Dlaczego reprezentacja Polski powinna wrócić do grania czwórką z tyłu?
Nasza drużyna narodowa popełnia w ostatnich latach dużo błędów w defensywie. Głównie indywidualnych, jednak złe ustawienie taktyczne i formacyjne niejednokrotnie prowokowało do tego rodzaju sytuacji. Dziś świętujemy zwycięstwo nad Albanią, lecz było ono okupione olbrzymimi nerwami, zwłaszcza z tyłu. To kolejny przykład sytuacji, w której formacja defensywna z trójką po prostu niewłaściwie odnajduje się na boisku. Może warto byłoby coś w tej kwestii zmienić?
Błędy z Albanią
Bramka zdobyta w 42. minucie przez Arbera Hoxhę nie była wyłącznie zasługą niefrasobliwości w przyjęciu Jana Bednarka. To również pochodna chaosu organizacyjnego w środkowej linii, ale także nieobeznanej na co dzień z takimi warunkami formacji defensywnej. W momencie podania do strzelca gola trzech naszych stoperów było zdecydowanie skonsternowanych, jakie konkretnie działania podjąć. Pechowo, piłka trafiła pod nogi Bednarka, jednak zawiodła przede wszystkim komunikacja między zawodnikami.
Pewny siebie obrońca Porto postanawia przysłowiowo przeciąć wysokie podanie Albańczyków, lecz kiksuje piłkę w najgorszy możliwy sposób. Ot, błąd który zdarzyć może się każdemu. Absolutnie nie możemy bronić Bednarka w tej sytuacji. Takie zachowanie nie przystoi obrońcy, prezentującemu na co dzień co najmniej europejski poziom. I owszem, były stoper Southampton jest winny straconej bramki, jednak mniej zauważalny problem pojawia się za plecami 29-latka.

Całkowicie zaskoczony Tomasz Kędziora nie zabezpieczył Albańczyka z drugiej strony, niejako ślepo ufając swojemu koledze z zespołu. Tymczasem Bednarek popełnił fatalny błąd, na który każdy towarzysz w obronie powinien być przygotowany. Jednak geneza kompletnego chaosu tej sytuacji sięga nieco bardziej w lewą stronę boiska.
Pochodna nieprawidłowej formacji
Podczas akcji widzimy Jakuba Kiwiora skrajnie wysuniętego, z lewej strony, całkowicie nieprzygotowanego do prostopadłego zagrania Albańczyków. Wynikać to może z tegorocznych przyzwyczajeń obrońcy. Kiwior jako lewy stoper nie jest przyzwyczajony do formacji z trzema środkowymi defensorami. Rutyna z FC Porto z pewnością przyzwyczaiła go do wsparcia formacji przez skrajnie lewego obrońcę portugalskiej drużyny. Na co dzień ma za zadanie zabezpieczać ten sektor boiska w przypadku częstych wyjść ofensywnych Kiwiora.
W reprezentacji Polski pojawia się jednak ten problem, iż takim partnerem teoretycznie jest Michał Skóraś. To zawodnik o charakterystyce bardzo ofensywnej, nawet jak na wahadłowego. Przyzwyczajony do wsparcia Kiwior nie jest w stanie zabezpieczyć dwóch sektorów boiska na raz, wówczas gdy Skóraś nawet nie stworzył jakiegokolwiek pressingu. Reprezentanci Polski mają problem w zastępowaniu się wzajemnie na danych pozycjach. Tam, gdzie był Bednarek powinien stać Kiwior, a w miejscu Kiwiora pressować powinien naturalny lewy obrońca. Do całej układanki dołącza Tomasz Kędziora, który w całym zamieszaniu jest zmuszony opuścić swoją nominalną pozycję.

Pojawia się więc pytanie: co by było gdyby? Akcja bramkowa Albańczyków pokazuje, iż niegłupim pomysłem byłaby gra czwórką defensorów. Każdy, z naszych czterech obrońców w meczu przeciwko Bałkańczykom (Bednarek, Kiwior, Kędziora, Cash) gra w klubie z trzema partnerami w linii. Naturalną koleją rzeczy mogłoby być dostosowanie formacji reprezentacji do codziennych przyzwyczajeń Polaków.
Potrzeby piłkarzy ponad potrzeby drużyny?
Być może tak! Wyobraźmy sobie, że artysta codziennie w pracy podejmuje się konkretnych zadań. 300 dni w tygodniu ćwiczy schematy i doskonali swoje umiejętności w danej dziedzinie. Po czym, dochodzi do prawdopodobnie najważniejszego sprawdzianu w roku, a artysta musi całkowicie zmienić podejście do sztuki przez siebie wykonywanej. Podobnie możemy powiedzieć o piłkarzu. Lepiej dostosować ich do schematów klubowych, aniżeli reprezentacyjnych. Gwarantuje to powtarzalność wyuczonych schematów.
Warto byłoby przetestować ponownie Jakuba Kiwiora na pozycji lewego obrońcy. W formacji z trzema stoperami ewidentnie widać, iż stara się zabezpieczać głównie lewą stronę boiska, co odpowiadałoby również zadaniom, gdyby w wariancie czwórkowym grał właśnie w lewym sektorze. Zarówno Bednarek, Kędziora, jak i Cash to zawodnicy obeznani z systemem czwórkowym i w takiej taktyce nie musieliby zmieniać w żaden sposób charakteru swojej gry. Robiliby to, co potrafią najlepiej w klubie.

Zresztą, upieranie się przy wahadłowej roli Matty’ego Casha również odbiega od jego zadań w klubie. Gracz Aston Villi niejednokrotnie udowodnił, iż potrafi wykorzystać pełnię swoich możliwości ofensywnych, będąc na prawej obronie. Jednocześnie, delikatne cofnięcie Casha intensywniej uszczeliniłoby formację defensywną.
Czwórka przepisem na sukces?
W końcu największe triumfy w XXI wieku świętowaliśmy za kadencji Adama Nawałki. EURO 2016 i arcyszczelna obrona to zasługa nie tylko osobowości w polskiej defensywie, ale przede wszystkim dostosowanej do piłkarzy i aktualnych potrzeb formacji. Dziwnym trafem w ostatnich latach selekcjonerzy reprezentacji Polski szczególnie upodobali sobie trójkę z tyłu. Może warto wrócić do tak dobrze znanego ustawienia Adama Nawałki?
Nasza drużyna narodowa jest przystosowana do gry z kontry i sprytnych podań prostopadłych. Dobrze wiemy, iż gra pozycyjna w środku pola to najsłabsza strona reprezentacji Polski, jednak kolejni selekcjonerzy uparcie dążą do zagęszczenia środka.

Kto pamięta świetne szarże Łukasza Piszczka, Kuby Błaszyczkowskiego, czy Kamila Grosickiego ten dwie, iż powinniśmy wykorzystywać potencjał na bokach. Zarówno ofensywnie, jak i defensywnie. Na mecz ze Szwecją lepiej przesadnie nie eksperymentować, ale w przypadku pojedynczych sparingów, czy mniej ważnych spotkań warto sprawdzić klasyczną czwórkę z tyłu. Może będzie to złoty środek na uszczelnienie defensywy do granic naszych możliwości?
