Michał Karbownik – od „złotego dziecka” po sufit w 2. Bundeslidze?
Michał Karbownik miał być jednym z wielkich polskich talentów XXI wieku. Zapowiadał się na tyle dobrze, że na pewnym etapie jego wartość rynkowa wzrosła aż do 6 milionów euro. On sam zdołał przebić się do reprezentacji Polski, w której wystąpił czterokrotnie. Na chwilę obecną jest to jednak co najwyżej solidny piłkarz zaplecza Bundesligi. Co więcej – za niespełna 5 miesięcy może zostać bez klubu. Co z karierą Polaka?
Michał Karbownik złotym chłopcem Legii Warszawa
Urodzony w Radomiu piłkarz trafił do akademii Legii Warszawa, gdzie szybko wywalczył sobie miano „złotego chłopca” stołecznego klubu. Już w wieku 16 lat był regularnie włączany do zespołu rezerw Legii, gdzie zdobywał pierwsze szlify w seniorskiej piłce. Szybko zaczął w nim wieść prym, co owocowało równie szybko otrzymaną szansą debiutu w Ekstraklasie.
W sezonie 2019/2020 ówczesny szkoleniowiec – Aleksandar Vuković – postawił na 18-latka przewidując dla niego nową rolę na boisku. Choć dotychczas Karbownik był zawodnikiem środka pola, z powodu problemów kadrowych Legii, trener ustawił go na lewej obronie. Nastolatek z miejsca pokazał dużo jakości, nie tylko udanie wchodząc na najwyższy krajowy szczebel, ale i notując po asyście w dwóch pierwszych meczach. Finalnie już w swoim pierwszym sezonie uzbierał 28 spotkań i ponad 2400 minut na ekstraklasowych boiskach, co okrasił aż 7 asystami.

Nastolatek niemal z miejsca wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie, gdzie występował głównie jako lewy obrońca. W tamtej kampanii pomógł drużynie zdobyć mistrzostwo Polski. W lutym 2020 roku Karbownik został wybrany odkryciem sezonu w Ekstraklasie. Na radarach pojawił się więc obiecujący, wszechstronny Polak, który z powodzeniem występował na lewej obronie, co musiało cieszyć każdego, kto dobrze życzył reprezentacji Polski. Od lat była to dla naszej kadry niezwykle newralgiczna pozycja, z której obsadą mieliśmy ogromne problemy. Pojawiła się w końcu nadzieja na rozwiązanie ich na długie lata. Powody do zadowolenia miała oczywiście także Legia.
Błyskawiczny transfer Karbownika do Brighton
Nie minął rok od jego debiutu w Ekstraklasie, a stołeczny klub zdążył poinformować o sprzedaży obiecującego Polaka. W czerwcu 2020 roku po Karbownika zgłosiło się angielskie Brighton & Hove Albion. Za Polaka zapłacono wówczas 3,9 miliona euro – kwotę, która dziś imponuje nieco mniej, niż wówczas. Do dziś jednak Michał Karbownik pozostaje na 34. miejscu w rankingu najdroższych transferów z Ekstraklasy. W momencie ogłoszenia tego ruchu mieścił się jeszcze w czołowej dwudziestce, a władze klubu podkreślały w treści ogłoszenia:
„W 2015 roku zadebiutował w kadrze Polski do lat 15, zaś pierwszego gola dla biało-czerwonych strzelił w reprezentacji U-17. W sumie w juniorskich reprezentacjach rozegrał 31 meczów. Ostatnio powoływany jest do pierwszej reprezentacji Polski przez selekcjonera Jerzego Brzęczka. Kilka tygodni temu UEFA umieściła go na liście pięćdziesięciu młodych piłkarzy, którzy w 2020 roku mogą odegrać znaczącą rolę na ligowych boiskach Europy.”

Do końca kampanii 2020/2021 – na zasadzie wypożyczenia – miał on pozostać zawodnikiem stołecznego klubu. Zdołał on powalczyć z Legią w kwalifikacjach do europejskich pucharów, pograć w Ekstraklasie i Pucharze Polski, lecz zimowe okno transferowe przyniosło niespodziewane zmiany.
Dla Polaka runda jesienna – poza dużym transferem w tle – była nacechowana nowymi wyzwaniami. Przestał on pełnić rolę lewego obrońcy, a jego wszechstronność wykorzystywano w środku pola, jak i na prawej obronie. Musiał wykazać się nie lada zdolnością adaptacji nie tylko na boisku. Choć do Anglii miał przenieść się dopiero po sezonie, Brighton skróciło wypożyczenie Polaka i sprowadziło go do siebie już 17 stycznia 2021 roku.
Przenosiny do Anglii drastycznie wyhamowały rozwój Polaka
Brighton w połowie sezonu 2020/2021 chciało mieć Karbownika u siebie. Klub uznał, że szybciej należy „przeformatować” go pod Premier League, wprowadzić w swój model treningowy i kontrolować rozwój. W zespole pojawiły się zresztą kontuzje, potrzeba poszerzenia kadry i analogicznie chęć sprawdzenia młodych zawodników na treningach pierwszego zespołu.
Tamten okres znacząco wyhamował świetnie zapowiadającą się karierę byłego Legionisty. W Brighton odbił się od ściany – trenował z pierwszą drużyną, lecz nie było dla niego perspektyw na grę. Od razu musiał wskoczyć dwa poziomy wyżej, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Ta sztuka nie udała się jednak z takim powodzeniem, jak przy kolejnych szczeblach w Legii.
Polak kilkukrotnie siadał na ławce rezerwowych drużyny z Premier League, ale ani razu się z niej nie podniósł. Zanotował jeden występ w FA Cup, grając na prawym wahadle w przegranym meczu z Leicester City. Nawet w drużynie U-23 wybiegał na murawę zaledwie dwukrotnie, a wywalczone przez niego tam 2 asysty nie zmieniły jego notowań. Polak musiał zatem walczyć o swoje na wypożyczeniu.
Transfer czasowy do Olympiakosu Pireus
Michał Karbownik nie przebił się do pierwszego składu Brighton, ale angielski klub nie powiedział mu „żegnaj”, a bardziej „wróć, gdy już będziesz gotowy”. W rozwoju Polaka miało pomóc wypożyczenie do uznanej greckiej marki – Olympiacosu Pireus.
Μέλος της οικογένειας του Ολυμπιακού ο Μίχαλ Καρμπόβνικ! / Michal Karbownik is a member of the Olympiacos family! 🔴⚪️🦁#Olympiacos #Transfer #Welcome #ΜichalKarbownik #WelcomeΜichalKarbownik #WeKeepOnDreaming pic.twitter.com/QGVE7BEaic
— Olympiacos FC (@olympiacosfc) August 28, 2021
Zapowiadało się nieźle, w końcu grecki klub regularnie gra w Europie i cechuje go wysoki poziom organizacyjny. Jak wyszło w praktyce? W dużym skrócie — bardzo przeciętnie.
Michał miał problemy zarówno z urazami, jak i ciągłością gry. W greckiej Super League 1 uzbierał zaledwie około 380 minut. Częściej szanse otrzymywał w rezerwach, gdzie rzucany był na różnych pozycjach. W trakcie sezonu 2021/2022 dobrej myśli był jednak agent piłkarza – Mariusz Piekarski, który uspokajał:
„Trener Martins często rozmawia z Michałem. Zdajemy sobie sprawę, że konkurencja w Olympiakosie jest dość duża. Oprócz Lali w kadrze znajduje się też reprezentant Grecji Athanasios Androutsos. Klub ma trzech prawych obrońców. Trzeba być cierpliwym. Sezon jest długi. Olympiakos pokazuje, jak należy budować zespół do walki na trzech frontach. Minuty na pewno przyjdą.”
Jak się później okazało, przyszły w minimalnym wymiarze. Z otoczenia klubu i greckich mediów przewijało się zdanie-klucz: „On potrzebuje czasu, ale Olympiacos nie może czekać.” – a to właściwie streszcza wszystko. Klub miał w umowie wypożyczenia klauzulę wykupu piłkarza, z której oczywiście nie skorzystał.
Karbownik w Fortunie Düsseldorf – powrót do regularnej gry
Po niepowodzeniach w Anglii i Grecji, dla Polaka przyszedł w końcu czas na pierwszy naprawdę regularny sezon w zagranicznej lidze. Trafił na wypożyczenie do drugiej ligi niemieckiej, a konkretnie dołączył do Dawida Kownackiego w Fortunie Düsseldorf, która – od spadku po sezonie 2019/2020 – nieustannie walczy o powrót do Bundesligi.
Początki Karbownika w niemieckim klubie były dość niemrawe, ale już w październiku zaczął nawiązywać do swojej formy jeszcze z czasów Legii. Choć epizodycznie korzystano z jego wszechstronności, głównie grał na pozycji lewego obrońcy. Miewał mecze kompletnie nieudane, ale potrafił też błysnąć. Przejawiał na tyle dobre okresy, że znalazł się nawet na marcowym zgrupowaniu reprezentacji Polski pod wodzą Fernando Santosa. Pojawiał się nawet w jedenastkach kolejki magazynu „Kicker”, m.in. dzięki takim zagraniom:
Karbownik ➡️ Kownacki ➡️ ⚽ https://t.co/Y4HaLh9De9 pic.twitter.com/iE0keXxFvH
— Oskar Mochnik (@Oskar_M04) March 19, 2023
Polak finalnie miał za sobą całkiem udany sezon. Rozegrał łącznie 28 meczów, w których strzelił jednego gola i zaliczył siedem asyst. Choć sam zawodnik widział się w roli środkowego pomocnika, doceniano go przede wszystkim na pozycji wymyślonej mu jeszcze przez Aleksandara Vukovića.
„Karbownik był swoją najlepszą wersją siebie na lewej obronie. To pozwoliło mu korzystać ze swoich atutów, do których należy wbieganie z piłką w ostatnią tercję boiska, czytanie gry i agresywna gra w fazie posiadania.” – w rozmowie ze Sport.pl mówił o nim Matthew Karagich, współtwórca podcastu o 2. Bundeslidze.
Klub był zadowolony z efektów wypożyczenia i chciał ściągnąć Polaka na stałe. Transfer ten nie doszedł do skutku z uwagi na zbyt wysoką klauzulę, którą Brighton zaproponowało w umowie. Chodziło o kwotę w granicach 3 milionów euro, mimo że w Anglii nie wiązano z Polakiem wielkich nadziei.
„Przez cały sezon byliśmy w kontakcie z Brighton. Walczyliśmy o różne opcje na zatrzymanie Karbownika. Jednak nie jesteśmy w stanie przystać na warunki angielskiego klubu i nie możemy wykupić gracza.” — zdradzał wówczas Christian Weber, dyrektor sportowy Fortuny w serwisie rp-online.de.
Z końcem czerwca 2023 roku Michał powrócił do macierzystego klubu w Anglii.
Transfer definitywny do Herthy BSC
Angielski klub nie zrobił na Polaku udanego interesu. Wyciągając go z Legii za niespełna 4 miliony euro, po 3 sezonach sprzedał go za 1,3 miliona do świeżego spadkowicza z Bundesligi, niemieckiej Herthy. Dyrektor sportowy Ben Weber podkreślał jego uniwersalność i znajomość niemieckiej ligi po grze w Fortunie Düsseldorf. Polak był pełen nadziei i entuzjazmu po zmianie środowiska:
„Najważniejszym długoterminowym celem jest z pewnością powrót do Bundesligi. Chcę pomóc drużynie osiągnąć to jak najszybciej i dalej rozwijać się zarówno sportowo, jak i personalnie. Znam już ligę z zeszłego sezonu i wiem, czego się od niej wymaga i jak podchodzić do meczów. Mam nadzieję, że będę mógł wnieść swoje doświadczenie i tym samym pomóc drużynie w sukcesie. (…) Warunki treningowe są tu na najwyższym poziomie, a Hertha to duży klub, który od samego początku bardzo się starał, żebym się z nim podpisał. To ułatwiło mi decyzję o przeprowadzce – to dokładnie taki klub, na jaki czekałem!” — mówił Michał Karbownik w pierwszej rozmowie z klubowymi mediami.
Wydawało się, że Polak w końcu się odbuduje i w przyszłości ponownie wyruszy na podbój Europy. Niestety – tak, jak Hertha do teraz czeka na powrót do Bundesligi, tak i Polacy czekają na to, aż Karbownik wreszcie zrealizuje potencjał, jaki mu wróżono. Problem polega jednak na tym, że piłkarz w marcu skończy 25 lat, a jego wygasający w czerwcu kontrakt nadal nie został przedłużony.

W barwach Herthy Polak ma na koncie 66 występów i 5 asyst. Mimo że rozgrywa w jej barwach już trzeci sezon, dla kibiców niemieckiego klubu to nadal „piłkarz zagadka”. Na analizę tego okresu w karierze Karbownika pokusił się w październiku niemiecki dziennikarz Wolfgang Heise:
„Liczne kontuzje, brak asertywności w drugiej lidze i dziwny letarg. (…) Karbownik jest zagadką dla wszystkich w Herthcie. Nie był w stanie wywrzeć decydującego wpływu pod wodzą żadnego trenera – ani Pála Dárdaia i Cristiana Fiela, ani teraz Stefana Leitla. (…) Jego idealna pozycja wciąż nie została znaleziona. Lewy obrońca czy pomocnik?”
Dyrektor sportowy Benjamin Weber, który sprowadzał go z Brighton & Hove Albion również tracił cierpliwość, mówiąc:
„W przypadku Michała chodzi o to, aby jego obiecujące umiejętności przełożyły się na regularne występy. Ma duży potencjał. Ale widać też wyraźnie, że jak dotąd nie widzieliśmy go wystarczająco dużo podczas jego pobytu w Berlinie.”
Czy od października byliśmy świadkami nagłego przebudzenia Karbownika w Herthcie? Nieszczególnie. Michał poniekąd stał się zakładnikiem swojego atutu – wszechstronności. Regularnie pojawiały się opinie, że klub nie wie, jak go najlepiej wykorzystać. I w obecnej kampanii nie brakowało pauzy z powodu urazu, jak i gry na różnych pozycjach. Polak miewa niezłe mecze, czasami naprawdę potrafi pozytywnie zaskoczyć, ale już czwarty rok nie potrafi naprawdę zabłysnąć na tle 2. Bundesligi. Kibice dostrzegają, że w ostatnim czasie – co byłoby nie do pomyślenia jeszcze kilka lat temu – Karbownik lepiej wypada w aspektach defensywnych, niż ofensywnych.
W opinii niemieckich mediów jego przyszłość w Herthcie nie jest przesądzona – klub rozważa ofertę nowej umowy, ale wiele zależy od jego formy. Na pewno nie jest on dla niemieckiego klubu postacią priorytetową, gdyż obecnie w każdej chwili może porozumieć się z nowym pracodawcą, którego bez kwoty odstępnego zasiliłby po sezonie.
Liczby wskazują, że 2. Bundesliga może być piłkarskim sufitem Karbownika
Na pewno pozytywnym sygnałem w kwestii przyszłości Polaka jest fakt, że odzyskał on miejsce w wyjściowym składzie. Nie bez znaczenia jest także to, że poprawił się on pod względami czysto defensywnymi. Główny problem polega na tym, że chyba sam piłkarz nie jest świadomy co jest jego największym atutem i jaka jest optymalna dla niego rola. Michał ma problemy z urazami, jego forma nie jest regularna, a on czwarty rok z rzędu nie potrafi wybić się ponad przeciętność 2. Bundesligi.
Jego oceny pomeczowe mogą wskazywać, że radzi sobie po prostu przeciętnie. Przylgnęła do niego łatka obrońcy / wahadłowego, który potrafi dać z przodu coś ekstra. W tym sezonie wystąpił w Herthcie 16 razy, notując zaledwie jedną asystę. Jego ofensywne statystyki znacząco przygasły, dotychczas wypracował xG 0,23 oraz xA 0,71. Jego celność podań wynosi zaledwie 74,6%, a skuteczność przy długich podaniach 30,9% – co wypada blado na tle ligowej konkurencji. Jakość jego dośrodkowań skutkuje 23,1% celności, a w powietrzu wygrał zaledwie 3 pojedynki. To dość drastyczne liczby w kwestii ofensywnie usposobionego – jak zwykliśmy o nim myśleć – piłkarza.
W aspektach defensywnych Karbownik wypada znacznie lepiej. Mimo że sam został przedryblowany już 10 razy, zaliczył 17 przejęć, 24 odbiory i czterokrotnie blokował strzały przeciwnika. Dla Herthy odzyskiwał piłkę 60 razy i choć z nim na boisku zespół stracił 15 goli, on sam 3 razy zachowywał czyste konto. Wyniki solidne, ale w żadnym aspekcie nie dominujące na tle 2. Bundesligi.
Wiele wskazuje na to, że złoty chłopiec z Legii nie zdoła już zrealizować potencjału, jaki mu wróżono. Wyróżniający się piłkarz z papierami na udaną karierę powinien mieć cechę dominującą, a w przypadku Karbownika trudno wręcz określić choćby najbardziej sprzyjającą mu funkcję na boisku. Wydaje się, że w rozwoju jego talentu największym problemem okazała się być jego wszechstronność. Na dziś to piłkarz solidny na wielu pozycjach, ale nie wyróżniający się na żadnej z nich. Z końcem czerwca może nawet pozostać bez klubu i zaczynać wszystko od nowa. Tylko czy będziemy jeszcze pokładać nadzieję w tym, że tym razem na pewno się odbije i pokaże na co go stać? Wątpliwe.
