strzał, zamienił się w pierwszą bramkę i otworzył wynik spotkania. W 90. minucie Raków odpowiedział jednak kapitalnym uderzeniem z woleja Stratosa Svarnasa, poprzedzonym piękną akcją rezerwowego Tomasza Pieńki. Mecz zakończył się remisem, choć patrząc na grę podopiecznych Marka Papszuna, pozostaje lekki niedosyt.
Największa kompromitacja w historii polskich klubów?
Lech Poznań rozpoczął swój mecz z gibraltarskim Lincoln w stosunkowo eksperymentalnym składzie. W pierwszej jedenastce zabrakło m.in. Joela Pereiry i Mikaela Ishaka. Świadczyć to mogło o pewności siebie Lecha. Trener Fredriksen chciał dać szansę pograć również innym zawodnikom, którzy mogli pokazać się z dobrej strony nawet na tle mistrza Gibraltaru.
Debiutancki mecz w Lidze Konferencji rozgrywający się na terenie tej małej brytyjskiej enklawy miał być całkowicie jednostronny. Pierwsze minuty przebiegały pod kontrolą Lecha, jednak w 12. minucie to Lincoln oddał strzał w poprzeczkę Poznaniaków. Dziesięć minut później poprzeczką odpowiedział gracz Lecha Yannick Agnero. Atakował i Kolejorz, i Lincoln. Ku zaskoczeniu, mecz był całkiem wyrównany. Zupełną niespodzianką okazała się bramka na 1:0 dla drużyny z Gibraltaru. W 33. minucie Kike Gomez bezwzględnie wykorzystał chaos poznańskiej defensywy. Był to pierwszy moment w historii gibraltarskiej piłki, gdy drużyna z tej federacji objęła prowadzenie w meczu fazy grupowej europejskich pucharów. Trener Lecha szybko mógł pożałować, że nie wystawił na ten mecz podstawowej jedenastki.

Rozczarowująca pierwsza połowa poskutkowała potrójną zmianą jeszcze przed gwizdkiem rozpoczynającym drugą część gry. Pierwsze minuty nie pokazywały jednak żadnego postępu. Mało tego, Lincoln strzelił kolejnego gola, jednak sędzia odgwizdał spalonego. Kolejne minuty obfitowały w sytuacje dla Kolejorza. Najpierw poprzeczka Fiabemy, chwilę później słupek Ismaheela. Na boisko za tego pierwszego wszedł minutę później Mikael Ishak. Ratunkiem dla Poznania okazał się rzut karny po faulu bramkarza Lincolna na Pablo Rodriguezie. Jedenastkę wykorzystał sam Ishak. Kolejorz napierał, jednak to Lincoln strzelił drugiego gola w końcówce meczu – złe ustawienie podczas rzutu wolnego doskonale wykorzystał Christian Rutjens, dając gospodarzom sensacyjne prowadzenie w końcówce spotkania! Mecz zakończył się jedyną porażką polskich zespołów w miniony czwartek z teoretycznie najsłabszym rywalem. Ten dzień przejdzie do historii gibraltarskiej i polskiej piłki. Z jednej strony historyczne zwycięstwo kopciuszka, z drugiej historyczna kompromitacja Lecha.
Słodko-gorzki wieczór polskich piłkarzy za granicą
W czwartkowy wieczór swoje mecze rozgrywali również Polacy grający w zagranicznych klubach. Na wyróżnienie zasłużył przede wszystkim zdobywca jednego z goli dla Panathinaikosu Karol Świderski. Jego klub przegrał jednak 1:3 z Feyenoordem. Pełne spotkanie rozegrał również jego klubowy kolega Bartłomiej Drągowski. W Lidze Europy pełne 90 minut zaliczył duet polskich obrońców w FC Porto. Portugalski zespół przegrał z Nottingham Forest 0:2, a Jan Bednarek popełnił duży błąd, prokurując rzut karny dla rywala. W drugiej części spotkania udało mu się strzelić bramkę, ale sędzia VAR dopatrzył się w międzyczasie spalonego innego zawodnika Porto.
Tomasz Kędziora rozegrał niemal pełne, wygrane spotkanie PAOK-u z Lille, jednak za faul popełniony w doliczonym czasie gry otrzymał czerwoną kartkę i opuścił boisko. Na wyróżnienie zasługuje również Filip Rózga. Młody Polak zanotował asystę dla Sturmu Graz w przegranym 1:2 meczu z Celtikiem Glasgow. Natomiast zdecydowanym antybohaterem Romy okazał się Jan Ziółkowski, debiutujący w pierwszym składzie po udanym meczu z Interem w Serie A. Rywalem Rzymian była Viktoria Pilzno. Klub z Czech szybko strzelił dwie bramki, a przy obu błędy, mniejsze i większe, popełniał właśnie Ziółkowski. Poskutkowało to zejściem z boiska już w 30. minucie spotkania.

Nieco mniej Polaków (nie licząc polskich klubów) wystąpiło w czwartkowej Lidze Konferencji. Duży wkład w grę słoweńskiego Celje miał Łukasz Bejger, który asystował w wygranym meczu z Shamrock Rovers. Ponadto w wyjściowych składach swoich drużyn mogliśmy ujrzeć Piotra Parzyszka (KuPS) oraz Kacpra Potulskiego (FSV Mainz).
